Przedstawiamy " Przyjaciółka i kochanka" oraz " Seks i zemsta", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN GORĄCY ROMANS DUO. Baseballista Mason Clarke, pogrążony w depresji po kontuzji, która przerwała jego sportową karierę, otrzymuje spadek w rodzinnym Willowvale. Czeka tam na niego przyjaciółka z dawnych lat. Oboje znaleźli się na rozdrożu i szukają sposobu na dalsze życie. Wkrótce zostają kochankami, ale nie chcą się wiązać. Bo i po co? Miłość jest skomplikowana, a seks taki łatwy… Jessica urodziła się jako dziedziczka wielkiej fortuny, jednak jej ojciec zbankrutował. Pewnego dnia spotyka mężczyznę, który doprowadził jej rodzinę do upadku. Wykorzystując swój seksapil, postanawia go uwieść, a potem zniszczyć… Fragment książki - Czekałam, kiedy się pojawisz. Mason oderwał wzrok od zniszczonego domu, w który wpatrywał się przez ostatnie pół godziny. Właśnie wysiadł z SUV-a z zamiarem wejścia do środka, kiedy rozległ się znajomy głos. Był tak pochłonięty wspomnieniami z przeszłości, że nie usłyszał drugiego samochodu. - Przejeżdżałam tędy parę razy dziennie w nadziei, że zobaczę jakąś wypasioną furę, bo przecież nie jeździsz byle czym. Darcy Stephens stała obok starego pikapa z rękami w kieszeniach długiego puchowego płaszcza. Wokół niej wirowały płatki śniegu. W białej wełnianej czapce i ładnych okularach w szylkretowej oprawie wyglądała na mniej niż trzydzieści dwa lata. Niemal dziewczęco. I seksownie. Zły był na siebie, że wciąż ulega jej urokowi. Myślał, że czas i odległość stępią emocje, jakie budziła w nim najlepsza przyjaciółka. Najwyraźniej tak się nie stało. Co jest tym bardziej absurdalne, że nigdy nie doszło między nimi do zbliżenia. Dla niego ryzyko było zbyt wielkie. Jako nastolatek i później na początku kariery zawodowej wyznaczył Darcy rolę, jakiej potrzebował – najlepszej przyjaciółki. Teraz jednak emocje wzięły górę. Przeszedł przez zaśnieżone podwórze i rozpostarł ramiona, a Darcy podeszła i serdecznie go uścisnęła. Przypomniało mu się ich pożegnanie, kiedy dostał się do drugiej ligi, a ona powiedziała, że go nie puści. Wezbrała w nim fala ciepłych wspomnień z dawnych szczęśliwych czasów. Pomyślał, że przyjazd tutaj może nie był aż tak złym pomysłem. Kiedyś nie mógł się doczekać, kiedy będzie mógł stąd wyjechać, by spełnić marzenia i uciec od szyderstw i czarnowidztwa ojca. Willowvale zawsze było ciemną plamą w jego głowie, a jedynym jasnym punktem, uosobieniem całego dobra, jakie stąd zabrał, była właśnie Darcy. Wtedy i później, ilekroć jej potrzebował, dawała mu oparcie. W ostatnich potwornie trudnych miesiącach odsunął ją jednak od siebie i narzucił dystans. Nie zasługiwała na to, nie po tym, jak zawsze go wspierała i wierzyła w niego, gdy inni zwątpili. - Przepraszam – powiedział. Jej ramiona objęły go mocniej. - Nie teraz. Daj mi się nacieszyć tym, że jesteś. Ciężar wyrzutów sumienia odrobinę zelżał. Nie zależy jej na przeprosinach, pomyślał. Zawsze będzie go kochała i wspierała bezwarunkowo. Natomiast jemu zależało, bo Darcy zasługiwała na wszystko, co najlepsze. Ale