Fiat nie stanął jeszcze na dobre, kiedy Kielar był przy tamtych dwóch. - Dobry wieczór, panowie pozwolą dokumenty... Tego wyższego, szczuplejszego jakby zdmuchnęło, a kumpel runął za nim. Zaskoczenie dało im kilka metrów przewagi. Wariacka ucieczka i nie mniej wariacka pogoń. Mężczyzna widocznie wyczuł, że na prostej nie da rady i odwrócił się do milicjanta twarzą. W małpim przysiadzie kołysał się lekko na boki w kolanach, szachując milicjanta trzymanym na wysokości biodra nożem. Twarz miał wykrzywioną grymasem wściekłości, a oczy jarzyły mu się jak kotu. Dzikie oczy. - Rzuć nóż, synku - kapral starał się opanować - rzuć, bo zrobisz sobie krzywdę... - Jednocześnie wyrwał z kieszeni miotacz gazowy i wyciągnął rękę. Strumień gazu poszedł bokiem. Mężczyzna zrobił zwód ciałem i uskoczył za słupek przystanku tramwajowego. Obskakiwali teraz słupek dookoła. Kapral trzymał w jednej ręce pistolet, w drugiej miotacz. Tamten ciągle szachował opalizującym ostrzem...