Przedstawiamy " Kobieta z klasą" nowy romans Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE. Australijski biznesmen Adam Wilde zbił fortunę na poprawianiu kondycji firm i sprzedawaniu ich z zyskiem. Obecnie interesuje go francuska perfumeria rodziny Fontaine. A jeszcze bardziej – zarządzająca nią od niedawna bardzo młoda i piękna Gisèle Fontaine. Gisèle podjęła sporo błędnych decyzji i nie jest w stanie wyprowadzić firmy z kryzysu. Spotyka się z Adamem, przygotowana na biznesowe negocjacje, jednak jego propozycja ją zaskakuje. Adam kupi firmę i nikogo nie zwolni, ale tylko jeśli Gisèle spełni jeden warunek… Fragment książki – Wszystkie propozycje wyglądają całkiem obiecująco. Zespół spisał się na medal – rzucił Adam, odrywając spojrzenie od monitora. Doradca kiwnął głową. – Przekażę wszystkim, dziękuję. Oczywiście, widać tu zdecydowanego faworyta, jeśli chodzi o przyszłe zyski. – Bez obaw, przeczytam całość, zanim podejmę decyzję. Zysk wyznaczał kierunek działań Adama jeszcze od czasów szkolnych, kiedy to chwytał się wszystkich możliwych zajęć, aby pomóc matce. Potem pracował bez wytchnienia, by dojść do prawdziwej fortuny. Oszczędzał, podejmował dobrze skalkulowane ryzyko i budował imperium, dzięki czemu nie tylko pomógł matce i siostrze, ale także zapewnił sobie miejsce na liście najbogatszych ludzi w Australii. Teraz nie chodziło jednak wyłącznie o pieniądze. Adam cieszył się opinią człowieka, który potrafił zamienić w złoto wszystko, czego się dotknie. Zakup kolejnej firmy był więc murowanym sukcesem. Podobnie jak reszta działalności Wilde Holdings. Gdy doradca wyszedł z gabinetu, Adam zabrał się do przeglądania poszczególnych propozycji. Elitarny producent szampana z tradycjami sięgającymi kliku wieków wstecz. Innowacyjny startup, który miał szansę zrewolucjonizować segment aut sportowych dzięki genialnym rozwiązaniom technologicznym i odważnemu wzornictwu. Spółka kosmetyczna i perfumiarska, której nazwa kojarzyła się z paryskim szykiem. Z listy wykluczył natomiast od razu markę ekskluzywnej odzieży. Pokaz mody, na który kiedyś zabrała go kochanka, upewnił go, że szum wokół projektantów oraz ich ekstrawaganckich kolekcji nie jest wart jego uwagi ani tym bardziej pieniędzy. Wśród propozycji przygotowanych przez jego zespół znalazła się także firma budująca luksusowe jachty dla najbogatszych klientów. Adam zdawał sobie sprawę, że wisienką na torcie jego licznych sukcesów byłoby przejęcie prestiżowej spółki będącej wszędzie na świecie synonimem luksusu. Nie był już wprawdzie głodnym dzieckiem, na którego krzywo patrzyli niektórzy koledzy z bogatszych domów, ponieważ matka Adama pracowała u nich jako sprzątaczka, jednak wspomnienie tamtych dni czasami do niego wracało. Zresztą pieniądze to nie wszystko. Ani nawet sukcesy. Adam pragnął stać się częścią uprzywilejowanej elity, która dysponowała pieniędzmi od pokoleń. Czy mógł być lepszy sposób, by to zrobić, niż nabycie spółki, która przyciąga elitę jak magnes? Już w zasadzie był zdecydowany na producenta luksusowych jachtów, ale otworzył ostatni folder. Słynna firma perfumiarska House of Fontaine. Założona i prowadzona od paru pokoleń przez francuską rodzinę. Co prawda perfumy i kosmetyki to była bardziej ulubiona branża matki i siostry, ale liczby mówiły za siebie. Przynajmniej do czasu, zanim pojawiły się problemy. Jego zainteresowanie osłabło, ale dla porządku kliknął ostatni plik z filmem z konferencji prasowej firmy. Kobieta, która ją prowadziła, momentalnie przykuła uwagę Adama. Najpierw cierpliwie czekała, aż dziennikarze usiądą