harlequin978-83-2912-342-697883291234262026-09-29polski (Polska)320Softcover
Zapisane w gwiazdach / Nie poślubię milionera
JAJackie Ashenden- 2026
- pierwsze wydanie
- 320
- stron
- polski
- język
- 1
- wydanie
Przedstawiamy " Zapisane w gwiazdach" oraz " Nie poślubię milionera", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE DUO. Siostra Alice Smith – Emily – która zmarła po wypadku, zostawiła list z prośbą, by Alice zajęła się jej małym synkiem. Sebastián Castellano – mąż Emily – nie jest ojcem chłopca i Emily obawiała się, że nie będzie go otaczał wystarczającą troską. Alice jedzie do Hiszpanii po dziecko. Nie przewiduje sprzeciwu ze strony Sebastiána, a jednak zderza się z odmową. Jeśli chce się zaopiekować siostrzeńcem, będzie musiała zostać w Hiszpanii z Sebastiánem… Romantyczna archeolog Lily Rose pragnie miłości, rodziny i gromadki dzieci. Kolejne rozczarowanie mężczyzną, który ją oszukał, nie zniechęca jej. Jednak by wyleczyć zranione serce, potrzebuje przelotnego romansu. Najlepszym kandydatem wydaje się jej szef Nik Zervakis, grecki playboy i milioner, w którym na pewno nigdy się nie zakocha i za którego nigdy nie wyszłaby za mąż… Fragment książki Lily naciągnęła kapelusz, by osłonić oczy przed gorącym greckim słońcem, i łyknęła wody z butelki. Usiadła na spieczonej ziemi, podczas gdy jej przyjaciółka oczyszczała z grudek ziemi starannie oznaczony fragment rowu. ‒ Jeśli kiedykolwiek wspomnę o miłości, możesz mnie tu zakopać. ‒ To komora grzebalna. Wrzucę cię tam, jeżeli chcesz. ‒ Wspaniały pomysł. „ Tu spoczywa Lily, która strawiła życie na studiowaniu dziejów gatunku ludzkiego i nie potrafiła zrozumieć mężczyzn”. Spojrzała ponad ruinami starożytnego miasta Aptery. Za ich plecami połyskiwało w upale piękno Gór Białych, a przed nimi rozciągał się migotliwy błękit Morza Kreteńskiego. Brittany usiadła i otarła pot z czoła. ‒ Przestań się zadręczać. Ten facet to kłamliwy szczur. – Zerknęła ku grupie mężczyzn pogrążonych w rozmowie. – Na szczęście leci jutro do Londynu do swojej żony. Niech Bóg ma w opiece tę kobietę. ‒ Nie wypowiadaj słowa „ żona”. Czuję się koszmarnie. ‒ Powiedział ci, że jest singlem. To on kłamał. Jutro już nie będziesz musiała na niego patrzeć, a ja nie będę miała ochoty go zabić. ‒ A jeśli ona się dowie i zechce się rozwieść? ‒ Będzie miała szansę życia z kimś lepszym. Zapomnij o nim. Jak mogła zapomnieć, skoro wciąż o tym myślała? Czy tak bardzo pragnęła znaleźć kogoś wyjątkowego, że zignorowała znaki widoczne gołym okiem? ‒ Planowałam naszą przyszłość. Mieliśmy w sierpniu objechać wyspy greckie. Zanim wyjął z portfela zdjęcie rodzinne zamiast karty kredytowej. Te tulące się do niego dzieciaki. Jak mogłam popełnić tak koszmarny błąd w ocenie? Rodzina jest dla mnie świętością. Mając do wyboru rodzinę albo pieniądze, za każdym razem wybrałabym rodzinę. – Przyszło jej do głowy, że brakuje