Section title
Romantyczny weekend - WYDANIA
1 wydanie

Romantyczny weekend
Wydawnictwo: harlequin
ISBN: 978-83-2911-315-1
ISBN bez myślników: 9788329113151
Typ okładki: Softcover
Liczba stron: 160
Data wydania: 2024-10-10
Język: polski (Polska)
Section title

Romantyczny weekend
Pierwsze wydanie: 2024-10-10
Przedstawiamy " Romantyczny weekend" nowy romans Harlequin z cyklu HQN GORĄCY ROMANS. Indy chce zrewitalizować zapuszczone Gilbert Corners. Aby zyskać rozgłos, proponuje pojedynek kulinarny pochodzącemu stąd szefowi kuchni i celebrycie, Conradowi Gilbertowi. Przyjmuje on wyzwania z całych Stanów i w swym programie telewizyjnym wygrywa wszystkie rywalizacje. Conrad nie chce wracać do rodzinnego miasta, ale zmienia decyzję, gdy widzi Indy w jej filmiku na YouTubie. Zaintrygowała go, wzbudziła w nim ciekawość. Zgadza się na konkurs, ale pod warunkiem, że jeśli wygra, Indy spędzi z nim romantyczny weekend... Fragment książki Conrad Gilbert w niczym nie przypominał bestii. Podwinięte rękawy białej kurty odsłaniały umięśnione przedramiona pokryte tatuażem, który wyglądał jak cierniste pnącza. Ręce wykonywały szybkie precyzyjne ruchy. Kiedy podniósł wzrok, by spojrzeć widzom w oczy, Indy Belmont poczuła ciarki na całym ciele. Dawno nie była na randce i dawno nie uprawiała seksu. Teraz w dodatku nie słyszała ani jednego słowa, które wypływało z tych idealnie skrojonych ust. Chciała je całować. Chciała być w objęciach mężczyzny, który swoim niskim zmysłowym głosem mruczałby: Indy, Indy… - Jak myślisz? – Lilith Montgomery, szefowa Stowarzyszenia Przedsiębiorców Main Street, wcisnęła pauzę, zostawiając na ekranie twarz Conrada. - Co, co? – spytała Indy półprzytomna. Jej program „ Hometown, Home Again” zdobywał coraz większą popularność i producenci nalegali, by kolejne miasteczko wzięła na tapetę i spróbowała je zrewitalizować. – Przepraszam. Zapatrzyłam się. - Tak, trudno od niego oderwać wzrok – przyznał Jeff Hamilton, radny miejski. – To co, zdołasz go przekonać, żeby przyjechał i zdjął z nas klątwę? Indy skinęła z uśmiechem głową. Pracowała z Conradem dla jednej stacji, toteż namówienie go, aby odwiedził Gilbert Corners, nie powinno nastręczać trudności. - Na pewno – odparła. – O co chodzi z tą klątwą? - To smutna historia. Tydzień po zamknięciu fabryki przez Gilbert International trójka spadkobierców starego Gilberta uczestniczyła w koszmarnym wypadku samochodowym. - Dwoje walczyło o życie. Od tego dnia miasto zaczęło wymierać. - Kiedy był ten wypadek? – spytała Indy, nie bardzo wierząc w klątwę. - Dziesięć lat temu. Akurat wtedy na skutek inflacji i spowolnienia gospodarczego wielu firmom w małych miastach, z których młodzież wyjeżdżała na studia, a potem nie wracała, niełatwo było utrzymać się na powierzchni. Indy podejrzewała, że to jest przyczyną pozamykanych sklepów, a nie klątwa. Ale klątwa to dobry temat dla telewizji. - Kawał czasu. Uważacie, że konkurs kulinarny pomoże miasteczku? Ona sama przeprowadziła się do Gilbert Corners półtora roku temu, kiedy kupiła upadającą księgarnię i wymagający remontu wiktoriański dom przy rynku. Po studiach rozpoczęła działalność jako youtuberka z niewielkim gronem obserwujących; opowiadała o remoncie domu w Lansdowne, który dostała w spadku. Kiedy dwa lata temu ludzie z kanału Home Living zaproponowali jej współpracę, miała już ogromną rzeszę fanów. Remont domu zakończyła i potrzebowała nowego projektu, zwłaszcza że mężczyzna, w którym od zawsze się