Przedstawiamy " Panna z zasadami" nowy romans Harlequin z cyklu HQN POWIEŚĆ HISTORYCZNA. Lilah to wzór dobrze ułożonej panny. Na ogół spokojna i wierna nakazom etykiety, traci panowanie tylko w obecności Cona, szwagra najbliższej przyjaciółki. Ten niepoprawny bawidamek i żartowniś celowo ją irytuje, toteż ich rozmowy zawsze przeradzają się w kłótnie. Jednak gdy matka i siostry Cona zostają porwane, Lilah, która darzy je sympatią, postanawia mu pomóc. Odkrywa ze zdumieniem, że choć tak bardzo się różnią, działają jak zgrany zespół i mogą się od siebie wiele nauczyć. Niegdysiejsi wrogowie stają się niemal nierozłączni, ale czy Lilah odważy się złamać dla Cona zasady, które od dziecka jej wpajano? Fragment książki " Nudy na pudy. Lilah przez cały ranek razem z ciotką przeglądała korespondencję, ale listów było niewiele. Ojciec Lilah, z którym korespondowała bardzo często, zmarł przed dwoma laty. Z ciotką Vestą, siostrą ojca, nie korespondowała od lat, a Sabrina, z którą korespondowała najdłużej, teraz wyjechała z Alexem w podróż poślubną. Lilah bardzo za nią tęskniła. Sabrina mieszkała w Londynie zaledwie od kilku miesięcy, ale dawna zażyłość przetrwała i nadal były sobie tak bliskie jak wtedy, gdy razem uczyły się na pensji panny Angerman. Lilah tęskniła też za wszystkimi Morelandami, do których bardzo się zbliżyła podczas przygotowań do ślubu. Z księżną Broughton, damą o nadzwyczaj postępowych poglądach, prowadziły często długie rozmowy i choć nie zawsze były zgodne, dla Lilah rozmowy te dyskusje były bardzo ciekawe i wzbogacające. Megan z kolei opowiadała jej o pracy żurnalistki, a także o tym, jak razem z małżonkiem, Theo Morelandem, podróżowali po świecie. A Kyrii, pełnej życia i tak wszystkim życzliwej, nie można było nie polubić. Tak samo jak księcia i jego wuja Bellarda, tej prawdziwej skarbnicy wiedzy. Thisbe, bliźniacza siostra Theo, kobieta uczona, większość czasu spędzała w swoim laboratorium. Co dokładnie badała, Lilah nie wiedziała. Najważniejsze, że Thisbe, podobnie jak jej brat, miała wspaniałe poczucie humoru zabarwione sarkazmem i była bardzo towarzyska. Natomiast Anna, żona Reeda, była prawdziwą oazą spokoju wśród pełnych wigoru Morelandów. Lilah bardzo też polubiła Olivię, najmłodszą córkę Morelandów. Olivia, podobnie jak Con, interesowała się okultyzmem, a poza tym, tak jak Lilah, kochała książki. Dzięki temu obie panie często prowadziły ciekawe rozmowy. Niestety po ślubie Alexa i Sabriny Lilah znów skazana była przede wszystkim na towarzystwo ciotki Heleny. Nie wypadało składać Broughtonom wizyty bez zaproszenia. Jeszcze gotowi pomyśleć, że jej zależy, by zaistnieć w wyższych sferach. A poza tym Con mógłby dojść do wniosku, że chce się zobaczyć przede wszystkim z nim. Przecież widział, jak się rumieniła podczas ich ostatniej rozmowy i może uznał, że zagięła na niego parol. Mylił się, ponieważ ona nie flirtowała z mężczyznami. A już na pewno nie walczyłaby o kogoś takiego jak Con. Na pewno rozbawiło go to, co wydarzyło się na tarasie. Kiedy to ta niby taka skromna panna z zasadami raptem pokazała mu się z innej strony. Przecież na pewno się domyślił, że bardzo chciała, by ją pocałował. Mało tego, sama też chciała go pocałować, a więc gdyby zjawiła się u nich z wizytą, na pewno skomentowałby to zdarzenie. Poza tym powinna go unikać, ponieważ… przyciągał go jak magnes. Lubiła jego śmiech, podobały jej się zielone oczy w obramowaniu