- Ivette Skarbie Myszko nie warto płakać nie można płakać w tym stanie... kiedy to... będzie to znaczy poród - We wrześniu. Głupia byłam uwierzyłam mu mówił że mnie kocha znaliśmy się wiele lat... a on był okropny... jak zwierzę - Moje biedactwo maleństwo dziecinko Okrutni są mężczyźni... ale i kobiety też - powiedział smutnym głosem. Głaskał jej włosy tulił jak ojciec spłakaną córeczkę i zapytał tkliwie - Masz chusteczkę Myszko Wyciągnęła z torebki wytarła oczy nosek. Nie mówił nic przez chwilę jakby w sobie coś rozważał ciągle trzymając ją w ramionach. Uspokoiła się. Teraz wpadła w zawstydzenie. Ukryła głowę na jego ramieniu. - Przepraszam zawracam swoimi sprawami panu głowę. Taki mój los. Muszę cierpieć jak widać nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Za winy swoje oraz innych. Wiadomo Prometeja kiedyś mnie ktoś nazwał - chlipnęła jeszcze raz. Uwolnił ją ze swoich ramion wziął jej ręce w swoje dłonie przytulił do ust.