Moja kochana Maryjo, zaczynając pisać ten list, już się uśmiecham, uśmiecham się do wspomnień o pewnej mamie, która nosi Twoje imię, o mamie, która wychowała wspaniałego syna kapłana. Goszcząc u owej matki, miałam radość i niesamowitą przyjemność oglądać wspomnienie z mszy św. prymicyjnej jej syna. Jakież wzruszenie w sercach Jego rodziców, gdy był prowadzony w wieńcu z kwiatów, utkanym przez miejscowych, by przy ołtarzu Chrystusowym odprawić swoją pierwszą mszę św.! Patrzyłam na przesuwające się obrazy i myślałam nieustannie o rodzicach owego kapłana – ileż wyrzeczeń, ileż trudu, ileż sił swoich poświęcili, by wychować syna, a potem z miłością oddali Go Jezusowi i Tobie, Matko! Z wielką wdzięcznością w sercu dziękuję Ci, Pani, że dane mi było poznać tych ludzi, odwiedzić ich, gdyż mieszkają bardzo daleko, lecz na zawsze zapamiętam tę radość i te obrazy oraz szczęście na twarzach rodziców owego kapłana. *** Mario, z pomocą swą spieszysz Do krewnej Twojej Elżbiety Ty w podróż wyruszasz daleką By pomóc w każdej potrzebie Z radością biegniesz od progu Do przyszłej matki Jana I słyszysz od niej te słowa „ Witaj, Tyś błogosławiona” Na dźwięk słów Twoich, Maryjo Dzieciątko się poruszyło I nasze serca stęsknione Wciąż krzyczą „ Weź nas w obronę”