„ Pułapki rozwodu. Ona” to literacki reportaż z wnętrza systemu, który miał chronić, a zbyt często ranił. Autorka nie opowiada o rozpadającym się małżeństwie, ale o państwie, które nie potrafiło przeprowadzić kobiety przez procesy sądowe w obronie praw dzieci bez przemocy - instytucjonalnej, proceduralnej, symbolicznej. Z perspektywy matki i obywatelki, bez formalnego wykształcenia prawniczego, ale z tysiącami godzin przepracowanymi na analizie przepisów, decyzji i strategii procesowych, pokazuje, jak łatwo można zostać sprowadzoną do roli „ wnioskodawczyni”, „ strony”, której nie przysługuje głos ani twarz. To książka o samotności procesowej i pozornej reprezentacji, o adwokatach, którzy stosują z zimną kalkulację wyceniając dramat klienta i stopień jego desperacji, o sądach, które formalnie przyznają rację, ale zostawiają z nią kobietę bez narzędzi egzekucji. Ugody okazują się etapami, nie końcem, a instytucje, które miały zapewniać stabilność, stają się elementami destabilizacji. W tle milczące izby adwokackie, niewydolne procedury, nieegzekwowalne postanowienia, kuratorzy sądowi wkraczający w życie tylko jednej strony - matki. I system, który nazywa to wszystko normą. Autorka nie buduje fabuły wokół emocjonalnego cierpienia, lecz wokół strukturalnych mechanizmów wykluczania i obojętności. Opisuje realne sytuacje, od podszywania się pod pełnomocnika, przez błędne sformułowanie ugody przez adwokata czyniąc ją martwym tytułem egzekucyjnym, aż po sąd, który uznaje przemoc za niewystarczający dowód. Pokazuje również, że samotne macierzyństwo- dziś rzeczywistość ponad 20% rodzin w Polsce - nie zasługuje na etykietę porażki. To nie tekst o wojnie płci, lecz o rozpadzie zaufania obywatela do państwa prawa.