jej jednego i drugiego. – Nie wiem co gorsze: że w ogóle mnie nie znał czy że porównałam go ze swoją listą i wydał mi się doskonały. ‒ Z listą? ‒ Próba zachowania obiektywności. – Pomyślała o emocjonalnym ugorze, jakim była jej przeszłość, i doznała poczucia porażki. Czy tak miała wyglądać jej przyszłość? – Kiedy bardzo się kogoś pragnie, może to zakłócić proces podejmowania decyzji. Znam podstawowe cechy, jakimi musi się odznaczać mężczyzna, żeby zapewnić mi szczęście. Nie umawiam się z nikim, kto nie spełnia trzech warunków. ‒ Duży portfel, duże ramiona i duży... ‒ Nie! Jesteś okropna. – Lily się jednak roześmiała. – Po pierwsze musi być czuły. Po drugie musi być uczciwy, choć nie wiem, jak to sprawdzić. Myślałam, że profesor Ashurst też taki jest. Nie mówię już o nim „ David”. – Zerknęła na archeologa, który ją olśnił. – Masz rację. To kłamliwy drań. ‒ Nazwałam go kłamliwym szczu... ‒ Nigdy nie wypowiem tego słowa. ‒ Powinnaś. Ma moc terapeutyczną. Ale nie mówmy o nim. Profesor Dupek to już historia, jak wszystko, co wykopujemy. Co jestem numerem trzecim na twojej liście? ‒ Wiara w wartości rodzinne. Teraz wiem, dlaczego mnie zmylił. Bo już miał rodzinę. Moja lista ma wyraźną skazę. ‒ Nie. Potrzebny ci jest bardziej wiarygodny test na uczciwość. I może powinnaś dodać do tej swojej listy określenie „ singiel”. Musisz się odprężyć. Przestań szukać trwałego związku i zabaw się. ‒ Mówisz o seksie? Nic z tego. Muszę być w facecie zakochana, żeby z nim sypiać. Jedno z drugim jest w moim przypadku nierozerwalnie związane. A w twoim? ‒ Seks to seks, miłość to miłość. Jedno jest przyjemnością, drugiego należy za wszelką cenę unikać. ‒ Ja tak nie myślę. Coś ze mną nie tak. ‒ Wręcz przeciwnie. To nie zbrodnia pragnąć związku. Oznacza po prostu, że często łamiesz sobie serce. – Brittany odsunęła włosy z czoła. – Co za upał, a jeszcze nie ma dziesiątej. ‒ To lato, w dodatku Kreta. ‒ Dałabym wszystko za kilka godzin spędzonych w domu. Nie jestem przyzwyczajona do takiej pogody. ‒ Całe lato kopiesz nad Morzem Śródziemnym. ‒ I jęczę każdego dnia. Brittany wyciągnęła nogi, a Lily poczuła ukłucie zazdrości. ‒ Wyglądasz w tych szortach jak Lara Croft. Niesamowicie. ‒ Za dużo łażenia w poszukiwaniu pradawnych reliktów. Posłuchaj, nie myśl więcej o tym facecie. Wybierz się z nami wieczorem na oficjalne otwarcie nowego działu muzeum archeologicznego, a potem spenetrujemy bar na wybrzeżu. Profesora tam nie będzie, więc zapowiada się wspaniały wieczór. ‒ Nie mogę. Rano dzwonili z agencji zatrudnienia i zaproponowali mi sprzątanie. ‒ Jesteś magistrem archeologii. Po co ci te fuchy? ‒ Muszę spłacić studia. Zresztą uwielbiam sprzątać. To mnie odpręża. ‒ Uwielbiasz?! ‒ Nie ma to jak doprowadzić czyjś dom do porządku, choć szkoda, że wypadło akurat dzisiaj. Na pewno świetnie bym się z wami bawiła, ale skupię się na pieniądzach. Płacą ekstra. Sytuacja