podkochiwała, ożenił się z inną. Rewitalizacja Main Street, złamanie klątwy i uporanie się z własną przeszłością to spore wyzwanie, którego jednak chciała się podjąć. Miasteczko Gilbert Corners znajdowało się blisko Bostonu; mogło być prężnie rozwijającą się suburbią… - Od czegoś trzeba zacząć. – Lilith wzruszyła ramionami. – Dasz radę? - Na sto procent. – Indy nie miała wątpliwości. Opuściła ratusz i skierowała się w stronę parku, w którym chwasty zajęły miejsce kwiatów. Minęła pokryty bazgrołami pomnik czterech ojców założycieli i po chwili była w swojej księgarni, Indy’s Treasures. W gabinecie na zapleczu usiadła przy komputerze. Conrad Gilbert, sławny szef kuchni zwany Bestią, miał ciemne kręcone włosy, gęste brwi i oczy w kolorze nieba. Długa blizna przecinała jego lewy policzek. Na zdjęciu stał w kucharskiej bluzie, ze skrzyżowanymi na piersi rękami i widocznym na szyi tatuażem. Kto rzuci Bestii wyzwanie? – głosił napis pod zdjęciem. Indy czytała dalej: Conrad przyjmował wyzwania kulinarne z całych Stanów, przyjeżdżał do miasta, nagrywał „ pojedynek”, następnie puszczał go w swoim programie. Chętni mieli wypełnić formularz i zaproponować lokalną potrawę. - Super! - Podobno zgodziłaś się ściągnąć Bestię? Podniósłszy głowę, Indy ujrzała swoją przyjaciółkę i dawną współlokatorkę, Nolę Weston. Nola, stolarz samouk, dołączyła do zespołu Indy, kiedy ta zaczynała przygodę z YouTube’em. - Owszem. W ratuszu uważają, że jego wizyta pomoże miastu. - Nie wolałaś Dasha? On stale przyjeżdża do ośrodka opiekuńczego, w którym leży jego siostra. - Conrad ma własny program „ The Beast’s Lair”, miasto zyska rozgłos. Zresztą Lilith uznała, że z Dashem trudniej by mi poszło. - Trudniej niż z Bestią? W telewizji podkręcają jego „ zły” charakter, ale facet jest piekielnie arogancki i z nikim się nie liczy. Nie wiem, czy zechce ci pomóc. - Myślę, że zechce. W „ The Beast’s Lair” kucharz amator stawał do walki z Bestią. Jeśli wygrywał, dostawał trzysta pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Taka suma bardzo przydałaby się Gilbert Corners. Indy wypełniła formularz, proponując tradycyjną południową potrawę jednogarnkową – Low Country Boil – którą robiła według przepisu babki. Kilka razy częstowała nią swoją ekipę i wszyscy piali z zachwytu. Dwa dni później nadeszła odpowiedź: zgłoszenie zostało przyjęte. Indy usiadła w skórzanym fotelu należącym niegdyś do jej dziadka i zaczęła snuć plany, na co przeznaczy wygraną. Należy oczyścić park, pozbyć się graffiti z pomnika… Była podniecona! Nie, wcale nie perspektywą spotkania z Bestią. - Nie. – Conrad Gilbert nie lubił się powtarzać. Odstawił butelkę oliwy czosnkowej i obróciwszy się, popatrzył na producentkę swojego programu kulinarnego, Ophelię Burnetti. - Już napisałam, że przyjedziesz. - To napisz jeszcze raz, że się pomyliłaś. – Ponownie skupił się na pracy. Psiakrew, zwolni tę asystentkę! Nienawidził, jak mu przeszkadzano, gdy w kuchni eksperymentalnej opracowywał nowe receptury. - Nie wygłupiaj się, Con. Gilbert Corners jest blisko, a my musimy zapełnić dziurę po filmie, który nakręciliśmy na Kentucky Derby, a którego nie możemy udostępnić. - Możemy. - Zawodnik przeżył załamanie nerwowe. Rzucił w ciebie butelką burbona. Gdybyśmy to puścili, facet byłby skończony. A do Gilbert Corners możemy jechać już za trzy tygodnie. Conrad wyprostował swoją prawie dwumetrową sylwetkę i utkwił spojrzenie w producentce. Cholera jasna! Przysiągł sobie, że więcej nie pokaże się