gęstych, czarnych rzęs. A te usta… Były tak pociągające, że wówczas na tarasie dalsze udawanie, że ma go za nic, okazało się niemożliwe. Bezwiednie uniosła twarz, pragnąc, by ją pocałował. A może do niczego by nie doszło, gdyby nie wypiła tego szampana… Lilah zerknęła na ciotkę Helene, teraz pochyloną nad robótką. – Ciociu? Może pójdę po sprawunki? Ciotka Helena, osoba bardzo niewysoka, drobna, o jasnych włosach poprzetykanych siwizną poderwała głowę i uśmiechnęła się. Lilah też, bo bardzo kochała ciotkę, wobec której miała wielki dług wdzięczności. Kiedy miała dwanaście lat, ciotka wzięła ją do siebie na wychowanie. A Con niech sobie kpi z robótek – za którymi Lilah wcale nie przepadała – w końcu to pożyteczne zajęcie. Poza tym ciotka Helena haftowała naprawdę pięknie. – Nie ma takiej potrzeby – odparła ciotka. – Wysłałam już Cuddington do apteki po tonik. Może porozmawiamy o naszych popołudniowych wizytach. Lilah na szczęście udało się powstrzymać westchnienie. Bo te popołudniowe wizyty zwykle były nieskończenie nudne. Trudno, po południu wypadało wybrać się z wizytą lub przyjąć gości u siebie. – Dziś powinnyśmy wyjść z domu wcześniej, ponieważ potem złoży nam wizytę sir Jasper – mówiła dalej ciotka. – Przecież był u nas dwa dni temu. – Tak. Ale… podejrzewam, że on chce złożyć wizytę tylko tobie. Pojmujesz, o co chodzi? Droga ciocia sugerowała, że sir Jasper ma wobec Lilah poważne zamiary. I chyba tak było, co Lilah wcale nie cieszyło. Teraz jednak nie zamierzała tego roztrząsać. Przypomniała sobie o czymś i nagle wpadła na pewien pomysł. – Komu ciocia zamierza złożyć wizytę? – Przede wszystkim pani Blythe, by podziękować za miłe przyjęcie wczoraj wieczorem. Poza tym dawno już nie byłyśmy u pani Pierce. – Tak.. A może ja przedtem wyskoczę na chwilę? – Lilah już wstawała z sofy. – Pojdę do księgarni, a pod drodze zaniosę książkę lady St. Leger. Jedną z powieści Wilkiego Collinsa. Obiecałam, że jej pożyczę. Znalazła powód, by pojawić się u Morelandów bez zaproszenia. Olivia wspominała o tej książce i na pewno będzie bardzo zadowolona, kiedy Lilah ją przyniesie, a Lilah z kolei zyska pretekst, by znów zobaczyć się z Morelandami. Porozmawiać z Olivią o książkach, czyli o czymś, czym ciotka zupełnie się nie interesowała. Może będzie tam też Kyria, może i księżna. A Con… Con chyba wyruszył na kolejną eskapadę. – Lady St. Leger? – Ciotka zmarszczyła czoło. – Czy ja ją znam? – To szwagierka Sabriny. Razem z mężem i dziećmi przyjechała na ślub. – Czyli to jedna z tych Morelandów? Nie wiem, czy powinnaś utrzymywać z nimi kontakty. – Ale ja obiecałam, ciociu, a obietnicy należy dotrzymać, prawda? – Oczywiście – przytaknęła ciotka. – Spodziewałam się, że skoro ten ślub już się odbył, nie będziesz widywać się z Morelandami. Poza tym dopiero dwunasta, a więc za wcześnie na składanie wizyt. – Nie szkodzi. Morelandowie na to nie zważają. – Niestety! No cóż, skoro tak bardzo chcesz, to idź. Ale ma ci towarzyszyć pokojówka. – Ciociu! Przecież nie potrzebuję przyzwoitki. Jest biały dzień… – Jednak powinna ci towarzyszyć przyzwoitka. – Och, ciociu! Na to już prawie nikt nie zwraca uwagi. – To nie znaczy, że można robić, co się komu żywnie podoba. – Poppy jest teraz bardzo zajęta. Coś szyje. – Szkoda, że wysłałam Cuddington do apteki. Przecież mogłaby ci towarzyszyć. Może zaraz wróci. – Nie! – Lilah już podrywała się z krzesła, bo nie chciała, by towarzyszyła