awaryjna. ‒ Sprzątanie to sytuacja awaryjna? ‒ Czasem. Właściciel postanowił nagle wrócić. Większość czasu spędza w Stanach. Wyobrażasz sobie? Ktoś jest tak bogaty, że nie potrafi się zdecydować, w której posiadłości chce nocować? ‒ Jak się nazywa? ‒ Nie wiem. Ochrona wpuści nas o wyznaczonej porze, a cztery godziny później moje konto powiększy się o znaczną sumę. ‒ Cztery godziny? Co to, pałac minojski? ‒ Willa. Mam dostać plan parteru. I nie wolno mi robić kopii. ‒ Plan parteru? – Brittany omal nie zachłysnęła się wodą. – Zaintrygowałaś mnie. Mogę iść z tobą? ‒ Jasne... sprzątanie czyjejś łazienki jest o wiele bardziej ekscytujące niż koktajl na tarasie muzeum, kiedy nad Morzem Egejskim zachodzi słońce. ‒ To Morze Kreteńskie. ‒ Geograficznie wciąż Egejskie, ale tak czy owak zamiast iść na przyjęcie, będę czyściła podłogę. Czuję się jak Kopciuszek. A ty? Zamierzasz kogoś poznać i rozbudzić uśpione życie miłosne? ‒ Nie mam życia miłosnego, tylko seksualne, które na szczęście nie jest uśpione. ‒ Może masz rację. Muszę wykorzystywać mężczyzn erotycznie zamiast traktować każdy związek poważnie. Byłaś jedynaczką? Nie chciałaś mieć rodzeństwa? ‒ Nie, ale dorastałam na małej wyspie. To tak, jakby się żyło w dużej rodzinie. Wszyscy o wszystkim wiedzieli. ‒ Miałaś szczęście. Ja byłam chorowitym dzieckiem i nikt nie mógł długo ze mną wytrzymać. Cierpiałam na koszmarną egzemę, zawsze chodziłam w bandażach. Nikt nie chciał dzieciaka, któremu coś dolega. ‒ Jezu, Lily, rozdzierasz mi serce, a nie jestem sentymentalna. ‒ Zapomnij o tym. Powiedz mi o swojej rodzinie. Uwielbiała słuchać takich historii. Przypominały jej barwny sweter, którego sploty zapewniały ciepło i chroniły przed chłodnymi wichrami życia. ‒ Jesteśmy normalną amerykańską rodziną. Rodzice rozwiedli się, kiedy miałam dziesięć lat. Mama nienawidziła życia na wyspie. W końcu wyszła ponownie za mąż i przeniosła się na Florydę. Tata był inżynierem i całe życie pracował na platformach wiertniczych. Mieszkałam z babcią na Puffin Island. ‒ Była ci bliska? ‒ Bardzo. Umarła kilka lat temu, ale zostawiła mi chatę nad morzem, żebym miała dokąd wracać. – Wsunęła łopatkę w ziemię. – Babcia nazwała ten dom Domem Rozbitka. Mówiła, że jest dla ludzi zagubionych w życiu, nie na morzu. Wierzyła, że ma uzdrawiającą moc. ‒ Chętnie spędziłabym tam miesiąc. Muszę się uzdrowić. ‒ Czuj się zaproszona. ‒ Może skorzystam. Wciąż nie wiem, co robić z sierpniem. ‒ Wiesz, czego ci potrzeba? Seksu. Dla samej przyjemności, bez tych uczuciowych bzdur. ‒ Nie znam takiego. Zawsze się zakochiwałam. ‒ Więc znajdź sobie kogoś, w kim nie mogłabyś się nigdy zakochać. Kogoś, kto zna się na sprawach łóżkowych. Nie będziesz niczym ryzykować. – Urwała, kiedy zbliżył się do nich Spyros, archeolog z miejscowego uniwersytetu. – Odejdź, Spy, to rozmowa dziewczyn. ‒ Jak myślisz, dlaczego się do was przyłączam? To