Tomik Agaty Maciołek jest istotnym wydarzeniem, w pierwszej kolejności poetyckim, ale także jest intrygującym zapisem stanów emocjonalnych które odnajdujemy zarówno w warstwie symboli, ale też mikroreportaży opisujących zmagania poetki z codziennością. W trakcie lektury wydaje się w pierwszym momencie, że literatura w sensie dialogu z czytelnikiem, może nie przestała być ważna, ale albo nie jest zagadnieniem kluczowym, albo straciła swój smak. Istotniejsze są problemy. Być może jednym z wyjaśnień jest swoista rewolucja we współczesnych metodach komunikacji, a może jeszcze coś innego. I w tym sensie debiutancki tomik Agaty Maciołek - nie wiem czy świadomie - nawiązuje w jakiś sposób do multimedialnych wypowiedzi które serwują nam różne platformy internetowe. Wiersz nie jest od rozstrzygania, co jest prawdą, ale od analizowania tego, jak działa na nas otaczająca rzeczywistość - wydaje się mówić autorka. Wszystkie kategorie, jakimi się posługuje Agata Maciołek, są jednak mocno osadzone w świecie kultury i filozofii. Odzwierciedlają również świat emocjonalny, a co za tym idzie, w pewien sposób są projekcją przeżyć na pograniczu pragnień, marzeń i snu. Jest to tak złożone zjawisko, że bez zbytniego wysiłku zawsze znajdziemy przykład tekstu, który wymyka się z klasycznej definicji wiersza, ale jednak jest osadzony w swojego rodzaju przeżyciu poetyckim.