W wierszach Karola Płatka jest dużo roślinności, dużo polityki, a wszystko co " duże" rozgrywa się u niego na bardzo małej, ograniczonej przestrzeni (mieszkanie, balkon, co najwyżej któraś z warszawskich dzielnic). Nie jest to jednak żadna nowa prywatność, ani ekopoezja, ani tym bardziej Karol Płatek nie jest przedstawicielem Krakowskiej Szkoły Poezji. Jego wiersze, choć mówią o rzeczach znanych, czyli o znanym wszystkim końcu, odmieniamy tutaj na rozmaite " prywatne" sposoby, to jednocześnie piszą się same (...) Płatek nie wymyśla języka na nowo, jego rekwizyty nie są tylko jego rekwizytami. Choć wydaje się, że Warszawa już na zawsze bodaj zostanie Warszawą Białoszewskiego, to Płatka wcale to nie martwi. Ponad oryginalność frazy wyżej ceni sobie fakt, że to, co pisze, po prostu się " czyta" i to czyta się dobrze. Z przyjemnością, niekiedy z rosnącym niepokojem... Rafał Różewicz