„ Ze złości” to w dorobku Grina powieść wyjątkowa. Jej bohater i narrator, z perspektywy osiemdziesięciu lat opowiada historię żydowskiego obywatela Polski, swoją historię. Maks – rocznik 1920 – dorastał w wolnej drugiej Rzeczpospolitej nad Wisłą, przeżył okupację, tu zestarzał się wraz z komunizmem. Dla niego „ żyć” znaczy: być Polakiem. Historia jednak nie dała mu – jak wielu – tej szansy. „ Ze złości” to opowieść właśnie o ludziach, którym nie dano szansy, gorzka i cyniczna rozprawa z wieloma mitami tzw. stosunków polsko – żydowskich, napisana… ze złości. Książka „ Ze złości” napisana może ze złością (nie bez powodu), ale bardziej jeszcze z talentem. I w końcu smutna, jak smutne jest życie, a jeszcze bardziej, jak smutne jest życie ludzi ubiegających się o miłość. To na przemian smutna i wesoła, ale zawsze gorzka opowieść o nieodzwajemnionej miłości Żyda do Rzeczypospolitej kilku narodów. Mówi się, że złość jest złym doradcą. Ale bez złości p. Irka Grina nie otrzymalibyśmy tak poruszającej książki. Zostajemy rzuceni w przestrzeń emocji, w której unoszą się dramatyczne pytania: czy asymilacja się nie udała? Czy mogła się lepiej udać? Czy ma sens? Czy życie w ogóle może być udane? Dobrze, ze Grin nie stchórzył przed „ Wielkim strachem”, nie skapitulował przed wielkościami naszej literatuty polsko-żydowskiej, że pisze „ ze złości”. Zamysł miał karkołomny, ale karku nie złamał. Czekam na ciąg dalszy.