Klinika Języka978-83-6704-443-197883670444312026-03-12polski (Polska)386Softcover
Śląsk i Polska wobec Powstania Czeskiego
ASAdam Szelagowski- 2026
- pierwsze wydanie
- 386
- stron
- polski
- język
- 1
- wydanie
Król miał niemałą trudność do rozwikłania. Trzeba było dotychczasową politykę usprawiedliwiać przed szlachtą, która nie zadawalała się gołosłownymi obietnicami, tylko domagała się wręcz zmiany postępowania na zachodzie w stosunku do Czech i Węgier. Rzecz polegała na tym, czy się uda utrzymać dotychczasowy bieg polityki, czy też trzeba się będzie cofać z obranej drogi. Król częściowo wyparł się wszystkiego, częściowo tłumaczył swoje zarządzenia koniecznością obrony. Tak, król ruszył lisowczyków z kresów, gdyż kozacy byli już w kluby wprawieni, zresztą bał się, aby lisowczycy nie wpadli do Wołoch i kraju z Turkiem nie powadzili. Posłał ich w kraje pod górskie, „ aby pokój tamtym krajom upatrzyli”. Krajczemu koronnemu dał nawet rozkaz, aby, gdy zajdzie trzeba, województwa do kupy zwołali. O zachowaniu się lisowczyków mówił, że póki byli w służbie, zachowywali się spokojnie i skromnie. Przybyli posłowie od województwa krakowskiego (Rylski i Łempski), prosząc o pokój i obronę. Tymczasem tamten pułk, kilkanaście setek ludzi, zszedł, drugim kazano następować. Dywersję lisowczyków na Węgry tłumaczył niebezpieczeństwem od strony Betlena, który się porozumiewał z Turkami, i obowiązkiem pomagania cesarzowi, wypływającym z paktów przymierza. „ Nim się zaciągnęły województwa (naonczas by się było mogło Aherontem movere), przypadł Gabor, gonił go Obałkowski; jaki respons JKMci przyniósł, że to za wolą cesarza tureckiego czynił. Przystał tedy cesarz do króla o pomoc albo de suo [ze swego], albo quod iure debebit ex pactis [co się z paktów należy]. Słał król do senatorów, clare [jasno] się z tem szło pozwoleństwem, a mianowicie tych [lisowczyków], ażeby się ich zbyć. Dziękował za to cesarz, ofiarował przytem chęć swoją, opowiadał o niebezpieczeństwie od Turka, starania swoje o pokój, co czyni i przez się, i przez króla hiszpańskiego, obiecuje wszelakim sposobem, a jeśliby się JKMość uchronić nie mógł, obiecując pomoc swoją i panów książąt rakuskich”. Najazdy na Śląsk i Węgry usprawiedliwiał tym, że pochodzą one nie od niego, ale od zaciągów, do których na mocy paktów jest obowiązany. Zarzutu co do wysyłania posłów król nie chciał uznać, „ bo tylko były dwie legacye do stanów węgierskich i do Niderlandów: pierwsza, iż ekskursye nie z winy króla [odprawiał ją Firlej, kasztelan wojnicki], nie było się z kim znaszać, bo Gabor był administratorem. Do Niderlandów król posłał pytając, jeśliby auctoritas [powaga] JKMci w pojednaniu cesarza z królem czeskim miała jaką wagę, jeśliby się JKM w tem wdać mógł, a przytem jeśliby oni się w to wdali”. Odpowiedź króla nie zadowoliła większości posłów. Opozycja domagała się stanowczego zakazu zaciągów, jak i mieszania się w sprawy rakuskie, czego w tej odpowiedzi nie było. W kole poselskim wybuchła znów burza, której powód dały województwa krakowskie i sandomierskie. Król w zwykły sposób wziął się do ugłaskania opozycji. Na tym to sejmie nadał kasztelanię krakowską, pierwsze krzesło w senacie, wakujące wskutek niedawnego zgonu ks. Janusza Ostrogskiego, Jerzemu Zbaraskiemu. Widać stąd, jak Zygmunt III obawiał się dalszych przeszkód w swej polityce, nie mogąc uporać się z przeciwnikami, ale zarazem jak poważny i groźny był ten przeciwnik. Województwo krakowskie jeszcze jednak zupełnie się nie udobruchało. Pomimo że znaczna część województw uchwaliła od razu po osiem poborów bez zastrzeżeń, inne po dwa, z odniesieniem reszty do braci, województwo krakowskie pozwoliło tylko na jeden – łanowe z czopowym i szosem, resztę wzięło do braci. Co więcej, jako wotum nieufności zastrzegło, że szafunek tych podatków przy województwie miał zostawać i być obracany na powiatowego żołnierza, którego miało być tyle, na ile podatek wystarczy. Wśród tych swarów sejmowych nie obeszło się i bez gorzkich, chociaż trafnych uwag pod adresem opozycji. Pochodziły one z ust tych, którzy widzieli, jak zgubne były owe wybujałości życia wolnego i ustroju stanowego Rzeczypospolitej. Wypowiedział je Ożga, referendarz koronny. Zganił on skrypt i podziwiał logikę posłów, którzy nie chcieli przystępować do niczego wprzód, nim zaspokoi się ich żądania, a przecież i on tą drogą mógłby nie dopuścić ich do głosu, ponieważ w jego instrukcji powiedziano, aby omawiał przede wszystkim sprawy wojny. Ożga wygłosił zdanie, że nie powinno być tak, aby „ instrukcya jedna była wszystkim prawem, jeden poseł całym sejmem”. Ubolewał nad tym, że skrypta latają w Konstantynopolu z wieścią o tym, co się dzieje w Polsce. I zakończył ironicznie, że „ w dzwonek dzwonimy niezgody poddani z panem”. Ale mowa ta nie podobała się kołu sejmowemu, które przez usta marszałka napominało go, „ żeby obyczajnie mówił, bo żaden o sedycyach nie myślił. Pana szanuje każdy, jako powinien, ale swego się upomina według prawa”. Szlachta nie lubiła krytyki swego postępowania, a wszelką jej próbę traktowała jak osobistą obrazę. Wolny glos szlachcica miał szczególny zakres swobody, był wolny o tyle, o ile podobał się braci szlachcie.
Wydania
1 wydanie · sortuj: najnowsze
Klinika Języka978-83-6704-443-197883670444312026-03-12polski (Polska)386Softcover