o tym mogą porozmawiać później. Teraz musi zdecydować, co do diabła zrobić ze starą farmą, jaka spadła mu z nieba. I nie pierwszą lepszą farmą, ale taką, która kiedyś kwitła, a teraz straszy jak w horrorze. - To rudera – mruknął. – I jest potwornie zimno. - Racja, farma podupadła. – Darcy się zaśmiała. – I cóż, zima zawitała do Wyoming. Witaj w domu. – Odsunęła się od Masona na wyciągniecie ramion. – Jak długo tu stałeś i zastanawiałeś się, czy nie uciec? - Od pierwszej chwili, kiedy podjechałem. – Odwrócił się w stronę domu. – Co się tutaj stało? Hank zmarł nie aż tak dawno, prawda? - Kilka miesięcy temu. – Dom sprawiał przygnębiające wrażenie. – Po śmierci Edith już o nic nie dbał. Bardzo się kochali i jej choroba odbiła się na każdym aspekcie jego życia. Z innymi posiadłościami stało się to samo. Bez niej nie miał po co żyć. Masonowi trudno było wyobrazić sobie, że ten gburowaty, ale dobroduszny, potężnie zbudowany mężczyzna, który wszystko trzymał w ryzach, nagle przestał dbać o cokolwiek i pozwalał, by farma popadła w ruinę. Ale Mason nie rozumiał, na czym polega miłość. Ojca i matkę z pewnością nie łączyły silne więzi, gdyż odeszła, zanim Mason poszedł do przedszkola. Ojciec kochał tylko siebie i w jego sercu nie było miejsca dla syna. Tak więc Mason nie miał pojęcia, jakim ciosem dla mężczyzny może być strata żony. Nie rozumiał, że wraz z odejściem najbliższej osoby umiera część partnera albo partnerki. Nigdy nie kochał żadnej kobiety aż tak mocno, że nie wyobrażał sobie życia bez niej. Żadna nie zajmowała w jego sercu tyle miejsca co baseball. - A więc jakie masz plany? – zapytała Darcy. - Na dziś czy na dłuższą metę? - Na jedno i drugie. Poprawił ciemne okulary. Zazwyczaj wszystko planował w szczegółach, ale teraz nie miał żadnego pomysłu. Najpierw chciał tu przyjechać. Nigdy nie sądził, że kiedyś wróci i zobaczy farmę w tak opłakanym stanie. Uderzyło go podobieństwo jego losów do losu tego gospodarstwa. Ale nie mógł tchnąć nowego życia w tę rozpadającą się farmę, skoro sam codziennie zmuszał się do funkcjonowania. - Na początek chyba dobrze by mi zrobił lunch. Najchętniej tam, gdzie jest ciepło – odezwał się w końcu. – Od wczesnego rana jestem w drodze. Darcy obejrzała się ze zdziwieniem. - Nie przyleciałeś? - Nie. Wyruszyłem trzy dni temu i całą drogę pokonałem samochodem. - Wiesz, czym się zajmuję – odparła z irytacją. – Mogłam po ciebie przylecieć. W kilka godzin byłbyś na miejscu. Doskonale wiedział, że Darcy stała się kobietą przedsiębiorczą. Licencję pilota otrzymała jako siedemnastolatka i systematycznie pięła się po szczeblach kariery oraz doskonaliła kwalifikacje. Obecnie latała prywatnym samolotem czarterowym. Nie mógłby być bardziej z niej dumny. Pamiętał, że zawsze marzyła o zostaniu pilotką, wprawiając rodziców w przerażenie. Pod tym względem przypominali jego ojca. Traktowali „ to jej małe hobby” jako stratę czasu i pieniędzy, a ambicją Darcy stało się udowodnienie im, że się mylą. Doskonale wiedział, że wystarczyło wysłać esemesa i przyleciałaby po niego do Los Angeles. Ale