w GC, chyba że z wizytą u Rory. Nie znosił tego miejsca. - Jeśli się zgodzę, to przyjadę tuż przed konkursem i wyjadę, jak tylko skończymy nagrywać. - W porządku. Potrzebuję czterdzieści minut materiału. Obiecując, że prześle szczegóły jego asystentce, Ophelia ruszyła do drzwi. Conrad wyszedł z nią do części biurowej, gdzie asystentka siedziała wpatrzona w telefon. - Mnie przyślij – rzekł, po czym zwrócił się do asystentki. – A ciebie zwalniam. Wrócił do kuchni, lecz nie mógł się skupić na daniu, które tworzył. Myślał o Gilbert Corners, miejscu nazwanym tak na cześć jego rodziny, z którym jednak nie łączyły go żadne miłe wspomnienia. Dziadek był apodyktycznym człowiekiem, który opiekował się Conradem oraz jego kuzynem i kuzynką, odkąd ich rodzice zginęli w katastrofie lotniczej. Conrad miał wtedy dziesięć lat. W Gilbert Manor nigdy nie czuł się jak u siebie. Tęsknił za domem, w którym mieszkał z rodzicami. Ojciec z mamą go kochali; był ich małym księciem. Po ich śmierci dziadek zmierzył wzrokiem troje wnucząt i od razu wysłał je do szkół z internatem – Rory do jednej, a jego z Dashem, który był dla niego jak brat, do drugiej. Wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił do Dasha. - Gilbert, słucham. - Tu też Gilbert. - Jak leci, Con? - Muszę jechać do GC. - Musisz? Myślałem, że nikt ci nic nie może kazać. - Też tak myślałem. Ale Ophelia się mnie nie boi, a musimy nagrać odcinek, bo zrobiła nam się luka. Powiedz, co komu strzeliło do głowy, żeby mnie zaprosić? - Nie wiem. Wszyscy tam uważają, że przynosimy pecha. - No właśnie. Masz ochotę mi towarzyszyć? - Żartujesz? Raz w tygodniu bywam tam w ośrodku opiekuńczym. Wystarczy. - Co u Rory? – spytał Conrad, pocierając twarz. Blizna była pamiątką, z którą nauczył się żyć. Tamtej nocy wiele stracił, ale zdawał sobie sprawę, że był szczęściarzem w porównaniu z Rory i Dashem. Dziadek chciał, by chirurg plastyczny usunął mu bliznę, lecz Conrad się nie zgodził, bo się jej nie wstydził. - Bez zmian. Jej lekarz przechodzi ma emeryturę. Przy najbliższej okazji muszę pogadać z nowym. To kiedy się tam wybierasz? - Przyślę ci wiadomość, jak będę wiedział. Rozłączyli się. Conrad ponownie stanął przy stole. Na myśl o powrocie do Gilbert Corners miał ochotę coś roztrzaskać. Nieważne, że dziadek nie żył od ośmiu lat; GC zawsze będzie mu się kojarzyło z apodyktycznym starcem. Ophelia przysłała nazwisko osoby, która rzuciła mu wyzwanie: Rosalinda Belmont. Sprawdził ją w sieci: okazało się, że od niedawna mieszka w GC i ma własny program telewizyjny „ Hometown, Home Again” w tej samej stacji co on. Włączył krótki filmik zapowiadający odcinek w Gilbert Corners. Rosalinda miała ciemne włosy, twarz w kształcie serca oraz okulary. Zdjęcie przedstawiało ją, jak wchodzi do księgarni Indy’s Treasures na Main Street. Niżej widniał napis: Każda książka to przygoda. Nigdy nie przystępował do konkursu nieprzygotowany, dlatego przesłał informacje do prywatnego detektywa. Patrząc w duże brązowe oczy dziewczyny poczuł ciekawość, a może podniecenie; nie umiał tego określić. Chciałby wiedzieć, co ona knuje. - Ktoś wczoraj o ciebie wypytywał – powiedziała Nola, kiedy Indy wstąpiła do Java Juice. - Może jakiś bajecznie bogaty król z królową przypomnieli sobie, gdzie mnie zostawili. – Indy podała przyjaciółce termiczny kubek na kawę. Nie przejęła się wiadomością; nie miała nic do ukrycia. - Twoi cudowni rodzice byliby zdruzgotani, gdyby cię słyszeli. - Co ty! Obiecałam im, że