Przedstawiamy " Plan uwodzenia" nowy romans Harlequin z cyklu HQN POWIEŚĆ HISTORYCZNA. Honor i jej trzy siostry po śmierci ojczyma, hrabiego Backington, znalazły się na łasce przyrodniego brata, dziedzica tytułu, i jego narzeczonej Moniki. Monica chce, by zaraz po ślubie wyniosły się na daleką prowincję i żyły z głodowej pensji. Honor nie zamierza się poddać. Udaje się do domu hazardu, by znaleźć George’a Eastona, słynnego w pewnych kręgach uwodziciela i hazardzistę. Prosi go, aby uwiódł Monicę i w ten sposób doprowadził do zerwania zaręczyn. Aby plan się powiódł, potrzebna jest pomoc Honor… Fragment książki Kłopoty zaczęły się wiosną tysiąc osiemset dwunastego roku w jaskini hazardu położonej na południe od Tamizy w obskurnej, rojącej się od złodziei dzielnicy Southwark. To doprawdy niepojęte, jakim cudem stary, wzniesiony jeszcze przez wikingów budynek stał się jednym z najmodniejszych lokali dla dżentelmenów z towarzystwa. Wnętrze o nisko zawieszonym suficie uderzało przepychem, ciężkie draperie z czerwonego aksamitu i kosztowne drewno robiły wrażenie. Każdej nocy wysoko urodzeni panowie opuszczali swe stateczne rezydencje w Mayfair i przyjeżdżali do tego siedliska złodziei w uzbrojonych po zęby karetach, żeby przegrywać do siebie nawzajem bajońskie sumy. A kiedy któryś z dżentelmenów stracił już pieniądze przeznaczone na grę, mógł się pocieszać w towarzystwie francuskich kokotek w jednym z licznych prywatnych gabinecików. W pewną przeraźliwie zimną noc na miesiąc przed rozpoczęciem wiosennego sezonu – kiedy to dżentelmeni nieuchronnie zostaną zmuszeni do wyrzeczenia się hazardu na rzecz balów w eleganckich salach Mayfair – pięć debiutantek zdołało nakłonić grupkę młodych sportsmenów, by pozwolili im rzucić okiem na tę jaskinię hazardu. To był głupi i niebezpieczny postępek, bo narazili na szwank bezcenną reputację panien, a tym samym ich szanse na korzystne małżeństwo. Ale butni i żywiołowi młodzieńcy bez trudu dali się uprosić młodym damom. Nie przejmowali się ani obowiązującym w szulerni kategorycznym zakazem wstępu dla kobiet, ani rozmaitymi nieszczęściami i przestępstwami, których ofiarami mogły paść młode damy. Dla nich to była przygoda, która wnosiła trochę życia w zimową monotonię. I właśnie tam, w jaskini hazardu w Southwark, George Easton zawarł bliższą znajomość z jedną z owych debiutantek, panną Honor Cabot. Nie zwrócił uwagi na zamieszanie, które powstało, gdy w drzwiach stanęli młodzieńcy ze swymi skarbami, mocno zarumienieni z podniecenia własną odwagą i pękający z dumy, że udało się im namówić odźwiernego, aby je wpuścił. George był tak skoncentrowany na pozbawieniu trzydziestu funtów pana Charlesa Rutherforda, nałogowego hazardzisty, z którym rozgrywał partię commerce, że nie zauważył tego, co się działo. – Co, u licha? – zawołał Rutherford i George dopiero w tym momencie dostrzegł młode dziewczyny, które zbiły się w stadko na środku sali niczym ptaszki trzepoczące skrzydłami i stroszące piórka. Spod kapturów wyglądały śliczne, roześmiane twarzyczki i błyszczące oczy, rozglądające się po tłumie mężczyzn, którzy oglądali je jak piękne konie na padoku. – A niech to wszyscy diabli! – wymamrotał George i odłożył karty. – Co one tu robią, do licha? – Rutherford zerwał się na równe nogi. Nieszczęsna dziwka, która siedziała na jego kolanach, prawie spadła na podłogę. – To skandal! – ryknął. – Trzeba natychmiast wyprowadzić stąd te pannice! Trzej młodzieńcy, sprawcy awantury, popatrzyli po sobie, a najmniejszy z nich zawadiacko zadarł głowę i odparł: – One mają takie samo prawo tutaj być jak pan, sir. Jedno