Grube, tłuste liny gapiły się głupio w szklane ściany; wiedziały, że są na wystawie paryskiej, odbyły dość męczącą podróż w beczkach wypełnionych wodą, w wagonie kolei żelaznej zachorowały na chorobę lądową, tak jak ludzie cierpią na chorobę morską na morzu. Przyjechały tu, żeby zobaczyć wystawę, i oglądały ją z własnej morskiej lub słodkowodnej loży, oglądały mrowie ludzi przemieszczających się od rana do wieczora wzdłuż szyb. Wszystkie kraje świata przysłały i wystawiały tu swoich ludzi, żeby stare liny i leszcze, ruchliwe okonie i omszałe karpie mogły zobaczyć te stworzenia i wyrazić swój pogląd na ten gatunek.[...] - A gdzie się podział ten na sznurku, ten człowiek, którego ciągnęli? - Jechał na krześle na kółkach, miał papier, atrament i pióro, wszystko spisywał i notował. Kim on był? Nazywali go literatem. - Jeszcze jeździ- powiedział porośnięty mchem młody karaś, który doświadczył świata gardzielą, był od tego aż zachrypnięty; kiedyś połknął haczyk od wędki i odtąd cierpliwie pływał z haczykiem tkwiącym w gardle.- Literat- powiedział- to wśród ludzi, mówiąc zrozumiale, po rybiemu, rodzaj ośmiornicy, ma gruczoł atramentowy. [Fragment baśni Driada] Andersen dla dorosłych #3