jej właśnie ta sroga służąca ciotki. – Powiem Poppy, żeby ze mną poszła. Pobiegła na górę, wzywając po drodze Poppy, a kiedy była już w swoim pokoju, od razu otworzyła szafę. Przecież nie może wybrać się z wizytą w takiej zwykłej sukni. Wybrała spacerową suknię w kolorze miodu, ozdobioną brązową lamówką. Do tego nowe trzewiki zapinane na złociste guziczki. Przebrała się, wzięła książkę i ruszyła w drogę. Parę kroków za nią szła Poppy, z czego Lilah była bardzo niezadowolona. Żałowała, że nie jest w swoim domu w Somerset. Tam mogła chodzić, dokąd chciała bez przyzwoitki i nikogo to nie oburzało. Poza tym nie musiałaby składać konwencjonalnych wizyt i co przede wszystkim byłaby z dala od sir Jaspera i nie nudziłaby się tam jak mops. Niestety kiedy do Somerset wróciła ciotka Vesta, siostra jej ojca, Lilah przestała tam jeździć. Kiedy była dzieckiem, lubiła ciotkę, ale teraz była już dorosła i wiedziała, że ciotka skompromitowała rodzinę, więc wolała trzymać się od niej z daleka. Smeggars, kamerdyner Morelandów, powitał ją uśmiechem, ale nie miał dobrych wieści. – Niestety księżnej nie ma w domu. – Ale ja chciałam widzieć się z lady St. Leger. – Lady St. Leger też nie ma. Towarzyszy Jej Wysokości. Może chce pani porozmawiać z Jego Wysokością? – Nie, nie. W takim razie prosiłabym tylko o przekazanie tej książki lady St. Leger. Lilah wyciągnęła rękę, w której trzymała książkę i w tym momencie na schodach pojawił się Con. – O! Witam! Bardzo mi przykro, panno Holcutt, ale wszystkie damy są chwilowo nieobecne, a więc jest pani skazana na moje towarzystwo! – zawołał i od razu wydał polecenie kamerdynerowi: – Każ podać herbatę. – Tak, proszę pana – powiedział kamerdyner, ruszając do drzwi. – Nie, nie, za herbatę dziękuję – zaprotestowała Lilah. – Idę do księgarni, a po drodze chciałam przekazać lady St. Leger jedną z moich książek. – O! Wilkie Collins! – Con wyjął jej książkę z rąk. – Znakomity pisarz. – Tak. Lady St. Leger mówiła mi, że jego powieści bardzo jej się podobają, ale tej jeszcze nie czytała. – A teraz będzie mogła nadrobić zaległości – skwitował Con, po czym wziął Lilah pod ramię i wcale nie pytając o zgodę, poprowadził do salonu. – Jak powiedziałem, wszystkie damy chwilowo opuściły domostwo. Anna została, ponieważ ma migrenę. – Bardzo jej współczuję. A panie pojechały po sprawunki? Con zaśmiał się. – Po sprawunki? A skąd! Pojechały na demonstrację sufrażystek przed domem Edmonda Edmingtona. Proszę, niech pani siada. Smeggars będzie zdruzgotany, jeśli pani wzgardzi herbatą i herbatnikami. I proszę się nie obawiać. Na pewno nie będę z panią flirtował, bo Smeggars będzie miał nas na oku. I urwał, bo w tym momencie nagle usłyszeli krzyk kobiety. Rozpaczliwy. – Reed! Reed! – To Anna! – krzyknął Con i natychmiast wybiegł do holu. Lilah oczywiście pobiegła za nim. Con już wbiegał na schody, gdzie na podeście stała jego bratowa, blada jak ściana, wpatrzona gdzieś przed siebie. – Zaraz je pojmą! Musisz je uratować! – krzyknęła i zachwiała się. Con dobiegł do niej, objął ramieniem i zmusił, by usiadła na schodach. – Teraz pochyl głowę, Anno, i oddychaj głęboko. Do holu wbiegł Reed, tak samo blady jak żona. – Anno! Co się dzieje?! – Chyba miała znowu jakąś wizję – powiedział Con. Wizję? Lilah oczywiście nadstawiła uszu. Bardzo zaciekawiona, jednocześnie też zaskoczona, bo Reed wcale nie był wstrząśnięty. Tylko cicho zaklął i dalej głaskał Annę po