Zbigniew Herbert mówił ponoć, że gdy chce się zdrowo pośmiać, sięga po pracę Stalina o językoznawstwie i nigdy nie doznaje zawodu. Co skłoniło honorowego wodza kilkudziesięciu plemion indiańskich USA i Kanady, w naszym kręgu kulturowym zwanego generalissimusem, do pochylenia się nad teorią języka? Wszak, jak pisze Leszek Kołakowski w posłowiu do tomu, jego językoznawcze przygotowanie polegało na tym, że oprócz języka rosyjskiego znał on również ojczysty gruziński. " Nie mogę zadowolić towarzyszy w całej pełni" - pisze samokrytycznie Stalin. Głos zabrał jednak, by dać odpór innemu językoznawcy Nikołajowi Marrowi, który ostro lansował pogląd, że ponieważ język należy do ideologicznej nadbudowy, to wraz z postępem rewolucji będzie ulegał " skokom jakościowym", by w końcu wspiąć się na szczebel ogólnoludzkiego języka myślowego, o którym już jednak niewiele umiał powiedzieć.