jak zostanę odnaleziona, to podzielę się z nimi moją fortuną. Poranny szczyt minął, przy stolikach siedzieli stali bywalcy: Simone, która pracowała nad doktoratem; Pete, który planował kolejne gry dla grupy; oraz młode mamy, które rozmawiały, podczas gdy dzieci bawiły się w kąciku. Nola nalała przyjaciółce kawę z odtłuszczonym mlekiem. - Mogę powiesić ogłoszenie z prośbą o pomoc przy wyrywaniu chwastów? Trzeba doprowadzić park do lepszego stanu. Wiem, że ratusz powinien się tym zająć, ale… - Na razie zajmuje się naprawą dróg. Obejrzawszy się, Indy zobaczyła Jeffa Hamiltona. - No wiem, ale chciałabym, żeby miasto było zadbane. - Park figuruje na ratuszowej liście. O, mam pomysł. Moja żona June jest właścicielką szkółki roślin. Poproszę ją, żeby przywiozła kwiaty. Znalazłaś już sponsora? - Jeszcze nie. Ale w maju przyjeżdża Conrad Gilbert. Kiedy z nim wygram, dostaniemy całkiem ładną sumkę. - Jestem pod wrażeniem. Jak zdołałaś go namówić? - Zgłosiłam się do jego programu na pojedynek kulinarny. Chciała wszystkim pokazać urodę Gilbert Corners. Uwielbiała tutejszą architekturę, piękne wiktoriańskie domy na Main Street. Miasto miało ogromny potencjał. Omówiła z Nolą i Jeffem, który sklep warto wyremontować jako następny, zapisała w notesie kilka uwag, po czym z kubkiem kawy przeszła do swojej księgarni. Kochała zapach książek i rozmowy z klientami o ich ulubionych tytułach. Z kilkoma klientami poruszyła temat Conrada Gilberta. Wszyscy twierdzili, że przed wypadkiem był niesamowicie przystojny i piekielnie arogancki. Jedna osoba powiedziała, że zachowywał się tak, jakby nie cierpiał Gilbert Corners. Ciekawe. Czas konkursu nadszedł niespodziewanie szybko. Pierwszego maja Indy spakowała potrzebne składniki i brukowaną drogą, która prowadziła przez kamienny most łączący brzegi rzeki, ruszyła do Gilbert Manor. Na miejscu skierowano ją do rozstawionego w ogrodzie namiotu. Denerwowała się; czuła, że ktoś ją obserwuje. Na tle słońca zobaczyła postać mężczyzny ubranego w skórzaną kurtkę. Kiedy skierował się w jej stronę, wstrzymała oddech. Rozpoznała Bestię. - Dzień dobry, panie Gilbert. Miło mi pana poznać. - Dzień dobry, Rosalindo. Skrzywiła się w duchu, słysząc swoje imię. - Nikt tak do mnie nie mówi. – Uśmiechnęła się. – Jestem Indy Belmont. Dlaczego mi się pan tak przygląda? - Dlaczego zgłosiłaś się do mojego programu? - Bo… - zawahała się, po czym zrezygnowała z formy „ pan” – mieszkańcy Gilbert Corners wierzą, że na mieście ciąży klątwa związana z twoją rodziną. Z powodu tej klątwy miasto się nie rozwija, niemal zamiera. Prowadzę program... - Wiem. - Oglądasz go? – Już się nie denerwowała. Na żywo Conrad Gilbert był przystojniejszy niż w telewizji czy na zdjęciach i wyższy, niż się spodziewała – sama miała metr sześćdziesiąt pięć i sięgała mu zaledwie do ramienia – a blizna na policzku jedynie dodawała mu seksapilu. Emanował siłą. Sprawiał wrażenie człowieka, który wie, czego chce i to bierze, nie oglądając się na nikogo. Nie żeby ktoś śmiał się mu sprzeciwić. Wpatrywał się w nią tak intensywnie, że ciarki chodziły jej po skórze. Dawno nikt się jej tak nie przyglądał. Poprawiła okulary i rozciągnęła usta w uśmiechu. - Może zanim zaczniemy kręcić, napijemy się kawy i… - Nie – warknął, nie odrywając od niej wzroku. – Co wiesz o klątwie? - Zawsze jesteś takim ponurym dupkiem? - Dupkiem? Raczej człowiekiem skupionym na zadaniu. - To twoja subiektywna ocena. – Po tych słowach okręciła się na pięcie i odeszła.