plecach, przemawiając do niej czule: – Uspokój się, kochanie. Nie ma się czym przejmować. Już wszystko dobrze… – Wcale nie! Wcale nie jest dobrze! – krzyknęła Anna, wysuwając się z jego ramion. – Musicie je odnaleźć! – Ale kogo mamy szukać?! – zawołał Con. – Kogo? I dlaczego? – Porwali księżną, Kyrię i Olivię! *** Con odwrócił się na pięcie i wybiegł z domu. Lilah biegła za nim, krok w krok. Pomachał na przejeżdżającą dorożkę i jeszcze zanim się zatrzymała, już do niej wskakiwał. Kiedy dorożka się zatrzymała, Lilah też wsiadła. Con spojrzał na nią, ale nie kazał jej wysiąść. Odwrócił się i szybko przekazał dorożkarzowi, dokąd ma ich zawieźć. Zwykle uśmiechnięty i pogodny, teraz wyglądał na zmartwionego, zupełnie jak dwa miesiące temu, kiedy spieszył z pomocą bratu. – Con? Annie chyba przyśniło się coś złego. Mówiłeś, że ma migrenę, a jak człowiek źle się czuję, to może mu się przyśnić coś koszmarnego. – Nie. Ona to widziała. Nonsens. Lilah jakoś trudno było w to uwierzyć, ale nie chciała się spierać, skoro Con był tak bardzo zaniepokojony. – A dlaczego ktoś mógłby chcieć skrzywdzić księżną? Porwać ją? Oczywiście, księżna z racji poglądów mogła kogoś do siebie zrazić, ale nie aż tak, by ktoś chciał ją skrzywdzić. Może to policja zaaresztowała sufrażystki. – Nie. Nie sądzę, że to sprawka policji. Dorożka skręciła za róg i zatrzymała się przed okazałą rezydencją, przed którą widać było gromadę kobiet. Także policjanta, z którym jedna z kobiet wyraźnie się spierała. Kilka kobiet stało wokół czegoś, co leżało na chodniku. Con zaklął, wyskoczył z dorożki i podbiegł do policjanta. Lilah też zaczęła wysiadać, a wtedy dorożkarz krzyknął: – A kto zapłaci?! – Bez obaw. I zaczekaj – poleciła Lilah i ruszyła za Conem, który zarzucał policjanta pytaniami. – Co, u diabła, tu się dzieje? Gdzie jest księżna Broughton?! – Kto? Księżna Broughton? Przecież nie wiem. Ja dopiero przyjechałam! I wtedy stojąca obok kobieta prychnęła i zawołała: – Na pewno byś pan coś niecoś wiedział, gdybyś naprawdę się rozejrzał! – Pani Ellerby! – wykrzyknął Con, podchodząc do kobiety, która powitała go wręcz entuzjastycznie. – Lord Moreland! Chwała Bogu, że pan tu jest. Oni na nas napadli! – Ale kto? – Najprawdopodobniej policja. Kobieta spojrzała groźnie na policjanta, który zaczął coś tam mówić, ale zagłuszyła go kolejna dama. – Przecież nie byli w mundurach! Moim zdaniem, to jacyś chuligani. Ubrani na czarno, a na twarzach mieli maski. Pani Ellerby znów prychnęła. – Och, Ernestine, przecież to nie maski, tylko czapki nasunięte na twarz, żeby nie można było ich rozpoznać. – Pani Ellerby! Gdzie jest moja matka? – krzyknął Con. – Oni ją schwytali. Podjechali i złapali je, księżną i obie panny. Tylko lady Raine nie. Jest tam! – Megan! – krzyknął rozpaczliwie Con i ruszył biegiem. Lilah za nim. Po chwili już dopadli do Megan. – Megan! Chwała Bogu! – Con chwycił Megan i posadził na niskim murku okalającym posiadłość. – Co z tobą? Wszystko w porządku? – Przecież widać, że wcale nie, – Lilah przysiadła obok Megan, spoglądając na nią z niepokojem. Megan była brudna, miała podrapaną twarz, na policzku ślad po uderzeniu. Miała też dziwnie nieprzytomne spojrzenie. Lilah wyjęła chusteczkę i zaczęła delikatnie wycierać twarz Megan, a Con wziął Megan za rękę i poprosił łagodnie: – Megan, powiedz coś. Mów, będę milczał jak zaklęty. I po twarzy Megan przemknął nikły uśmiech. – Więc powiem. – Odchrząknęła