Najpierw byłam mężczyzną. Nazywałam się Wołodymir Switłyczko i miałam ogromne stopy. I takie same ręce, którymi łatwiej niż innym cięło się zimne bale drewna. Umarłam w roku tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym drugim, ale niewiele z tego pamiętam, choć znam takich, co potrafią opowiedzieć wiele o każdej swojej śmierci. Człowiek przychodzi na świat z wielką, przenikliwą mądrością. Zna język ptaków i odczytuje znaki na niebie. Słyszy podszept anioła i cyniczny śmiech demona. Zaklętą w kolorach wiedzę odczytuje z dziecięcą łatwością. Z każdym dniem jednak ta mądrość blednie, a zdolność widzenia gaśnie. Ta książka ją przywraca. Studium kobiecości. Od dziewczynki do dorosłej kobiety, która mieszka w Gdańsku. Obok historycznych wydarzeń, o których mówi cały świat, dzieją się rzeczy niesamowite, o których świat milczy.