nie chciał, by uważała, że musi mieć na niego oko. - Potrzebowałem czasu do namysłu – wyjaśnił i stanął przy swoim SUV-ie. – Nie mam zamiaru zostać tutaj, ale muszę zdecydować, co z tym fantem zrobić. Darcy wzruszyła ramionami. - Nie pomogę ci w tej sprawie, ale mogę zabrać cię do nowego pubu w mieście. Podają tam najlepsze piwo i skrzydełka. - Przy lekach, jakie biorę, nie mogę pić alkoholu. –Postukał się w głowę. – Ciągle jeszcze mam tu kuku. Chwyciła jego rękę i ją przytrzymała. - Ani mi się waż mówić w ten sposób o moim najlepszym przyjacielu. Skrzydełka i woda to też dobre połączenie. - Okej. Ja prowadzę. Uniosła brwi ze zdumieniem. - Nawet nie wiesz, gdzie jest ten pub. - W dziesięć minut go znajdę. - Dziesięć? Zakład stoi. Co dostanę, jak przegrasz? Objął ją i zaprowadził do drzwi od strony pasażera. - Nie przegram, ale bądźmy fair. Co byś chciała dostać? - Obietnicę in blanco do wykorzystania, kiedy będę potrzebowała? Znieruchomiał z dłonią na klamce. - To dla mnie ryzykowne, ale zgoda. Darcy wsiadła do samochodu, a on uśmiechnął się do siebie. Jak za dawnych czasów. Ciągle się wtedy zakładali. Może powrót do starych rytuałów jest tym, czego teraz potrzebuje? Nie mogła uwierzyć, że przyjechał. Sądziła, że przyśle asystenta albo zadzwoni do agencji nieruchomości i zleci sprzedaż domu razem z farmą. Po powołaniu do drużyny drugoligowej nie wrócił do Willowvale Springs. Ona kilkakrotnie go odwiedziła i oglądała jego mecze. W życiu zawodowym robili postępy, w prywatnym nie wiodło im się dobrze. Znajomości i związki nie utrzymywały się długo i jedynie ich przyjaźń przetrwała próbę czasu. Dlatego ucieszyła się, że Mason wrócił, nawet jeśli tylko na krótki czas i niekoniecznie z własnej woli. Dostrzegł szyld pubu i skręcił na parking. Wysiedli i pokonali krótki dystans do wejścia piechotą. Mason otworzył drzwi i przepuścił Darcy przodem. Mijając go, poklepała go po zarośniętym policzku i powiedziała: - Trzynaście minut. Burknął, że lokal jest ukryty i że nie pozwoliła mu korzystać z GPS-a, ale zbyła jego słowa śmiechem. Cieszyła się z wygranej i powrotu do starej zabawy. Bardzo chciała zajrzeć w jego myśli, lecz wiedziała, że pośpiech może być zabójczy. Po wypadku Mason odsunął się od wszystkich i przestał odpowiadać na esemesy. Ale jeśli wyobrażał sobie, że ona pozwoli mu unikać siebie, to się mylił. Gdyby nie przyjechał w sprawie spadku, wybrałaby się do Los Angeles i zażądała spotkania. Nie pozwoliłaby mu przejść przez to traumatyczne doświadczenie samemu. Mimo życzenia, by zostawiono go w spokoju. I w dobrych, i w złych chwilach byli razem. Tworzą team bez względu na okoliczności. Mały, ale dynamiczny. Postanowiła, że udowodni mu, że nic się pod tym względem nie zmieniło. Wciąż pamiętała tamten feralny mecz – oglądała go w telewizji – kiedy piłka wybita kijem poleciała prosto na kopiec miotacza i trafiła Masona w głowę. Wstrzymała oddech, a gdy przerwa na reklamy przedłużała się, wiedziała, że nie jest dobrze. - Gdzie chcesz usiąść? – zapytał. Rozejrzała się po zatłoczonym pubie. Zanim