Praca pani Elżbiety Durys ma klasyczną strukturę, bez formalnych eksperymentów, choć może dzieła reżysera " Twarzy" domagałyby się takiej właśnie formy. Ale jednak nie! - potrzebna jest książka, która w sposób rzetelny przedstawi twórcę i kompetentnie, a jednocześnie z autorskim zacięciem, dokona interpretacji jego filmów. To właśnie analizy i interpretacje stanowią zasadniczą część pracy. Wcześniej jednak otrzymujemy - opracowaną na podstawie klasycznych źródeł - prezentację biografii artysty. To ważne, bo Cassavetes był bez wątpienia postacią bardzo barwną. Od wczesnej młodości nadużywał wszystkiego, czego można było nadużyć: papierosów, alkoholu, miłości. Wreszcie samego życia. I takie były jego filmy: pełne pasji i emocji, której próżno szukać u twórców związanych z Hollywood. Cassavetes miał wprawdzie kilka " romansów" z mainstreamem, ale - w głębi serca - pozostawał artystą niezależnym. Swoje role w filmach innych reżyserów - także wybitnych, jak np. Roman Polański - traktował " użytkowo", szukając możliwości realizacji własnej wizji kina. Kina " pragmatycznego" - jak sam mawiał. /z recenzji prof. Andrzeja Pitrusa/ Kręcenie filmów było dla Cassavetesa formą przepracowywania problemów i pytań. Możliwością rozłożenia ich na części pierwsze, przyjrzenia się im z bliska, dokładnego zbadania, jakie wywołują one reakcje na poziomie emocji i, w konsekwencji, uwewnętrznienia ich. Przy czym te problemy nie dotyczyły sytuacji niezwykłych czy tego, czym żyły Stany Zjednoczone w tamtym okresie (ruch praw obywatelskich, równość kobiet, wojna w Wietnamie, zamieszki na kampusach uniwersyteckich i w wielkich miastach, starcia z policją, itd.). Wręcz przeciwnie, Cassavetes z uporem trwał przy prozie życia ludzi z klasy średniej. Stąd też pierwsza część tytułu tej książki, będąca cytatem z " Cieni", " Mieliśmy tu mały problem...". Reżyser zawsze opowiadał o " małych" problemach.