spojrzenie na twarz Rutherforda pozwoliło George’owi zorientować się, że groził mu atak apopleksji, więc stwierdził niedbałym tonem: – W takim razie pozwólcie im usiąść i zagrać. W przeciwnym razie będą tylko rozpraszać obecnych tu dżentelmenów. – Zagrać? – Rutherford tak bardzo wybałuszył oczy, że niemal wyszły mu z orbit. – One nie potrafią grać! – Ja potrafię – odparła jedna z „ pannic”. George wychylił się zza Rutherforda, żeby zobaczyć, która z nich ośmieliła się odezwać. Jedna z młodych dam nieśmiało wysunęła się naprzód. George’a zaskoczył intensywny błękit jej oczu okolonych ciemnymi rzęsami i atramentowa czerń włosów wokół twarzy o skórze białej jak mleko. Akurat tutaj trudno było się spodziewać takiej piękności. – Panna Cabot? – zapytał Rutherford z niedowierzaniem. – Co pani, u licha, tutaj robi? Dygnęła, jakby stała na środku sali balowej, i złożyła przed sobą ręce w rękawiczkach. – Przyszłyśmy tu z koleżankami, żeby zobaczyć na własne oczy, jak wygląda miejsce, w którym znikają wszyscy dżentelmeni niemal każdego wieczoru. W tłumie rozległy się tłumione chichoty. – Panno Cabot… to nie jest miejsce dla przyzwoitej młodej damy. – Rutherford był wyraźnie poruszony, jakby czuł się odpowiedzialny za ten brak poszanowania zasad etykiety. – Pan wybaczy, sir, ale nie pojmuję, jak miejsce odpowiednie dla przyzwoitego mężczyzny może być nieodpowiednie dla przyzwoitej młodej damy. George nie zdołał powstrzymać się od uśmiechu. – Może dlatego, że nie istnieje coś takiego jak przyzwoity mężczyzna. Niesamowicie błękitne oczy po raz drugi spoczęły na twarzy George’a i nagle poczuł jakieś dziwne trzepotanie w piersi. Dziewczyna przeniosła spojrzenie na karty. – Commerce? – zapytała. – Tak. – George był pod wrażeniem, że rozpoznała grę. – Do licha, jeśli ma pani ochotę zagrać, panienko, to proszę to zrobić. W tym momencie cała krew odpłynęła z twarzy Rutherforda i George z rozbawieniem skonstatował, że jego partner przy karcianym stoliku był bliski omdlenia. – Nie. – Rutherford pokręcił głową i zatrzymał dziewczynę ruchem ręki. – Proszę o wybaczenie, panno Cabot, ale ja nie mogę nakłaniać pani do popełnienia tego szaleństwa. Proszę natychmiast wracać do domu. Panna Cabot nie kryła, jak bardzo jest zawiedziona. – W takim razie ja to zrobię – oświadczył George i nogą odsunął krzesło przy swoim stoliku. – Kogo mam przyjemność nakłaniać do złego? – zapytał. – Pannę Cabot – odpowiedziała dziewczyna. – Z Beckington House. Córka hrabiego Beckingtona? Czyżby powiedziała to, żeby zrobić na mnie wrażenie? – pomyślał, po czym wzruszył ramionami. – George Easton. Z Easton House. Dziewczęta za jej plecami zachichotały, ale panna Cabot nie poszła za ich przykładem, tylko odparła ze ślicznym uśmiechem: – Miło mi, panie Easton. George podejrzewał, że wcześnie nauczyła się tak uśmiechać, aby dostawać wszystko, na co miała ochotę. Było też oczywiste, że jest piekielnie atrakcyjna. – Tutaj nie gramy w gry salonowe, panienko. Ma pani pieniądze? – Mam – odparła i pokazała mu sakiewkę. – Lepiej niech ją pani schowa – poradził. – Pod jedwabnym szalem albo do cholewki wyglansowanych bucików, bo w tych murach roi się od złodziei. – My przynajmniej mamy sakiewki, Easton, nie utopiliśmy całego majątku w statkach! – ktoś zawołał. Kilku dżentelmenów roześmiało się, ale George zignorował tę uwagę. Zdobył fortunę dzięki inteligencji oraz ciężkiej pracy, i jak to zwykle bywa, niektórzy mu tego zazdrościli. Wskazał pannie Cabot krzesło. – Wydaje się pani zbyt młoda, by rozumieć zasady takiej gry jak commerce. – Doprawdy? – Uniosła brew i z wdziękiem usiadła na