- Stęskniłem się za tobą - odparł Mikołaj. - Nie wpuścisz mnie? - Wejdź, bo przeciąg. - Nie ruszyłam się z przedpokoju. Pies na wszelki wypadek od razu przyniósł gumową kość, położył przed sobą i wyzywająco obserwował Mikołaja. - Tak będziemy tu stali? - spytał Mikołaj. - Jak masz coś do mnie, to się streszczaj - warknęłam, choć z bólu ssało mnie w środku. - Tak po prostu przyszedłem - Mikołaj oparł się o szafę. - A jak się czuje twoja żona? - starałam się mieć w głosie jak najwięcej ironii. - Dziękuję, w porządku - udał, że nie rozumie zjadliwości. - Dlaczego jej nie zabrałeś ze sobą? - brnęłam dalej. - Rzadko wychodzimy razem - przyglądał mi się spod przymrużonych powiek. - Do twarzy ci z tą ironią - uśmiechnął się. - Wiesz co? Idź! Idź stąd i nigdy więcej do mnie nie przychodź!