podjęła decyzję, ludzie zaczęli odwracać głowy, rozpoznając Masona. Starsi znali go z dawnych lat, młodsi widzieli w nim idola, którego dotąd nie spotkali osobiście. - Może chodźmy gdzieś indziej – mruknął. W jego oczach mignął strach. Omal nie ustąpiła, uznała jednak, że będzie stanowcza. On zrobiłby to samo dla niej. – Nie. Zostajemy. Nie możesz się wiecznie chować. - Pan Clark? – Przed Masonem stanął syn właściciela, Carter. Dziesięciolatek pomagał ojcu po szkole i podczas letnich wakacji. Zbierał zamówienia, roznosił dzbanki z wodą. - Cześć, kolego. – Mason uśmiechnął się do chłopca. – Dla ciebie jestem Mason. Carter zrobił wielkie oczy. - Nie wierzę, że jesteś tutaj. Tata mówił, że chodziliście razem do szkoły, ale mu nie wierzyłem. Mason roześmiał się, potem rozejrzał i zapytał: - Kto jest twoim tatą? - To Gabe Winn – wtrąciła Darcy, pokazując bar. – Pamiętasz go? Spojrzał we wskazanym kierunku. Gabe, który właśnie nalewał piwo z beczki do kufla, pomachał mu ręką. - Naprawdę znasz mojego tatę? – dociekał Carter. - Graliśmy w baseballa, kiedy byliśmy w twoim wieku, ale potem twój tata przeniósł się do drużyny piłki nożnej. Został najlepszym rozgrywającym, jakiego to miasto widziało. Carter zaprowadził ich do boksu na tyłach pubu. - Jeśli tata się zgodzi, możesz do nas dołączyć – powiedziała Darcy. - Naprawdę? – Carson odwrócił głowę i spojrzał na ojca. – Mogę usiąść z panem Clarkiem i Darcy, tato? Gabe roześmiał się i kiwnął głową. - Ale jak spiszesz zamówienie i zaniesiesz do kuchni. - Zaraz podam menu – powiedział Carson. - Nie trzeba – stwierdził Mason. – Słyszę, że macie świetne skrzydełka. Przynieś dwa koszyki i colę. - A dla mnie słodką herbatę – wtrąciła Darcy. Podobało jej się, jak szybko Mason nawiązał kontakt z chłopcem. W jej oczach nie miał wad. Pomyślała, że może upływ czasu i radość ze spotkania uczyniły ją ślepą na wszystko, co mogłoby wskazywać na jakieś cechy negatywne przyjaciela. Mason swobodnie rozmawiał z chłopcem. Zawsze wiedziała, że woda sodowa nie uderzyła mu do głowy. Nadal był facetem, który przeszedł na zawodowstwo z miłości do sportu, a nie dla pieniędzy i statusu celebryty. - Powinnam była zapytać, czy chcesz, żeby Carter usiadł z nami – powiedziała. – Jest w siódmym niebie. - To najlepsza część tego zawodu. Dzieciaki. – Mason zaklął. – Była – poprawił się. – To była najlepsza część. Uwielbiam spotkania z fanami, szczególnie z dziećmi. - Już nie grasz, ale nadal jesteś zawodnikiem drużyny pierwszoligowej. Tego nic ci nie odbierze. - Wszystko mi odebrano. Ale nie mówmy o tym. Po jego twarzy przemknął grymas bólu, jakiego dotąd nie widziała. Nie potrafiła sobie wyobrazić, z jakimi emocjami Mason się mierzy, i z jakimi wizjami przyszłości. Była przekonana, że otrząsnął się i znalazł w życiu cel dający mu takie samo uczucie spełnienia jak baseball. Pomyliła się. Ale w tej chwili nie zamierzała wygłaszać mowy motywacyjnej. - Co u ciebie? – zapytał. – Ten facet, z którym się spotykałaś? Timmy? Tommy? I co z nowym biznesem? Pogadajmy o tym. - Tanner. I lepiej nie ruszajmy