Wiersze Doroty Nowak czuję już pod skórą, z przyjemnością patrzę na poetyckie rozkwitanie, współuczestnicząc w pracy literackiej. Cenię sobie ich indywidualny smak, ujęcie, być może podświadomą transgeniczność tych samych skojarzeń w wierszach. To tworzy swoisty dla autorki klimat, a powtarzalność – niczym mantra wzmacnia przekaz, z tomiku na tomik coraz głębszy, wyrazistszy na tle innych. Dorota Nowak również w swojej trzeciej książce „ antidotum” skupia się na relacjach międzyludzkich, dotyka w sposób niezwykle obrazowy: pokoleniowych, małżeńskich, rodzinnych związków. Ukazuje ich piękno mimo przemijania i wszelkich drastycznych problemów. Czasem bezpośrednio ingeruje w czuły punkt, aby nauczyć wybaczać. Można uznać, że z jednej strony serwuje nam emocjonalny detoks, ze wszelkimi jego konsekwencjami, a z drugiej manifestuje witalność, otwartość na drugiego człowieka, gdzie wszystko jest dzielone, co najmniej „ na dwa”. To może stanowić panaceum na wszelkie przeciwności. To staje się antidotum na toksyczność otaczającego świata, gdzie intrygującą rolę odgrywa kot, który łasi się, mruczy mantry, ale i drapie oraz zawsze chodzi swoimi ścieżkami. Symbolika kota w sztuce jest zmienna, zależy od regionów i świadomości społecznej, więc zachęcam czytelników do szukania własnych tropów, powiązań, a może należy go dobroczynnie spersonifikować? Zostawić w „ pustym mieszkaniu”? Łucja Dudzińska