Daniela Avelar po tragicznej śmierci brata przejmuje funkcję prezesa w przedsiębiorstwie jachtowym. Nie wszyscy w zarządzie ją akceptują. Część nieprzychylnych jej osób chce wręcz pozbyć się Danieli z firmy. Może jej pomóc tylko najbliższy przyjaciel i współpracownik brata – Valerio Marchesi. Daniela odnajduje go i prosi, by przyjechał na zebranie zarządu do Monte Carlo. Valerio zgadza się, ale stawia zadziwiający warunek… Fragment książki Pierwszym, co przedarło się do świadomości Valeria Marchesiego po przebudzeniu, było serce tłukące mu się w piersi. Nie po raz pierwszy w ciągu ostatnich sześciu miesięcy budził się panice. Jego terapeutka nazywała to stresem pourazowym i, tak samo jak wszyscy inni, współczuła mu jego traumatycznych przeżyć. Valerio nie chciał ich przeklętego współczucia. Zazgrzytał zębami, walcząc z niemocą, jaką zostawiła w nim opróżniona poprzedniego wieczoru butelka whisky. Właśnie dlatego ostatnimi czasy unikał alkoholu. Kiedy wreszcie odzyskał jako taką jasność umysłu i spróbował usiąść, zdał sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, sądząc po subtelnym chrząknięciu, nie był sam. Po drugie, nie mógł poruszyć górną połową ciała, ponieważ był przywiązany do łóżka. Natychmiast otrzeźwiał. W pokoju było ciemno, ale udało mu się rozpoznać zarys kabiny swojego luksusowego jachtu. Jego nadgarstki były przywiązane czymś miękkim do drewnianego wezgłowia. Szarpnął za więzy, czując podchodzącą do gardła panikę. – Obudziłeś się. Dobrze – zabrzmiał w ciemności kobiecy głos. Valerio znieruchomiał, walcząc, by nie poddać się wspomnieniom dawnej traumy. Głos wydawał się mu dziwnie znajomy, czysty i dźwięczny, z charakterystycznym brytyjskim akcentem. Brzmiał zupełnie inaczej niż głosy prymitywnych zbirów z jego wspomnień, ale nigdy nic nie wiadomo. – Co tu się dzieje, do diabła? – warknął ochryple. – Pokaż mi się. Szpilki zastukały na drewnianej podłodze, a z półmroku wyłoniła się niewyraźna postać. Była wysoka jak na kobietę, a jej ponętne krągłości natychmiast przyciągnęły uwagę Valeria. Ku swojemu zaskoczeniu poczuł ściskanie w podbrzuszu. W wieku trzydziestu trzech lat sądził, że już dawno ma za sobą zawstydzające problemy z samokontrolą, ale po miesiącach celibatu zapewne każda potrafiłaby pobudzić jego libido. Jeszcze raz szarpnął za więzy i syknął, gdy materiał wbił mu się w nadgarstki. Koc, który tylko częściowo przykrywał jego nagie ciało, zsunął się jeszcze niżej. – Szarpiąc się, tylko zrobisz sobie krzywdę – poradziła jego porywaczka. – To rozetnij te cholerne liny! – warknął Valerio, bezskutecznie usiłując zachować spokojny ton. – Nie trzymam tu pieniędzy, jeśli o to ci chodzi. W ciemności zabrzmiał cichy śmiech. – Nie jestem tu po to, żeby cię okraść, Marchesi. Te więzy są dla mojego bezpieczeństwa. – Twojego bezpieczeństwa…? – powtórzył Valerio, nie rozumiejąc. Ale coś go tknęło. Znał ten głos. Miękkie ręce otarły się o jego skórę, gdy kobieta delikatnie poprawiła koc. Znów poczuł deszcz podniecenia. Minęło tyle czasu, ale od razu rozpoznał jej charakterystyczny zapach, ciepłą mieszankę słodyczy i piżma, która zdawała się topić lodowaty strach w jego piersi. Bez ostrzeżenia rozbłysła lampka przy łóżku; Valerio skrzywił się, oślepiony. Gdy jego oczy przyzwyczaiły się do światła, ujrzał przed