i usiadła prosto. – Ze mną już lepiej. Trochę mi się jeszcze kręci w głowie, bo chyba się uderzyłam. Tam, z tyłu. Lilah natychmiast spojrzała we wskazane miejsce. – Con! Tu jest rana! Widać krew! Con szybko wyjął z kieszeni chustkę i położył na ranie. – Megan, proszę, powiedz, co się stało. – Już mówię. Kiedy usłyszałam, że ktoś krzyczy, odwróciłam się i zobaczyłam tych drani, gdy złapali Kyrię. Szamotała się, inne panie próbowały jej pomóc. Natychmiast tam ruszyłam. Po drodze zebrałam kilka kamieni i rzuciłam w drania, który trzymał Thisbe. Olivia próbowała pomóc Kyriii. A potem jeden z nich podbiegł i mnie uderzył. – Tak mocno, że upadłaś? – Tak. Uderzył mnie, upadłam i więcej nic nie pamiętam. Upadając, musiałam uderzyć się w głowę. Po jakimś czasie oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę, że leżę na chodniku. A obok stoi panna Withers. Con spojrzał na stojącą obok pannę Withers. – Proszę powiedzieć, co tu się wydarzyło. – Ci mężczyźni dosłownie wrzucili je do powozu i odjechali – powiedziała panna Withers drżącym głosem. – I nic nie mogłam na to poradzić…. – Dokąd pojechali? Panna Withers wskazała na boczną ulicę. – Przejechali kawałek, potem skręcili w lewo! – zawołała jedna z kobiet. Con błyskawicznie wsunął chustkę do ręki Lilah i ruszył biegiem we wskazanym kierunku. – Chyba już ich nie dopadnie – powiedziała smętnym głosem Lilah, przykładając chusteczkę do karku Megan. – Ale on zawsze spieszy na ratunek. Cały Con. Widziały, jak Con przebiegł kawałek, zatrzymał się, przez chwilę patrzył, po czym przybiegł do nich z powrotem. – Panno Holcutt, proszę wracać z Megan do domu. Ja pojadę za nimi. – Przecież nie wiadomo, dokąd pojechali. – Ale ja już coś podejrzewam. – Przecież i tak ich pan już nie dogoni – protestowała Lilah. – Trzeba jak najszybciej wracać do domu i naradzić się ze wszystkimi, co dalej robić. – Może i ma pani rację – przyznał Con. Wziął Megan na ręce i ruszył w stronę czekającej na nich dorożki. Lilah za nimi. Wsiedli i konie ruszyły. Jechali szybko i Megan, za każdym razem, gdy dorożka podskakiwała na jakiejś nierówności, krzywiła się z bólu. Ale nie narzekała. Mało tego, kiedy zajechali już przed dom, absolutnie się nie zgodziła, by Con ją niósł. – Pójdę sama – oświadczyła stanowczo, oddając mu zakrwawioną chusteczkę. – Przecież Theo gotów pomyśleć, że już żegnam się z życiem. W drzwiach naturalnie czatował zaniepokojony Smeggars. Powitał ich okrzykiem ulgi i poprosił, by przeszli do pokoju sułtana. Ruszyli więc za nim i już po kilku krokach Lilah usłyszała dobiegające z pokoju podniesione męskie głosy. Kamerdyner stanął w progu i zaanonsował: – Markiza Raine. Na moment zapadła cisza, a zaraz potem rozległ się radosny okrzyk Theo: – Chwała Bogu! Podbiegł do małżonki, chwycił ją w objęcia, ściskając tak mocno, że zaczęła protestować. Pozostali mężczyźni otoczyli Cona, zasypując go pytaniami, a Lilah podeszła do Anny, która siedziała pod ścianą blada i zmartwiona. – Jak się czujesz, Anno? – Dziękuję. Już o wiele lepiej. Głowa przestała mnie boleć, jestem tylko bardzo zmęczona. – Może powinnaś się położyć? – Miałabym teraz spać? Właśnie teraz? Jestem taka zła na siebie, że nie pojechałam z nimi. Boże! Gdybym wiedziała wcześniej, czym to grozi… – Proszę, nie rób sobie żadnych wyrzutów, Anno. Gdybyś była razem z nimi, spotkałoby cię dokładnie to samo. A tak przynajmniej Megan i ty jesteście bezpieczne. "