Do klasy wbiegłam już po dzwonku. - Proszę pana... Fizyk odruchowo odebrał ode mnie róże. - Słuchajcie, jeśli znowu chcecie mnie prosić, żebym nie pytał, to... - zaczął. - Panie profesorze - wyrwałam mu z ręki moje kwiaty - ja... ja mogę być pytana. Zaraz. Teraz. Na początku lekcji. Niech mnie pan zapyta, a potem zwolni... Nie mogę zostać w szkole. A fizyka jest moją ostatnią lekcją - wyrzuciłam z siebie gorączkowo. Nie wiem, co miałam w tej chwili wypisane na twarzy. Nie wiem. Ale fizyk, znany służbista, rzucił krótkie: - Idź! - I jak gdyby nigdy nic zabrał się do zapisywania tematu lekcji w dzienniku. Wybiegłam z klasy. Schody. Radośnie zjechałam po zielonej poręczy. I już... Już. Znowu byliśmy razem. Ja i Romek.