krześle, które odsunął dla niej jeden z panów. – A ile trzeba mieć lat, pana zdaniem, żeby dorosnąć do gier losowych? Zbite w gromadkę panienki za jej plecami szeptały coś gorączkowo, ale panna Cabot spokojnie mierzyła wzrokiem George’a, czekając na odpowiedź. Uświadomił sobie, że nie była w najmniejszym stopniu onieśmielona ani przez niego, ani przez sytuację, w jakiej się znalazła. – Nie zamierzam pytać pani o wiek – zapewnił szarmancko. – Dla mnie wygląda pani jak dziecko. Ale czy jest pani gotowa stracić wszystkie pieniądze, które ma pani ze sobą? Roześmiała się dźwięcznie. – Nie zamierzam ich stracić. Dżentelmeni ponownie parsknęli śmiechem, natomiast Rutherford wodził zaszokowanym wzrokiem od panny Cabot do George’a, a potem powoli i niechętnie usiadł na swoim miejscu. – Mam rozdawać? – zapytał George, unosząc talię kart. – Proszę – odparła panna Cabot i starannie ułożyła rękawiczki obok stosiku swoich kilku monet. Kiedy George tasował karty, ona rozglądała się po sali. – Da pan wiarę, że jeszcze nigdy nie byłam na południe od Tamizy? Całe życie spędziłam w Londynie i w jego pobliżu, ale nigdy nie postawiłam stopy na południe od rzeki? – Wyobrażam sobie – mruknął i rozdał karty. – Pani zaczyna, panno Cabot. Przyjrzała się swoim kartom i położyła szylinga na środku stołu. – Z szylingiem niewiele pani zwojuje w tej grze – stwierdził George. – Akceptuje pan tę stawkę? – Tak. – Wzruszył ramionami. Uśmiech był jej jedyną odpowiedzią. Rutherford poszedł za jej przykładem, a kobieta, która okupowała jego kolana prawie przez cały wieczór, wróciła na swojej miejsce i rzuciła pannie Cabot wyzywające spojrzenie. – Och – szepnęła panna Cabot i odwróciła wzrok. – Jest pani zaszokowana? – zapytał rozbawiony George. – Odrobinę – przyznała panna Cabot i odważyła się ponownie rzucić okiem na młodą prostytutkę. Natomiast George spojrzał na karty. Miał parę królów. To będzie łatwe zwycięstwo, pomyślał i dorzucił się do puli. Służący z półmiskiem przeszedł obok nich, zmierzając do stolika, który zakończył rozgrywkę. Panna Cabot pobiegła za nim wzrokiem. – Panno Cabot – odezwał się George. – Pani kolej. – Och. – Przyjrzała się swoim kartom, wyjęła kolejnego szylinga i położyła go na środku stołu. – Panowie, stawka wzrosła do dwóch szylingów. Będziemy mieli szczęście, jeśli uda nam się zakończyć przed świtem. Panna Cabot uśmiechnęła się, w jej błękitnych oczach zalśniło rozbawienie. George musiał napomnieć samego siebie, żeby nie dać się rozproszyć. Przy następnym rozdaniu Rutherford zapomniał o swej niechęci do gry z debiutantką. W kolejnym panna Cabot postawiła dwa szylingi. – Proszę uważać. Chyba nie chce pani przegrać wszystkich pieniędzy już w pierwszej grze – ostrzegł jeden z młodzieńców i zachichotał nerwowo. – Nie sądzę, żeby przegrana w pierwszej grze była bardziej bolesna niż w szóstej, panie Eckersly – odparła pogodnie. George wygrał w tym rozdaniu, ale panna Cabot nie wyglądała na zniechęconą. – To ciekawsza gra od wista. – Pod warunkiem, że się wygrywa – odezwał się ktoś z tłumu. – I że gra się pieniędzmi ojczyma – dodała żartobliwie panna Cabot ku uciesze niewielkiej, ale stale rosnącej grupki gapiów oraz stadka barwnych ptaszyn, które przyszły tu wraz z nią. W ten sam sposób przebiegała także dalsza gra, panna Cabot stawiała szylinga i od czasu do czasu rzucała w tłum jakiś żarcik. To nie była gra o wysokie stawki, w jakich lubował się George, ale panna Cabot podobała mu się bardzo. Zupełnie nie pasowała do jego wyobrażeń o debiutantce. Była inteligentna i dowcipna, cieszyła się drobnymi zwycięstwami i rozmawiała na temat swoich