sobą kobietę o długich, kruczoczarnych lokach i nieskazitelnej karmelowej skórze. – Dani. – Tylko moi przyjaciele mogą mnie tak nazywać, Marchesi. Daniela Avelar zmrużyła oczy, przysunęła sobie krzesło i usiadła na nim z gracją, jakby zasiadała do popołudniowej herbatki. – Ostatnim razem, kiedy się spotkaliśmy, jasno dałeś mi do zrozumienia, że nie jesteś moim przyjacielem – dodała. Valerio walczył, by skupić się na gniewie, ale poczucie winy i tak ścisnęło mu żołądek. Przed oczami stanęło mu ostatnie spotkanie z Danielą, na pogrzebie Duartego Avelara, który był jego wspólnikiem i partnerem biznesowym, a jej bratem bliźniakiem. Duarte został zastrzelony na jego oczach po tym, jak porwano ich w Rio de Janeiro i przetrzymywano pod bronią przez dwa tygodnie. Cały świat żył tą historią i podziwiał heroizm Valeria, któremu jakimś cudem udało się uciec. Tyko on wiedział, co się naprawdę stało. Przez całą ceremonię pogrzebową przyjaciela, który oddał za niego życie, Valerio ze wszystkich sił starał się nie wybuchnąć płaczem. Wreszcie stracił nad sobą panowanie i wybiegł z kościoła, nie mogąc znieść współczujących spojrzeń i nieznośnego smutku. Tylko jedna osoba pobiegła za nim – Daniela Avelar, kobieta, która szczyciła się tym, że była jedną z najlepszych specjalistek od PR-u i marketingu w branży i która zawsze wydawała się patrzeć z góry na jego beztroskie życie playboya. Była typem osoby, która nigdy nikogo o nic nie prosiła, ale tym razem chwyciła Valeria za ramię i błagała go, żeby powiedział jej prawdę o tym, co stało się w Brazylii. W odpowiedzi Valerio warknął, że to niczego nie zmieni, a potem wsiadł do samochodu i odjechał, udając, że nie widzi łez spływających po jej policzkach. Nawet teraz czuł znajomy ciężar wstydu. Daniela założyła nogę na nogę, sprawiając, że Valerio mimo woli spojrzał na jej szczupłe łydki. Od lat pracowała dla Velamar jako specjalistka od PR, więc dobrze znał jej prążkowane spodnie i perfekcyjnie wyprasowane koszule z wiązaną na szyi kokardą. Ale tym razem kremowe wstążki przy jej dekolcie były rozwiązane i pogniecione, jakby ktoś zacisnął na nich pięści. Wyglądała na zmęczoną. Valerio zastanowił się, czy żałoba odebrała jej perfekcyjny wizerunek, tak samo jak jemu zabrała beztroskie życie lekkoducha. – Masz pojęcie, ile czasu zajęło mi znalezienie cię? – Daniela spojrzała na niego gniewnie. – Nie wiem, ale muszę przyznać, że udało ci się zdobyć moją uwagę – odparł lekko Valerio, dyskretnie napierając na więzy. Węzły były mocne, ale nie dość mocne. Może i Daniela miała wkrótce odziedziczyć potężne udziały w Velamar, jednej z najbardziej ekskluzywnych wypożyczalni jachtów na świecie, ale żeglarz był z niej żaden. – Przyszło ci kiedyś do głowy, że mogę nie chcieć, żeby mnie odnaleziono? – dodał. – Zapomniałeś, że masz swoje obowiązki, Marchesi. – Moja firma jest w dobrych rękach. – Nasza firma jest w doskonałych rękach – poprawiła Daniela. – Biorąc pod uwagę, że zarządzałam nią w pojedynkę przez ostatnie sześć miesięcy. Valerio pomyślał, że z tej perspektywy wygląda niczym królowa zasiadająca na tronie, co nie było bardzo dalekie od prawdy, ponieważ rodzina Avelar była praktycznie arystokracją w swojej rodzimej Brazylii. – Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że twoi podwładni nie wydają