tego tematu. – Jakby skuliła się w sobie. – Tego drugiego również. Oba przedsięwzięcia były totalną klęską. - Czyżby sukces? – Zachichotał. – Kiedy ostatni raz rozmawialiśmy, Tanner właśnie od ciebie wyszedł. To było… dwa dni temu? - Wyszedł, bo z nim zerwałam, co powinnam była zrobić kilka miesięcy temu, ale wciąż czekałam na tę iskrę. - I się nie doczekałaś, tak? - Czułam się tak, jakbym całowała się z bratem. - Nie masz brata. Parsknęła śmiechem. - Właśnie. Zaczął coś mówić, lecz przerwał mu powrót Cartera. - Później dokończymy tę rozmowę – mruknął i przesunął się, robiąc miejsce dla chłopca. - Ale zaczniemy od ciebie – odparła. – Umowa stoi? - O mnie nie będziemy rozmawiali – oświadczył Mason. - Zakład? – zapytała. – Dziś jeden już przegrałeś. Tak ci się spieszy przegrać drugi? - Zawsze się tak kłócicie? – zapytał rozbawiony Carter. - My się nie kłócimy – wyjaśniła Darcy. – Lubimy się zakładać. Robimy tak od przedszkola, kiedy on mówił, że spadnę z drabinek, a ja, że nie. Carter spojrzał najpierw na Masona, potem na Darcy. - Kto wygrał? - Ja, oczywiście. – Darcy wskazała siebie. – Zawsze dopinam swego. Nie znoszę przegrywać. - Nie daj się zbajerować – wtrącił Mason. – Wiele razy przegrała. Podczas gdy Carter z Masonem rozmawiali o baseballu, Darcy sprawdziła mejle w telefonie. Wyznaczyła sobie tygodniowy limit zamówień, jakie mogła wykonać, lecz do tej pory jeszcze się do niego nie zbliżyła. Perspektywa własnej firmy czarterowej wciąż się oddalała. Jej pasja latania rozwinęła się, gdy jako nastolatka szukała sposobu ucieczki od rzeczywistości. Wysoko nad ziemią miała wrażenie, że wszystkie problemy znikają. Wiedziała, że latanie jest dla niej jedyną ścieżką kariery. Chciała nie tylko zostać pilotem, ale również rozkręcić firmę. A to wymagało sporych pieniędzy, więc musiała uzbroić się w cierpliwość. Żałowała tylko, że nie wiedziała, jak bardzo ten proces będzie frustrujący. Na razie dzieliła samolot z innym pilotem. Nie było to rozwiązanie idealne, ale tylko w ten sposób mogła zaoszczędzić na wkład własny. Kiedy zbierze odpowiednią sumę, otworzy firmę tam, gdzie zechce. Trochę zazdrościła Masonowi tego, że zbudował sobie życie poza Willowvale Springs. Miał marzenie i je spełnił. Ona zaś w wieku trzydziestu dwóch lat wciąż goniła za swoim. Zadawała sobie pytanie, czy w ogóle osiągnie cel. Kiedyś myślała, że do tej pory będzie już miała własną firmę, flotę samolotów i swoich pracowników. Ale finanse wciąż na to nie pozwalały. Nie wiodło jej się w życiu zawodowym i w osobistym. Dlatego przyjazd Masona nie mógł wypaść w lepszym momencie. Niczego nie pragnęła bardziej, jak zanurzyć się we wspólnych wspomnieniach, pomóc mu odzyskać siły i znaleźć nowy cel. Odbudowa farmy miała odwrócić jej uwagę od własnych problemów. ROZDZIAŁ DRUGI Bohater. Carson nazwał Masona bohaterem niejeden raz. Ale Mason nie był bohaterem. Jako sportowiec stał się przegranym, przeszedł do historii. Jedynym powodem, dla którego jego nazwisko wciąż krążyło wśród fanów, był wypadek, a nie sukcesy. Bywały dni, kiedy nie mógł