na swoich miejscach i zapadnie cisza. Jej twarz była nie tyle piękna, co interesująca. Miała nieskazitelną cerę, idealnie podkreślone brwi i szerokie usta pod nieco zbyt mocno zarysowanym nosem. Gładkie blond włosy były upięte na karku. Wyglądałaby zwyczajnie, gdyby nie sznur pereł wokół smukłej szyi i dopasowane kolczyki w uszach. Nawet taki ignorant w świecie mody jak Adam potrafił ocenić, że czarna sukienka była uszyta na miarę, a biżuteria dobrana z gustem. Ta kobieta miała to, czego jemu zawsze brakowało. Klasę. Gisèle Fontaine zarządzająca House of Fontaine posiadła umiejętność wzbudzania szacunku nienagannymi manierami. Nie patrzyła z góry na dziennikarzy. Po prostu czekała na właściwy moment, gdy będzie mogła rozpocząć, zamieniając od czasu do czasu parę słów z tymi przedstawicielami mediów, którzy byli najbliżej niej. Miała wyprostowaną, ale nieusztywnioną sylwetkę. Z jej twarzy biły pewność siebie i spokój. Zupełnie jakby nie miała żadnych zmartwień, choć z poufnych raportów gospodarczych wynikało, że firma była w poważnych tarapatach. Kiedy wreszcie zaczęła mówić, lekki ton zabarwiony nutą zmysłowości sprawił, że Adam poczuł dreszcz przeszywający go na wskroś. I choć był już znużony przeglądaniem listy ofert, wyraźnie się ożywił. Przez parę chwil obserwował, z jakim spokojem odpowiadała na niewygodne pytania. To z kolei skłoniło go do rozważań, jak też by wyglądała, gdyby ktoś wstrząsnął jej uporządkowanym światem? Może nic nie było w stanie jej poruszyć? Może bogactwo i znane nazwisko chroniły ją przed wszelkim dyskomfortem? Konferencja prasowa zakończyła się i Adam miał zamiar zamknąć okno z filmem, gdy któryś z dziennikarzy zwrócił się do Gisèle Fontaine, mówiąc coś, czego nie dosłyszał. Wtedy po raz pierwszy zobaczył na jej twarzy uśmiech, od którego rozbłysły także oczy, a w policzkach pojawiły się dwa seksowne dołeczki. Nagranie dobiegło końca, ale Adam nawet się nie poruszył, zapatrzony w ekran laptopa. Dawno nie znajdował się w takim stanie. Nie dlatego, że uśmiech Gisèle Fontaine rozbudził w nim męską żądzę, ale dlatego, że wyczuł okazję. Okazję, obok której nie sposób było przejść obojętnie. Ponownie otworzył raport o firmie, utwierdzając się w przekonaniu, że jego początkowa ocena była błędna. Potem postanowił zgłębić relacje rodzinne. Julien Fontaine objął prowadzenie firmy, będąc tuż po trzydziestce, kiedy kilka lat temu zmarł jego dziadek. Niedawno zaś przekazał zarządzanie firmą młodszej siostrze Gisèle. Adam potarł dłonią szorstki policzek, po czym sięgnął po telefon. – Lien? Zorganizujesz mi lot do Francji i spotkanie. Jak najszybciej. Nie spotkali się w siedzibie House of Fontaine w Paryżu, lecz na Lazurowym Wybrzeżu, skąd było bliżej do destylarni produkującej perfumy. Adam wysiadł ze sportowego auta przed eleganckim hotelem Belle Epoque i przekazał kluczyki parkingowemu. Hotel znajdował się przy słynnej w Nicei Promenadzie Anglików i bajecznej Zatoce Aniołów, którą można było podziwiać z pokoi oraz suit położonych od strony morza, a jego jasna fasada lśniła teraz w promieniach słońca. Lekka bryza wprawiała w ruch flagi przed budynkiem, a błękitne niebo bez jednej chmurki dodawało scenerii uroku znanego z widokówek. Adam był trochę zaskoczony, że Gisèle Fontaine wybrała właśnie to miejsce na lunch. Hotel był sławny, ale nieco zbyt staroświecki jak na dwudziestolatkę. Być może starała się wyglądać poważniej albo sądziła, że on lubi takie miejsca. Z całą pewnością zdawała sobie sprawę, z kim ma do czynienia oraz ile jest wart jego majątek. Być może także był