kart z każdym, kto stanął za jej plecami. Po godzinie zawartość sakiewki panny Cabot skurczyła się do dwudziestu funtów. Zaczęła rozdawać karty. – Czy możemy podnieść stawkę? – zapytała wesoło. – Ja jestem za, jeśli może pani sobie na to pozwolić – odparł George. Rzuciła mu szelmowskie spojrzenie. – Stawiam dwadzieścia funtów – oznajmiła i zaczęła rozdawać. – Ależ to wszystko, co pani ma – zauważył George. – Przyjmuje pan mój zakład? – Spojrzała mu prosto w oczy. Niech Bóg ma go swojej opiece! Ta panna wyraźnie go prowokowała! George uśmiechnął się. Nie zwykł odmawiać damom, szczególnie tak intrygującym. – Ustępuję – powiedział i z gracją skłonił głowę. – Przyjmuję pani zakład. Wieść o tym, że Easton przyjął wyzwanie panny Cabot, szybko rozeszła się po sali i w ciągu paru minut jeszcze większa grupa bywalców jaskini hazardu skupiła się wokół nich, żeby być świadkiem tego, jak debiutantka przegrywa wszystko w rozgrywce z nieślubnym synem zmarłego księcia Gloucestera. Rutherford, który nie potrafił znieść myśli, że debiutantka mogłaby być mu winna pieniądze, wycofał się z rozgrywki. Zostali tylko George i panna Cabot, która wyglądała na nieporuszoną. Jakie to typowe dla ludzi z Mayfair, pomyślał George. Nie przejmowała się tym, ile pieniędzy ojczyma przegra – dla niej zakłady i pieniądze brały się z powietrza. Kiedy podniosła stawkę do stu funtów, George spasował. Podziwiał ducha tej dziewczyny, ale nie miał sumienia wygrywać tak wysokiej kwoty od debiutantki. – Czy ojczulek na pewno zgodzi się zasilić pani sakiewkę taką sumą, panno Cabot? – zapytał. Otaczający ich mężczyźni nagrodzili to pytanie gromkim śmiechem. – To chyba zbyt osobiste pytanie, panie Easton. Może to ja powinnam zapytać, czy aby na pewno pan ma w kieszeni sto funtów w razie przegranej? Pyskata ta mała! George wyobrażał sobie, jaki zachwyt wzbudziły jej słowa wśród obecnych dżentelmenów. Rzucił na stół garść banknotów i puścił do niej oko. – Bardzo proszę. George wyłożył sekwencję trzech kart, z których najstarszą była dziesiątka. Mogła go pobić jedynie triconem lub trójką. – Jestem pod wrażeniem! – stwierdziła panna Cabot. – Od dawna grywam w tę grę. – Wierzę. – Podniosła wzrok i uśmiechnęła się do niego. George pojął, że został pokonany. Jej uśmiech był zbyt frywolny, zbyt triumfalny. Kiedy wyłożyła swoje karty, wokół stolika rozległy się westchnienia, a potem wybuchł aplauz. Panna Cabot pobiła go triconem, trzema dziesiątkami. George popatrzył na karty, a potem spojrzał jej w oczy. – Mogę? – zapytała i obu rękami zaczęła wpychać do sakiewki monety i banknoty ze stołu. Zabrała wszystko, aż do ostatniego grosika, do małej, wykwintnej torebeczki. Podziękowała George’owi i Rutherfordowi za to, że pozwolili jej poznać atmosferę jaskini hazardu, narzuciła pelerynę, wciągnęła rękawiczki i dołączyła do gromadki dziewcząt. George odprowadził ją wzrokiem, bębniąc palcami o blat stołu. On, doświadczony hazardzista, uległ debiutantce! I w tym momencie zaczęły się jego kłopoty z Honor Cabot. *** Coroczne wiosenne wieczory muzyczne u lady Humphrey, powszechnie znane jako Wydarzenie, wyznaczały tendencje mody, które miały obowiązywać w nowym sezonie, i każdego roku jedna dama wyróżniała się spośród pozostałych. W tysiąc siedemset dziewięćdziesiątym ósmym roku lady Eastbourne pokazała się w sukni z krótkimi rękawami kimonowymi, które zostały uznane za niezwykle risqué, ale tak pomysłowe zarazem, że przez kilka tygodni stanowiły temat rozmów w Mayfair. W tysiąc osiemset czwartym panna Catherine Wortham zaszokowała wszystkich deklaracją, że będzie nosiła taką bieliznę, aby