Tych wierszy nie da się przywiązać do drzewa, żeby przestały. Jednocześnie szczekają i się łaszą. Wartko płyną – działają, aż łupie w krzyżu. Naszym, ludzkim. „ Ludzkim”, ponieważ Dłubała nie igra z metafizyką bardziej, niż wymaga tego konkretna sytuacja liryczna, potrafi wydłubać (tak, papiery na bycie poetą zawierają również znaczące nazwiska!) dotkliwe szczegóły: przemieszczone kości, ziemniaki, robaki i inne słupy wysokiego napięcia. „ Naszym”, ponieważ stopień oswojenia tego poetyckiego świata jest na tyle wysoki, że sprytnie i kunsztownie budowany tu dystans przy kolejnych lekturach skraca się do minimum. Oto czytelnik, mniej lub bardziej wyrobiony, dostaje się do wiersza i może niekoniecznie chce w nim zamieszkać, ale sama wizyta go ubogaca... Te wiersze nie mają płci, rasy i tożsamości narodowej, nie uprawiają polityki ani seksu, są zorientowane (i zdezorientowane) na rejestrowanie złożoności świata, który przecież, tu i teraz, czyli w jedynej dostępnej ponadczasowości, sprowadza się do kilku obrazów i związków frazeologicznych. Rafał Gawin