to wybór sentymentalny z uwagi na powiązania rodzinne. Cokolwiek było motywem, najważniejsze dla Adama było teraz, by zrozumiała, jak bardzo jej firma potrzebuje zastrzyku gotówki i kogoś, kto będzie umiał wyprowadzić sprawy na prostą. Adam odwrócił się plecami do hotelu, po drugiej stronie ulicy rozciągało się turkusową plamą Morze Śródziemne. Poniżej promenady dostrzegł kamienistą plażę. Nie był to widok, który mógłby zachwycić kogoś przyzwyczajonego od dzieciństwa do złocistego piasku nad oceanem. Popatrzył znów na hotel. Miał swój urok, ale Adam wolał mniej pompatyczne miejsca, dlatego nie zarezerwował dla siebie suity, lecz wynajął willę na wybrzeżu. Zastanawiało go, co się stało, że rodzinna firma Fontaine’ów tak podupadła? Czyżby zarządzali nią ludzie, którzy żyli przeszłością zamiast teraźniejszością? Jeśli tak, był właściwym człowiekiem, by to zmienić. Poza tym House of Fontaine miał do zaoferowania także coś, co z kolei jemu było potrzebne. – Zrób wszystko, co w twojej mocy, Gigi. Gisèle westchnęła, słysząc napięcie w głosie Juliena. Naprawdę chciała mu powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale przecież nie mogli już nic zrobić. Nie mieli więcej asów w rękawie. Zarówno oni, jak i księgowi, zbadali już wszystkie możliwe opcje. – Postaram się – odpowiedziała, wiedząc, jak niewiele to znaczy. Nawet gdyby znalazła coś, co dałoby się wykorzystać w negocjacjach, to przecież była badaczką, spędzała większość czasu w laboratorium, a nie w salach konferencyjnych, negocjując z wielkimi tego świata. – Wiem, że to nie fair i może ja powinienem… – Nonsens! – Gisèle dyskretnie rozejrzała się wokół, konstatując z zadowoleniem, że jej stolik był usytuowany na uboczu. Główna sala przypominała jej rodzinne lunche w towarzystwie dziadka. – Nie ma w tej chwili nic ważniejszego od twojego zdrowia. Po drugiej stronie zapadła cisza. – Czuję się z tym wszystkim okropnie. To przeze mnie… – Nie myśl teraz o tym. Musisz wyzdrowieć. Julien odziedziczył firmę po dziadku, bo choć ich ojciec też pracował dla House of Fontaine, zmarł zbyt młodo i nie zdążył jej przejąć od swojego ojca. Gisèle też od zawsze była związana z rodzinnym biznesem, który stał się czymś więcej. Niemal drugą rodziną. – Zaprzepaściłem wszystkie szanse. Nie dałem sobie rady… – To nieprawda. Zachorowałeś i nie byłeś w stanie sam wszystkim zarządzać. Niestety firma pod nowym kierownictwem szybko popadła w problemy. Winna temu była nieprzemyślana ekspansja na inne rynki w momencie, gdy na horyzoncie widać już było nadciągający kryzys, a sprzedaż towarów luksusowych gwałtownie spadła. Poczucie winy chwyciło Gisèle za gardło. Zaabsorbowana pracą i dodatkowymi obowiązkami nie potrafiła pomóc firmie. Nigdy nie zajmowała stanowiska w zarządzie. Od czasu do czasu pojawiała się publicznie zamiast brata. – Na razie muszę kończyć – powiedziała, wzdychając. – On tu zaraz będzie. – Czekam na telefon i powodzenia! Rozłączyła się i wzięła głęboki wdech. Dam sobie radę, pomyślała. To spotkanie zostało już przecież rozstrzygnięte przez menedżerów i finansistów, którzy w przeciwieństwie do niej rozumieli skomplikowane szczegóły tej operacji. Mimo to Gisèle miała ściśnięty żołądek i niemal siłą powstrzymała się od nawykowego poprawienia włosów. – Nigdy nie wychodź z domu, jeśli nie wyglądasz idealnie – powtarzała jej matka. Łatwo powiedzieć. Matka była jedną z najpiękniejszych kobiet w swoim czasie. W jednym tylko miała rację. Opanowanie to największy atut. Dlatego Gisèle szybko nauczyła się, jak nie okazywać publicznie nerwów i unikać