przypomnieć sobie swoich nagród, a przecież wryły mu się w pamięć. Ta jednak wciąż płatała mu figle. Wiedział, że kontuzja zaburzyła pracę mózgu, ale… - Minąłeś skręt. – Łagodny głos Darcy przebił się przez jego myśli. Mocno nacisnął hamulec, samochodem zarzuciło. Zdjął stopę z hamulca, ostrożnie przekręcił kierownicą w przeciwną stronę i wyprowadził samochód z poślizgu. Powinien uważać i nie hamować ostro na śniegu. - Pomóc ci? - Nie – warknął. – Nie jestem inwalidą. Psiakrew, zaklął w duchu. Mocniej zacisnął dłonie na kierownicy i zazgrzytał zębami. Nie powinien złościć się na Darcy, tylko na siebie. Wszystko by oddał za to, by cofnąć czas i być dawnym sobą. Nie czuć, że coś jest z nim nie w porządku i że cały świat o tym wie. Nie czuć, że Darcy martwi się o niego. - Przepraszam. – Milcząc, położyła mu dłoń na udzie. – Nie chcę współczucia – dodał. - To dobrze. Wcale ci nie współczuję. Przymknę oko na twoje zrzędzenie, bo nie wiem, z jak groźnym stanem mam do czynienia. - Z niczym nie masz do czynienia. To moja sprawa. Zmrużyła oczy i cofnęła dłoń. - Po pierwsze nie oferuję ci współczucia. Po drugie, jeśli sądzisz, że pozwolę ci samemu przejść przez ten okres, to się mylisz. Dałam ci przestrzeń, jakiej potrzebowałeś, pozwoliłam się ignorować, ale mam tego dość! Kiedyś należała do elity, dzisiaj była pokojówką. W żadnym z tych wcieleń nie była szpiegiem przeszkolonym do zbierania poufnych informacji. Nie wiedziała nawet, czego powinna szukać, a co dopiero, jak to znaleźć. Wózek zostawiła w holu, zabrała tylko to, czego potrzebowała do posprzątania i zaopatrzenia pokoju. Prześcieradła, ręczniki, papier toaletowy, odkurzacz… Uznała, że jeśli porozkłada wszędzie te rzeczy, jej obecność nie wzbudzi podejrzeń, gdyby ktoś, a konkretnie Alexander Bajoran, wszedł nagle i zobaczył, że buszuje po całym apartamencie. Niestety apartament był w nienagannym stanie. Przecież codziennie go sprzątała, a standardy czystości w Górskiej Panoramie były na najwyższym poziomie. Na dodatek Alexander Bajoran był bardzo porządny, nie zostawiał na wierzchu prawie żadnych osobistych rzeczy, które mogłyby ją zainteresować. Wbrew oczekiwaniom Erin, Jessica nie miała zamiaru plądrować pomieszczenia. Sprawdzi tylko biurko, zajrzy do nocnych stolików, może do ściennej szafy, ale nie będzie grzebała w szufladzie z bielizną. Przecież nawet nie wie, czego szukać. Materiałów związanych z prowadzeniem interesów, ale jakich? Kompromitujących, ale w jakiej dziedzinie? Jakie miała szanse, by cokolwiek znaleźć? Od wrogiego przejęcia upłynęło pięć lat. Bajoran nie stał w miejscu, do tej pory zdążył na pewno dopiąć kilkanaście innych biznesowych przedsięwzięć. Nawet jeśli nie wszystkie były kompletnie przejrzyste, wątpliwe, by rozsiewał naokoło papiery świadczące o jego matactwach. Zdjęte z łóżka prześcieradła piętrzyły się na podłodze, wyglądało, jakby naprawdę ciężko pracowała. A ponieważ stała blisko nocnego stolika, zajrzała do szuflad. Ze zdenerwowania trzęsły się jej ręce, a czubki palców i stopy w białych tenisówkach były lodowate. Nikogo