Remanent (żebym tylko nie pomylił tego rzeczownika!) czytać można retrospektywnie jako uporządkowany zapis czasów. I to jaki zapis! Często przy lekturze książek łapię się na tym, że nie warstwa fabularna i rozwój akcji są dla mnie istotne, ale język. Język jest bowiem nie tylko narzędziem literatury, ale stanowi dla niej cel sam w sobie. Dlatego tak słabo interesują mnie choćby najgorętsze biografie, reportaże czy literatura faktu, o ile nie bazują na języku i próbują nam podać faktografię, zamiast zająć się tym, co jest literackim jądrem. Z tego punktu widzenia Jerzy Chromik napisał nie tyle remanent, ale wzniósł literacko-dziennikarską wieżę z kości słoniowej. Skorzystał ze starych materiałów, aby przypomnieć nam, że niegdyś dziennikarstwo także stanowiło część literatury, jako że również karmiło się językiem. Dzisiaj z reguły już tak nie jest. Dzisiaj w świecie dziennikarskiego narcyzmu nie zauważamy często, z jakiego pnia ono wyrasta. Jaki kapitał zbijają dziennikarze bez przygotowania językowego, bez warsztatu pisarskiego, bez umiejętności odpowiedniego ujęcia tematu i tworzenia zdań, która winna być u nich równie ważna jak technika lewej i prawej nogi u piłkarza. Zdanie to bowiem broń masowego rażenia. To nie jest w zasadzie książka, ale wykład na temat tego, jak można pisać. Jak można pójść na dowolne wydarzenie, na dowolną rozmowę, obejrzeć dowolny mecz albo jak sprzedać czytelnikom dowolną informację i zrobić z tego małe dzieło sztuki. Wnerwił mnie ten Remanent okropnie, zmusza mnie bowiem do narzekania na dzisiejszą młodzież, stękania i biadolenia, ale przestanę to robić w jednej chwili, gdy przeczytam materiał równie sprawnie napisany jak to, co znajduje się w tej książce. Podkreślam: nie ważny, nie mocny, nie bezkompromisowy, nie dotykający istotnego społecznie tematu. Równie sprawnie NAPISANY. Wtedy powiem: dziennikarstwo przetrwało jako część literatury. Jej młodsze i mniej kochane rodzeństwo, ale jednak z tej samej rodziny, którą postanowiło zdradzić na rzecz doraźnych korzyści, pobieżności, lapidarności, pośpiechu i pogardy dla języka. Rodzeństwo, w którym cnotą jest „ background”, „ lead”, wreszcie „ tytuł” i „ tagi”, a nie język, który tak bardzo odróżnia nas od zwierząt. Radosław Nawrot, Interia