niepotrzebnych gestów. – Pani Fontaine… Nie było to pytanie ani powitanie, ale niski głos dotknął jej skóry niczym przyspieszony oddech. Spojrzała w górę i świat dookoła postaci stojącej przed nią zbladł na kilka sekund. Rozpoznała Australijczyka ze zdjęć, które oglądała w internecie. Złamała także swoją zasadę i przeszukała serwisy plotkarskie w poszukiwaniu jak największej liczby informacji o człowieku, który zamierzał wydrzeć firmę z rąk jej i brata. Czy mogli mu ufać, gdy zapewniał, że uratuje House of Fontaine? Przecież słynął ze skupowania firm w celu odsprzedaży ich z zyskiem. Wpatrywała się w niego, dostrzegając różnice między rzeczywistością a zdjęciami, które nie były w stanie oddać energii, jaką emanował mężczyzna. Energii, którą Gisèle czuła w postaci drobniutkich iskierek tańczących na jej skórze. Odezwała się do niego po angielsku. – Mr Wilde. How do you do? Podniosła się i wyciągnęła dłoń, stwierdzając, że jest od niej wyższy o głowę, mimo że nie należała do niskich kobiet. Oczy w kolorze mchu obserwowały ją spod czarnych brwi. Miał kruczoczarne włosy, być może kręcone, gdyby zdecydował się je trochę zapuścić. Nos, złamany najprawdopodobniej w młodości, dodawał mu charakteru, podobnie jak cień zarostu na mocno zarysowanej szczęce. Wyglądał jak wojownik. Taki, który niekoniecznie walczy zgodnie z zasadami. Skórzana marynarka i czarna koszula z rozpiętym kołnierzykiem podkreślały to wrażenie. Wyglądał zupełnie inaczej niż biznesmeni w garniturach, jakich zazwyczaj spotykała. Zapewne równie dobrze czuł się na ryczącym motocyklu, jak przy stole negocjacyjnym. Poczuła dreszcz przebiegający po plecach, gdy mężczyzna przymrużył lekko oczy, przyglądając jej się uważnie. Utrzymała pogodny uśmiech nawet wtedy, gdy uścisnął jej dłoń, a dreszcz zmienił się w kaskadę doznań, jakich nigdy jeszcze nie doświadczyła. Zrobiło jej się gorąco, poczuła gwałtownie przyspieszający puls i zupełnie, ale to zupełnie nie mogła zebrać myśli. – Cieszę się, że nareszcie możemy się poznać – powiedział, jakby naprawdę go to ucieszyło. – Usiądziemy? Z niejaką ulgą osunęła się na fotel, zauważając, że mężczyzna nie usiadł naprzeciwko, lecz zajął miejsce po jej prawej stronie. – Nie chcę, żeby ktoś usłyszał, o czym rozmawiamy – wyjaśnił, odczytując w lot jej zdziwienie. Przyjęła wytłumaczenie, ale błysk w jego oku zdradził także inny cel. Stłumiła westchnienie. Nie lubiła gierek, jakie prowadzili niektórzy mężczyźni. Kelner, który się pojawił po chwili, podał im karty i zapytał, czego się napiją. Przynajmniej na chwilę mogła się skupić na wyborze potraw, zamiast zaprzątać sobie myśli Adamem Wilde’em. Mimo to nie była w stanie się rozluźnić. Podskórnie czuła, że ma do czynienia z kimś niezwykłym, kto uważnie ją obserwował. A biorąc pod uwagę sytuację jej rodzinnej firmy, to ona musiała pilnować każdego wypowiedzianego słowa. Jeśli popełni błąd, Adam Wilde, jako wytrawny i bezwzględny gracz, nie omieszka tego wykorzystać. Na razie jednak postanowiła zignorować ciężar ciążącej na niej odpowiedzialności i skierowała rozmowę na bezpieczniejsze wody. Długi lot z Australii, wspomnienia z jej pobytu w słonecznym Sydney i tym podobne tematy. Rozmowa szła dość gładko, ale wydawało jej się, że dostrzega rozbawienie w bystrych, zielonych oczach. Musiała to zignorować. To nie ona była w centrum uwagi, ale rodzinna firma i los jej pracowników. Wilde zaczekał, aż kelner przyniósł napoje. Wodę gazowaną dla niej i piwo dla niego. Siedział zdecydowanie za blisko i był za wysoki jak na nieduży stolik dla dwojga. Kolanem dotykał uda