Zestaw do kaligrafii Jakuba Sajkowskiego to pełna autoironii i błyskotliwych skojarzeń opowieść o konfrontacji tzw. człowieka Zachodu z kulturą chińską. Konfrontacja to obfitująca w nieporozumienia (raczej zabawne niż złowieszcze, choć pod ich powierzchnią nierzadko czają się niewesołe asocjacje). Dialog międzykulturowy często zatrzymuje się na banałach, a realność zastępowana bywa przez wirtualne symulakrum. W tej przestrzeni odbywają się dyskretne, ale wyraźne demaskacje: bohater tomu jako reprezentant kultury zachodniej (cokolwiek pod tym pojęciem byśmy rozumieli) jest raczej mały i nieporadny, zaś kultura chińska – wbrew deklaracjom o dowartościowywaniu „ My” kosztem „ Ja” – wcale nie okazuje się tak „ wspólnotowa”. W tle tego doskonale opisanego, bogatego w szczegóły, osadzonego w namacalnej przestrzeni uniwersum poetyckiego odbywają się próby odnalezienia się bohatera w świecie. Tytułowa kaligrafia to sztuka starannego i estetycznego pisania. Bohater skupia się na poprawnym kreśleniu znaków, uczy się pisma świata, próbuje zapamiętać jego konfiguracje. Dostosowując się do rzeczywistości kulturowej, w której przyszło mu się poruszać, gubi jednak autentyczność. Albo raczej diagnozuje niemożność autentyczności. 妈妈 mama Według chińskiej kaligrafii kobieta-koń, centaur, duszony nie przez młodość, a przez chiński masaż. Pierwszego dnia boli wszystko, potem już nic, absolutnie nic i można całą sobą być państwem środka, równowagą skutera, który przewozi jednocześnie dziecko, psa i zakupy. Tego dnia centaur się przewraca, tłum nie udziela pierwszej pomocy, bojąc się procesu o odszkodowanie. Przerażone dziecko znajduje ukojenie w mądrości podręczników. Szkoda kobiety, ale wszyscy się tu nie pomieścimy. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować. 岛 wyspa Głuptak na brzegu Bornholmu ma oczy jak niebieskie soczewki kontaktowe. Dziobie kabel, być może chciałby odciąć prąd, myśli: albo ja, albo oni. W końcu doznaje porażenia, ale nie na tyle poważnego, aby umrzeć, jedynie zastyga w stuporze albo jak na pocztówce. To tak jak my, zawieszeni w tej przestrzeni jak obrazki. Zobacz! Jest malowniczo i sielsko, babuleńka mówiąca w języku duńskim (to ten, który brzmi, jakby się krztusić surowym mięsem) wręcza każdemu z nas kiść jarzębiny. Nie sposób się tym najeść, ale ile wzruszeń. 药 lek Znajoma, która pracuje nad lekiem na raka, mówi, że mniej wynalazków trafia do kliniki niż wierszy do ludzi. Poezja składa się z wycinków tkanek, czytam ją wraz z przyjaciółmi, wszyscy dalibyśmy się za siebie pokroić, sami nie potrafimy poskładać się do kupy. Starci na proch – chyba że na parmezan, gdy brak odwagi na cokolwiek więcej niż bycie dodatkiem do posiłku. (fragmenty książki)