- To metoda. Do każdej kobiety trzeba jakoś podchodzić. Czasem jednak różne metody dają ten sam skutek. - Więc to metoda, pan się mną jednak interesuje? - Ja? To pani chciała ze mną tańczyć. - Bo uwielbiam tango. Stare, przedwojenne tango. Mam w domu gramofon z tubą i korbką i wieczorami puszczam sobie " Tango Milonga", " Pod modrym niebem Argentyny", Zulę Pogorzelską, Ordonkę, Bodo, chór " Dana". - Do przedwojennych piosenek mam stosunek dość obojętny. - A ja uwielbiam tą epokę. Powinnam była w niej żyć. Te stroje, te włosy, te oczy podkrążone, usteczka w ciup, wymalowane w serduszko, te kapelusze, te dramaty miłosne, pojedynki. - Ale dlaczego akurat ze mną chce pani tańczyć?