Kiedy moje dzieciaki były małe (kiedy to było! Teraz są obrzydliwie dorosłe!) zmuszały mnie do opowiadania coraz to różnych historii. Siadaliśmy na podłodze a one zamierały z otwartymi dziobami słuchając jak plotę najdziksze banialuki. Ze wszystkich tych przygód i postaci powoli zaczęły wyłaniać się i krystalizować postacie. Nabierały ciała i charakterów, spotykały je przygody z których wyciągały nauki a ja przemycałem dydaktyczne treści jak choćby tą, by pić mleko… Bawiłem się przy tym świetnie wymyślając najdziksze androny z wydarzeniami i postaciami historycznymi albo mitycznymi. Bajka leżała sobie kilka lat, aż pomyślałem że może by ją wydać. Bo jeszcze w rękopisie doczekała się kilku „ fanklubów” wśród dzieci z zaprzyjaźnionych rodzin. Po wielu perypetiach ujrzała światło dzienne. Jest pięknie wydana i ośmielę się stwierdzić, że zyskała drugie tyle poprzez cudowną oprawę graficzną i ilustracje. Niezręcznie się chwalić własnym dziełem więc zacytuję tylko rodziców czytających tą bajkę swoim dzieciom – wszyscy bawiliśmy się świetnie!