fragmenty książki: Podwukątnie Przytrzymuję z obu kątów dolną krawędź przyklejanej tapety, a Izia – Musisz trzymać ruchomo. IX ‘09 Na Szewskiej w bramie dawnej filozofii na siódemkę. Otwierają się drzwi, w sobotę pod wieczór? Dwie średniostarsze, portiernia lub sprzątanie, jeśli właśnie w sobotę. Ondulowana, oddymny głos, druga z dużą ciemnorudą. Choroby, komunie, tramwaj, druga wsiada, na odwróceniu – Szczęśliwej służby. V ‘11 Spotkania literackie też prowadzi W Tajnych Kompletach babka dość całkiem, pyta Karola w fotelu nad komputerem, jak dojść do Muzeum Narodowego. Karol wyciąga się niżej i wygodniej, tłumaczy z gestyką i MPK; może niepotrzebnie: pieszo kawałek, ale praktycznie tylko dwa duże kąty proste, w Szewską lub Świętej Katarzyny w lewo i potem w prawo wzdłuż Odry. Kobieta niepewnie potakuje, wychodzi. Przed księgarnią patrzy w prawą stronę, lewą, przez chwilę też na dachy i niebo. Wraca – A po ile jest kawa? VII ‘11 Zdążę przed tramwajem do łaziebnego sklepu? Czasowo, nie przebiegając. Powinienem – Ma pan sitka do zlewozmywaków? – Jeśli chodzi o takie, co zatrzymują włosy, to nie. IX ‘11 A nie szarpał Baba do psa sprzed bankomatu – Czekaj, bo nie widzisz, że gówno mam, to jeszcze zgubię. XI ‘11