się zadowoleni z mojego kierownictwa – dodała. – Praktycznie błagają o powrót swojego imprezowego szefa. – Ostatnie ostrzeżenie. Rozwiąż mnie i wynoś się z mojego jachtu, Danielo. – Nic nie pamiętasz z zeszłej nocy, co? – Daniela uniosła brew i spojrzała na niego z lekkim rozbawieniem. Valerio jeszcze raz rozejrzał się po pokoju, czując, jak ból w jego głowie przybiera na sile. Ostatnim, co pamiętał, było dramatyczne opuszczenie toskańskiej willi swojego brata po burzliwej kłótni i otworzenie pierwszej butelki alkoholu, jaka wpadła mu w ręce. Wiedział, że powrót na łono rodziny po tak długiej przerwie to nie będzie bułka z masłem, ale sądził, że uda mu się wytrzymać przynajmniej kilka godzin w ich towarzystwie. Spodziewał się współczucia i chodzenia wokół niego na palcach. Nie był gotowy na ich gniew. Nic nie wiedzieli o tym, co przeszedł… co zrobił. Obchodził ich tylko nieskazitelny wizerunek rodziny Marchesich. Jego wybuchy gniewu były nieprzewidywalne i zwykle pozostawiały po sobie dziurę w pamięci, więc niewiele pamiętał z tego, co było potem. Krzywiąc się, spróbował się podnieść i oprzeć o drewniane wezgłowie, ale po zaledwie kilku centymetrach ostry ból przeszył jego skronie. Co było w tej whiskey? – Nie rób gwałtownych ruchów. Lekarz dał ci lekki środek uspokajający. – Nafaszerowałaś mnie czymś?! – Próbowałeś w pojedynkę bić się z całą moją ochroną. Byłeś w jakimś transie. – Daniela przełknęła nerwowo. – Nie byłeś sobą. Valerio warknął i jeszcze raz naparł na więzy. Rama łóżka zaskrzypiała, a przez twarz Danieli po raz pierwszy przemknął niepokój. – Tylko tak mogłam cię zmusić, żebyś mnie posłuchał. – Wstała, dyskretnie zerkając na drzwi kabiny. – Nie sądziłam, że będę musiała uciec się do takich środków. Nie wierzyłam, że jesteś w takim szale, jak mówił twój brat. – Rozmawiałaś z Rigiem? – powtórzył Valerio. W pierwszej chwili ogarnęła go złość na brata, który miał zachować jego odwiedziny w tajemnicy. Ale jakie miał prawo się na niego wściekać, kiedy sam zachował się skandalicznie? Wstyd zapiekł go w żołądek. Daniela odchrząknęła. – Posłuchaj, starałam się nie popędzać cię, ale najwyższy czas, żebyś wrócił. Zarząd nie jest zadowolony z mojego kierownictwa. Planują sprzedać projekty mojego brata i wycofać się ze sporej części akcji charytatywnych. Tylko ja stoję im na drodze. – Daniela potarła twarz i westchnęła ciężko. Valerio słuchał jej z mieszaniną gniewu i niedowierzania. Nettuno Design było pobocznym projektem Velamar, stworzonym przez Duartego, który chciał rozszerzyć działalność firmy o inżynierię morską. Powstał pierwszy superjacht „ Siniretta”. To dzięki niemu ich skromna wypożyczalnia jachtów pięć lat temu wystrzeliła w stratosferę. – I postanowiłaś mnie porwać, żeby mi to powiedzieć? Daniela zmrużyła oczy. – Pojutrze w Monte Carlo odbędzie się zebranie zarządu. Doszły mnie słuchy, że zamierzają mnie odwołać. – Wzięła głęboki oddech i spojrzała Valeriowi w oczy. – Potrzebuję twojej pomocy. Potrzebuję, żebyś wziął się w garść i wrócił. – To ja mianowałem cię tymczasowym prezesem zarządu – warknął Valerio. – Nie mogą cię odwołać. – Duarte zaraz zostanie oficjalnie uznany za zmarłego, a ciebie oskarża się o szaleństwo. Obawiam się, że mogą. Valerio zesztywniał. Zrobił, co w jego mocy, żeby jak najbardziej opóźnić