bardziej interesujące niż rozmowa, którą przed chwilą prowadziłem. – Podał Lily puszkę coli dietetycznej. – To nieudacznik. ‒ Wiem. Otrząsnę się z tego. Kucnął obok niej. ‒ Mam ci pomóc? Słyszałem coś o seksie. Jestem do usług. ‒ Jesteś koszmarnym flirciarzem. Nie ufam ci. ‒ Nie musisz, chodzi przecież o seks. Potrzebujesz prawdziwego mężczyzny. Greka, który wie, jak sprawić, żebyś poczuła się kobietą. Lily parsknęła śmiechem. Nie miała rodziny, ale miała przyjaciół. ‒ Zapominasz, że kiedy nie sprzątam willi bogaczy ani nie haruję tu za darmo, to pracuję dla najczystszego okazu greckiej męskości. ‒ No tak. – Spyros się uśmiechnął. – Nik Zervakis. Szef potężnego ZervaCo. Przedmiot fantazji każdej kobiety. ‒ Nie mojej. Nie ma dla niego miejsca na mojej liście. Brittany pokręciła głową. ‒ Zdradź co nieco. Chcę wiedzieć o nim wszystko. Począwszy od stanu konta, a skończywszy na tym, skąd u niego tak wspaniałe mięśnie, które widziałam na jakimś zdjęciu. ‒ Niewiele o nim wiem. Jest genialny i onieśmiela wszystkich. Na szczęście spędza większość czasu w San Francisco albo w Nowym Jorku. Odbywam u niego staż od dwóch miesięcy i przez ten czas odeszły dwie jego asystentki. ‒ Dlaczego? ‒ Nie wytrzymały. Robota jest nieludzka, niełatwo też dla niego pracować. Patrzy na człowieka tak, że ma się ochotę zniknąć. Ale jest przystojny. Kobiety gadają o nim cały czas. ‒ Wciąż nie rozumiem, dlaczego tam siedzisz. ‒ Próbuję tego i owego. Mój grant badawczy kończy się w tym miesiącu. Nie wiem, czy będę mogła to ciągnąć. Muzeum nie płaci zbyt dobrze, nie chcę zresztą mieszkać w dużym mieście. Uczyć też nie mam zamiaru... ‒ Jesteś ekspertem w ceramice. ‒ To tylko hobby. ‒ Masz talent. Powinnaś się tym zająć. ‒ Nie wyżyje się z tego, a marzenia nie pokryją rachunków. Czasem żałuję, że nie studiowałam prawa, ale nie nadaję się do roboty biurowej. Nie radzę sobie z techniką. Popsułam ostatnio fotokopiarkę, ale warto mieć w CV wzmiankę o tym, że pracowało się dla ZervaCo. I zanim mi powiecie, że wykształcona kobieta nie powinna się dać zastraszać, to spotkajcie się z nim. Spyros wstał. ‒ Wielu ludzi się go boi. Dla niektórych jest bogiem. Brittany schowała do plecaka butelkę wody. ‒ Dla tych, którym płaci, albo dla kobiet, z którymi sypia. Lily zaczęła się wachlować kapeluszem. ‒ Jego ochrona ma trzymać je od niego z dala. Nie wolno nam łączyć żadnych rozmów, które nie były wcześniej umówione. ‒ Więc jego ludzie chronią go przed kobietami? Niesamowite. – Brittany była wyraźnie zafascynowana. ‒ Podziwiam go. Podobno nigdy nie kieruje się uczuciami. Stanowi moje przeciwieństwo. Wie, co powiedzieć, i to w każdej sytuacji. Chcę być taka jak on. Brittany wybuchnęła śmiechem. ‒ Żartujesz. ‒ Nie. Jest jak maszyna do lodu. Też zamierzam taka być. A wy? Czy kiedykolwiek się zakochaliście? ‒ Nie! – zaprzeczył zdecydowanie Spy, ale Brittany milczała. ‒ Brittany? Byłaś kiedykolwiek zakochana? ‒ Nie wiem. Może. ‒ Coś takiego. Twarda Brittany ulega sile miłości – zauważył Spy. Lily zignorowała go. ‒ Dlaczego uważasz, że się zakochałaś? Jakieś konkretne powody? ‒ Wyszłam za niego. Spyros parsknął śmiechem, a Lily gapiła się tylko. ‒ No, fakt, to dobry powód. ‒ To był błąd. Wielki, jak zawsze w moim przypadku. Możesz to nazwać miłosnym tornadem. ‒ Wygląda bardziej na huragan. Jak długo trwało? Brittany wstała. ‒ Dziesięć dni. Przestań się uśmiechać, Spy, bo wylądujesz w tym rowie. ‒ Chciałaś powiedzieć: dziesięć lat – zauważyła Lily. ‒ Nie. Dziesięć dni. Przeżyliśmy miesiąc miodowy, nie mordując się nawzajem. ‒ Co się stało? ‒ Uczucia zaćmiły mi zdrowy rozsądek. Od tamtej pory nigdy się nie zakochałam. ‒ Bo się nauczyłaś, jak tego nie robić. Podrzuć kilka wskazówek. ‒ Nie mogę. Unikanie emocjonalnego zaangażowania stanowiło coś naturalnego po tej historii z Zachem. ‒ Seksowne imię. ‒ Seksowny szczur. ‒ Jeszcze jeden. Ale byłaś młoda, a to wiele tłumaczy. A ja nie mam tej wymówki, poza tym jestem niepoprawną recydywistką. Trzeba mnie zaprogramować na nowo. ‒ Niekoniecznie. – Brittany wsadziła łopatkę do plecaka. – Jesteś po prostu ciepła, przyjacielska i urocza. Facetom się to podoba. ‒ Poza tym wystarczy na ciebie spojrzeć, by wiedzieć, że wyglądałabyś wspaniale nago – wtrącił Spy. ‒ Ciepła, przyjacielska, urocza? Wspaniałe cechy, ale niekoniecznie u kobiety. Podobno można się zmienić. No cóż, zamierzam to zrobić. Nie zakocham się więcej. Pójdę za twoją radą i zafunduję sobie niezobowiązujący seks. ‒ Dobry plan. – Spy zerknął na zegarek. – Zdejmij ubranie, a ja załatwię nam pokój. ‒ Mało śmieszne. – Lily spojrzała na niego ze złością. – Zamierzam znaleźć sobie kogoś, kogo w ogóle nie znam i do kogo nic nie czuję. Brittany nie była przekonana. ‒ W twoich ustach brzmi to jak przepis na klęskę. ‒ Będzie idealnie. Muszę tylko wyszukać odpowiedniego faceta, który nie ma nic wspólnego z moją listą, i uprawiać z nim seks. Musi się udać. Operacja Lodowa Dama. Nik Zervakis stał obrócony plecami do swojego gabinetu, wpatrując się w błękitne morze i słuchając swego asystenta. ‒ Zadzwonił? ‒ Zgodnie z pańskimi przewidywaniami. Podziwiam pańską domyślność. Biorąc pod uwagę takie pieniądze, już dawno straciłbym nerwy. Nik mógł mu powiedzieć, że chodzi głównie o władzę. ‒ Skontaktowałeś się z prawnikami? ‒ Spotykają się jutro rano z przedstawicielami Lexosa. Sprawa załatwiona. Gratulacje szefie. Amerykańskie media biją się o wywiad z panem. ‒ Najpierw trzeba podpisać umowę. Potem wydam oświadczenie, ale żadnych wywiadów. Załatwiłeś rezerwację w Athenie? -- Tak, ale wcześniej jest oficjalne otwarcie nowego działu w muzeum. ‒ Zapomniałem. Masz harmonogram? Asystent zbladł. ‒ Nie, szefie. Wiem tylko, że chodzi o zabytki minojskie. ‒ Mam wygłosić mowę? ‒ Liczą na kilka słów z pana strony. ‒ Owszem, ale