„ Powroty do zdarzeń” to zbiór tekstów Józefa Ambrozowicza urzekających dlatego, że ich treść nie tylko została oparta na starannie zweryfikowanych faktach, ale przede wszystkim przefiltrowana przez osobistą wrażliwość i nasycona sentymentem, należnym zdarzeniom z własnego życia, sprzed lat, z czasów, kiedy kształtuje się wszystko. Książka „ o dzieciństwie i dorastaniu; nadziejach, radościach i zwątpieniach.” Jednym słowem: o Dębicy; mieście dzieciństwa i wczesnej młodości, zdobywania wykształcenia, pierwszej pracy, stawiania nieśmiałych zrazu kroków na drodze dziennikarskiej. W książce, złożonej z tuzina rozdziałów, jest wszystko, co najważniejsze. Osobiste reminiscencje, niegdysiejsze zdarzenia, ludzie, którzy pozostawili znaczący ślad; obrazy, relacje, konkluzje. Oraz - nostalgia, sentyment, serdeczność, pietyzm, wdzięczność, uznanie, podziw. Wyraźnie widać, że choć większą część życia autor spędził w Rzeszowie, Dębica tkwi w nim mocno, nieusuwalnie. Ale myliłby się ktoś, kto oczekiwałby zbioru tekstów sielskich i pastelowych – w Ambrozowiczu twardo siedzi wytrawny dziennikarz, naprawdę niepokorny i rogaty, indywidualista, który (zwłaszcza gdy jest przekonany o swojej racji!) potrafi chłostać niczym najzadziorniejszy publicysta. Rozprawia się więc w „ Powrotach do zdarzeń” surowo z fałszerzami historycznej prawdy, w imię politycznych korzyści wynoszącymi na piedestały pospolitych bandytów, nazywanych żołnierzami wyklętymi, gromi pożałowania godnych niszczycieli pamięci o dębickich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, ubolewa nad koniunkturalizmem heroldów dekomunizacji wszystkiego, co pozostaje w sprzeczności z ich ograniczonym pojmowaniem złożoności historii. Broni po prostu prawdy, jakże współcześnie wykrzywianej; i dlatego w książce jest niemało goryczy. Uzasadnionej logicznie: „(…) bo nie ze wszystkim, co dotyczy Dębicy, można się dzisiaj pogodzić”. „ Powroty do zdarzeń” znużyć nikogo nie mogą, „ Powroty do zdarzeń” czyta się jednym tchem. Zaś lektura ostatniego rozdziału, zatytułowanego „ Wszystko minie…”, wywołuje apel: a może by tak jeden jeszcze tom? O rzeszowskich latach? I zaraz za apelem sprzeciw: nie, nie wszystko. Dzięki takim autorom jak Józef Ambrozowicz na pewno nie wszystko minie! Przetrwa to, co ważne. I wartościowe. Autor recenzji: Waldemar Bałda