„ Zawsze obcy” – opatrzona tym intrygującym tytułem książka zaczyna się dość banalnie. Jest rok 1913, młody i dobrze zapowiadający się aptekarz Hugo Rother zostaje na drodze awansu przeniesiony z ukochanego Breslau do nieznanych Kattowitz. To miasto nie kojarzy mu się dobrze, zdaje się być nieprzyjazne, pozbawione rozrywek wyższych lotów, typowe miasto przemysłowe. Z czasem oswaja je, zaczyna traktować jak własne miejsce na ziemi. Niestety los, a właściwie historia ma dla niego kilka niespodzianek... Na jego drodze staną zagorzały zwolennik Hitlera, przedstawiciele loży masońskiej, zaginiona córka przyjaciela ze studiów (Żydówka) i młody inżynier z Huty Baildon zafascynowany losem tajemniczych minnesingerów. To tylko kilka z wielu wątków powieści. Okazują się one jeszcze bardziej interesujące, gdy dowiadujemy się, że Hugo Rother i jego najbliżsi to nie wytwór wyobraźni autora, a faktycznie żyjący ludzie, zaś budynek jego firmy „ Concordii” jeszcze do niedawna można było znaleźć w Katowicach.