bez związku z kulturą minojską. – Nik poluzował krawat. – Przedstaw plan. ‒ Vassilis podstawi samochód o szóstej piętnaście, zdąży pan pojechać do willi i się przebrać. Po drodze zabiera pan Christine. Stolik zarezerwowano na dziewiątą. ‒ Coś jeszcze? ‒ Dzwonił pański ojciec. Kilka razy. Poprosił mnie o przekazanie wiadomości. ‒ Czyli? ‒ Pragnie panu przypomnieć, że bierze ślub w przyszłym tygodniu. Sądzi, że pan zapomniał. Nik wcale nie zapomniał. ‒ Jeszcze coś? ‒ Oczekuje pana na uroczystości. I mam panu przypomnieć, że rodzina jest najważniejsza. Nik nie skomentował tego. Dlaczego czwarty ślub miałby stanowić powód do świętowania? Dowodził tylko, że ktoś nie pojął wcześniej trzykrotnej lekcji. ‒ Zadzwonię do niego z samochodu. ‒ Jeszcze jedno... powiedział, że jeśli się pan nie pojawi, to złamie mu pan serce. Było to typowe ojca. Zbyt emocjonalne. Niklaus podszedł do biurka. ‒ Możesz odejść. Gdy drzwi się zamknęły za asystentem, znów odwrócił się w stronę morza. Nie był nawykły do introspekcji, a przeszłość miała znaczenie tylko o tyle, o ile wpływała na przyszłość. Oddawanie się od dawna ignorowanym wspomnieniom nie było przyjemnym doświadczeniem. Dlaczego tak się przejmował kolejnym ślubem ojca? Nie był już naiwnym dziewięciolatkiem, zdruzgotanym przez zdradę matki i stęsknionym za poczuciem ładu i bezpieczeństwa. Nauczył się, jak samemu o nie zadbać. Emocjonalnie przypominał niezdobytą twierdzę. Nigdy by nie pozwolił, by jakiś związek zakłócił jego spokój. Nie wierzył w miłość, a małżeństwo było dla niego czymś kosztownym i bezsensownym. Ojciec, skądinąd człowiek inteligentny, nie podzielał jego poglądów. Potrafił stworzyć imperium biznesowe, ale w życiu miłosnym nie kierował się intelektem. Nik pomyślał, że gdyby z podobną beztroską traktował interesy, już dawno by zbankrutował. Ojciec każdy swój związek traktował z romantycznym optymizmem, całkowicie niewłaściwym dla człowieka żeniącego się po raz czwarty. Wszelkie prośby, by zachować rozwagę, były określane jako cyniczne. Nik zastanawiał się, jakim cudem tak dobrze radzi sobie w biznesie, podczas gdy jego rodzina przypomina spaghetti, które rozbryznęło się na podłodze. Tym razem nie poznał panny młodej i nie zamierzał tego robić. Śluby go przygnębiały. Dwoje ludzi płacących fortunę za kolejny błąd. Lily postawiła torbę w marmurowym holu i niemal otworzyła usta ze zdumienia. Willa Harmonia stanowiła przykład najwyższego luksusu. Wyszła na taras. Ogród przecinały maleńkie ścieżki prowadzące ku pomostowi nad samym morzem. Wyrwana z oszołomienia przez uporczywy sygnał komórki, wyjęła ją z kieszeni. Okazało się, że to właściciel firmy sprzątającej. Poinformował ją, że pozostali pracownicy ulegli wypadkowi i nie dotrą na miejsce. ‒ Och, czy są ranni?
Wydania
1 wydanie · sortuj: najnowsze
harlequin978-83-2912-342-697883291234262026-09-29polski (Polska)320Softcover