Gisèle i za każdym razem, gdy to robił, uświadamiała sobie, jak bardzo jest przytłoczona aurą, którą wokół siebie roztaczał. Zupełnie jakby był słońcem, w którego blasku wszystko inne traciło kolor. – A więc, panie Wilde… – powiedziała, gdy kelner zostawił ich samych. – Mówmy sobie po imieniu, tak będzie łatwiej – przerwał jej. Zawahała się, ponieważ przejście na „ ty” odbierało jej ważną broń. Tą bronią było jej nazwisko rodowe. Chciała słyszeć, jak wypowiada je swoim niskim głosem. – Dobrze – zgodziła się, ucinając rozważania, które już podążały w niepokojącym ją kierunku. – Chciałam tylko powiedzieć, że nie przyjechał pan… nie przyjechałeś po to, by porozmawiać o podróżach i pogodzie. Jeśli chodzi o propozycję… – Czemu aż tak ci się spieszy ze sprzedażą firmy? – spytał, biorąc do ust kawałek mięsa i rozgryzł je powoli, delektując się smakiem. – Może opowiesz mi najpierw o sobie? Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Nie była tu na castingu ani rozmowie o pracę. Zresztą firma nierozerwalnie łączyła się z jej życiem prywatnym. Jednym z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa były bezkresne pola pełne kwiatów, których potem używano do wyrobu perfum. Dla niej sprzedaż firmy była przeżyciem osobistym, ale Adam Wilde nie musiał o tym wiedzieć. – Jesteś w błędzie, wcale nam się nie spieszy. Ale mieliśmy rozmawiać o interesach, a nie o mnie. Adam wzruszył ramionami. Nonszalancki gest miał jej zapewne pokazać, kto ma przewagę w tej rozmowie. To on miał zadecydować, czy dojdzie do transakcji. Jeśli nie, firma będzie musiała zakończyć działalność, a pracownicy stracą źródło utrzymania. – Naprawdę mnie to interesuje, nie daj się prosić – powiedział gładko, ale wyczuła, że prośba jest w istocie poleceniem. Gisèle obserwowała go uważnie, próbując wyczytać coś więcej z nieprzeniknionej twarzy. – Co konkretnie chcesz wiedzieć? Adam kiwnął głową w stronę talerza Gisèle, z którego do tej pory nic nie ubyło. – Nie jesteś głodna? Mimo ściśniętego żołądka zmusiła się do odkrojenia maleńkiej porcji omletu. – Chcę poznać cię trochę lepiej, żeby mieć pojęcie o firmie. Jaki to miało sens? Owszem, pracowała w firmie, poświęcała jej dużo czasu, ale przecież jej nie stworzyła. Firma doskonale prosperowała na długo przed tym, zanim się urodziła. Adam Wilde musiał o tym wiedzieć. – Mój brat… – Interesuje mnie cała wasza rodzina, ale twój brat to inna historia. Opowiedz mi o sobie. Deprymowało ją zbyt natarczywe spojrzenie, choć przecież była przyzwyczajona do mediów i wścibskich reporterów. Zwykle jednak ich zainteresowanie kończyło się na tym, co mogli uwiecznić na zdjęciu lub nagraniu. Natomiast ten mężczyzna wyraźnie szukał czegoś więcej. Sięgnęła po szklankę wody. Cóż, będzie musiała coś o sobie opowiedzieć, omijając przy tym niebezpieczne rafy. – Urodziłam się w Paryżu, ojciec już pracował dla firmy. – A matka? – Była modelką. Przyjechała z Ameryki na wakacje do Francji. – Poznała twojego ojca i zdecydowała się zostać? Musiał znać tę historię, która zresztą nie była żadną tajemnicą. Rodzice tworzyli piękną parę, a ich życie było szeroko komentowane i dokumentowane w prasie plotkarskiej. – Ojciec wybrał mamę do kampanii promocyjnej, a potem zakochał się, więc tak, została we Francji. Tamta kampania odniosła spektakularny sukces. Matka została najpopularniejszą modelką firmy i pracowała także po urodzeniu Juliena i potem Gisèle. Zanim jej mąż zginął w tragicznym wypadku na torze wyścigowym, a jego samochód prawie doszczętnie spłonął filmowany przez kamery największych stacji telewizyjnych.