Ta mała książeczka jest doskonała. Pełna jak jajko. Żadnego zbędnego zdania. Czysta argumentacja. Podsumowanie lat badań i tysiąca racji, z których każda może być szczegółowo opisywana w nieskończoność. Sprawa dotyczy Koranu. Nie pozostaje z niego nic. Absolutnie nic. Ojciec Guy Pages, który przeczytał i przestudiował wszystko na ten temat, podobnie jak Marie-Thérese Urvoy, nie owija w bawełnę. Odwołuje się do krytycznego myślenia: wewnętrzne sprzeczności, nauki historyczno-krytyczne, analiza językowa, badania semiologiczne, prosta krytyka tekstu jako takiego, w końcu zdrowy rozsądek, wszystko się zbiega, sura za surą, aby sprowadzić Koran do opracowania czysto ludzkiego, bez prawdziwego autora, sprzecznego w sobie, oddanego na służbę kolejnym mocarstwom, które wykorzystywały religię jako środek władzy i rządu. Ta praca wyzwala. W czasach, gdy świat muzułmański chcemy zamknąć sam w sobie i gdy władze religijne, polityczne i społeczne, które twierdzą, że nim rządzą, zdają sobie doskonale sprawę, że Koran nie wytrzyma najmniejszej krytyki naukowej. Tu chodzi o przetrwanie! Czemu ma służyć tak zwany ekumenizm? Gdzie jest szacunek dla wolności człowieka? U źródeł owego tekstu leży obskurantyzm: nie powinniśmy być zaskoczeni konsekwencjami. Mężczyźni i kobiety „ poddani” takiemu dyktatowi zasługują na wybawienie. Cała kwestia polega na tym, żeby wiedzieć, jak to zrobić. To jest prawdziwa praca jutra.