Nawrot umierał, konał powoli w męce. Jacek działał jak w amoku. Kuchenny nóż migał w jego dłoni. Kolejne - jedno z kilkunastu w sumie zadanych uderzeń nie było zbyt dokładne. Czubek noża trafił w twardą oprawę legitymacji kolejowej, którą Nawrot nosił w kieszeni koszuli. Nóż zgiął się, nie nadawał się już do użycia. Filc znalazł duży nóż z aluminium i wbijał go w ciało mężczyzny raz za razem. Serce Konstantego Nawrota jeszcze pracowało, tłocząc krew do tętnic, dlatego czerwone bryzgi z kolejnych ran fruwały w powietrzu, plamiąc podłogę, ściany i meble, oblepiając twarz i ręce mordercy. Zanim Jacek Filc zadał ostatni cios, rozbił na głowie Nawrota ciężką butelkę po koniaku. W końcu pochylił się i wbił nóż prosto w środek piersi mężczyzny. Uderzenie miało potworną siłę , ostrze rozszarpało mostek, nóż zagłębił się w ciele po rękojeść.