każdy mógł dostrzec pod cieniutką muślinową suknią zarys jej nóg. A piękną wczesną wiosną tysiąc osiemset dwunastego roku największe wrażenie zrobiła panna Honor Cabot dopasowaną kreacją z wyzywająco głębokim dekoltem. Suknia musiała kosztować krocie, i to nie tylko z uwagi na bogate hafty i koraliki zdobiące jej obszycie, ale przede wszystkim dlatego, że została uszyta z najlepszego jedwabiu sprowadzonego z Paryża, a Wielka Brytania była w stanie wojny z Francją. Jedwab w kolorze piersi pawia cudownie podkreślał barwę jej oczu i odbijał się w drobnych kryształkach wpiętych w czarne jak noc zimowa włosy. Tak, nie ulegało wątpliwości, że panna Honor Cabot była zjawiskowo piękna. Zawsze doskonale skrojone stroje stanowiły jedynie dodatek do jasnej cery o kremowym odcieniu, z którą kontrastowały ciemne rzęsy oraz pełne, czerwone jak rubin wargi i zdrowy rumieniec na policzkach. Była pogodna z natury i miła w obejściu, a jej oczy skrzyły się radością, gdy rozmawiała z licznymi przyjaciółkami i wielbicielami płci przeciwnej. Miała reputację panny, która zdecydowanie wykraczała poza normy oczekiwanej od debiutantek układności i nieśmiałości. Wszyscy słyszeli o jej niedawnej eskapadzie do Southwark, a panowie z towarzystwa żartobliwie przylepili jej etykietkę awanturnicy. Ale pewnego wieczoru w miejskiej rezydencji Humphreyów przy Hanover Square podczas kolacji to nie piękna, wyzywająca suknia awanturniczej panny Cabot wprawiła w ruch języki wszystkich plotkarzy w Londynie. Tym razem chodziło o czepek. Prawdziwe dzieło sztuki! Zdaniem lady Chatham, samozwańczej ekspertki w dziedzinie stroju, musiał powstać w renomowanym zakładzie kapeluszniczym Lock and Company z St. James Street, który w swojej dziedzinie stanowił niedościgniony ideał. Czepek został wykonany z czarnej krepy i ciemnoniebieskiej satyny, zebranej z jednego boku w niewielki wachlarzyk, który trzymał się dzięki przypince z błyszczącego akwamarynu. Z wachlarzyka zwisały dwa niezwykle długie pawie pióra, które, zdaniem lady Chatham, musiały przypłynąć aż z Indii, ponieważ, jak powszechnie wiadomo, indyjskie pawie pióra zdecydowanie przewyższały pióra angielskich ptaków. Panna Monica Hargrove na widok tego czepka, zawadiacko osadzonego na ciemnej główce Honor, o mało nie dostała ataku apopleksji. Wieści rozchodziły się w Mayfair tak szybko, że informacja o scysji, do jakiej doszło w toalecie między panną Cabot a panną Hargrove, dotarła do miejskiej rezydencji hrabiego Beckingtona jeszcze przed powrotem panny Cabot. Honor nie zdawała sobie z tego sprawy, wślizgując się do domu, gdy piały pierwsze kury. Wbiegła szybko po schodach do zacisznej sypialni, rzuciła czepek na szezlong, zdjęła suknię uszytą specjalnie dla niej przez panią Dracott i natychmiast zapadła w głęboki sen. Jednak jakiś czas później została brutalnie obudzona, a kiedy otworzyła zaspane oczy, zobaczyła nad sobą buzię trzynastoletniej siostry. – Augustine prosi, żebyś przyszła – powiedziała Mercy, przyglądając się jej badawczo zza szkieł okularów w drucianych oprawkach. Mercy, podobnie jak Honor, miała czarne włosy i niebieskie oczy, natomiast pozostałe siostry: Grace, zaledwie o rok młodsza od dwudziestodwuletniej Honor, oraz szesnastoletnia Prudence były blondynkami o orzechowych oczach. – Augustine? – Honor stłumiła ziewnięcie. Nie była w nastroju na spotkanie z przyrodnim bratem z samego rana. Z samego rana? Spojrzała na zegar na kominku, który wskazywał wpół do dwunastej. – A czego on chce? – Nie wiem – odparła Mercy i usiadła w nogach łóżka. – Dlaczego masz sine kręgi pod oczami? Honor jęknęła.