poza nią w apartamencie nie było, ale w każdej chwili mógł wejść ktoś, kto ją przyłapie. Nie wiedziała, co byłoby gorsze: gdyby nakrył ją Alexander Bajoran czy jej zwierzchnik. Bajoran mógł narobić hałasu i spowodować, że zostanie zwolniona z pracy… szef mógł ją wylać z miejsca. Jednak problem rozwiązał się sam, bo szuflady okazały się puste. Nie było w nich nawet Biblii czy książki telefonicznej. W Górskiej Panoramie wystarczyło poprosić w recepcji o Biblię, książkę telefoniczną czy cokolwiek – nawet o rzeczy bardzo osobiste – a dostarczano je bezzwłocznie i w największej dyskrecji. Zamknęła szuflady, kopnęła brudną pościel, żeby jej nie przeszkadzała, i rozpostarła na łóżku czyste prześcieradło, podwinęła ściągnięte gumką narożniki pod materac i przeszła na drugą stronę, żeby tam zrobić to samo. Jednak zanim zajęła się prześcieradłem, zajrzała do szuflad drugiego nocnego stolika. Nie były puste. W dolnej szufladzie stała karafka z bursztynowym płynem, zapewne ze szkocką whisky. Nie znała się na alkoholach, nigdy nie zaopatrywała minibarów w pokojach. Był też komplet szklanek. W górnej szufladzie znalazła grubą skórzaną aktówkę i leżące na niej ciemnoniebieskie wieczne pióro Montblanc. Jeśli weźmie do ręki to pióro i otworzy aktówkę, popełni poważne wykroczenie, naruszy prywatność gościa i warunki umowy o pracę, którą podpisała, gdy zatrudniała się w hotelu. Zamknęła na ułamek sekundy oczy, a kiedy je otworzyła, wyciągnęła rękę po pióro, potem otworzyła aktówkę. Starała się zachować spokój, żeby zrozumieć, czego dotyczą znajdujące się w niej papiery. Przebiegła wzrokiem dwie pierwsze kartki, ale nie rzuciło się jej w oczy nic, co mogło być ważne albo szkodliwe dla Bajorana. Pod spodem leżały zdjęcia wyrobów jubilerskich, a także szkiców projektowanych wzorów. Były piękne. W jej rodzinie tworzono podobne. Jessica od zawsze marzyła, by tworzyć takie dzieła jubilerskiej sztuki. Wyrastała otoczona troskliwą opieką rodziców, którzy w najczarniejszych snach nie przewidzieli, że ich córkę czeka inny los niż korzystne zamążpójście i wypełnianie roli idealnej żony, ozdoby męża. Natomiast ona marzyła o pracy w Taylor Fine Jewels. Jak wiele młodych kobiet kochała biżuterię, jednak w odróżnieniu od koleżanek, które stroiły się w świecidełka, pragnęła ją tworzyć. Uwielbiała znajdować wśród oszlifowanych i nieoszlifowanych kamieni ten, który najlepiej pasował do wymyślonego przez nią wzoru. Jej zeszyty szkolne i marginesy wypracowań były zabazgrane gryzmołami, które w rzeczywistości były pomysłami wzorów wyrobów jubilerskich. Ojciec użył nawet kilku do wytworzenia prawdziwych cacek, które osiągnęły w sprzedaży ceny sześcio- i siedmiocyfrowe. Na szesnaste urodziny podarował jej pierścionek z perłą i diamentami wykonany według jej własnego i najbardziej ukochanego projektu. Wciąż go miała, lecz obecnie go nie nosiła. Leżał na dnie kasetki z biżuterią, ukryty pod mniej wartościowymi drobiazgami, które pasowały do ubogiej pokojówki hotelowej. Te wzory były piękne, chociaż trochę im brakowało do doskonałości.