Rychło też ukazali się pachołcy katowscy niosący na drągu ofiarę, gdyż ona me mogła dotknąć ziemi. Była w pełni odziana i skrępowana w sposób przewidziany procedurą - miała związaną prawą nogę z lewą ręką, a lewą nogę z ręką prawą, przez co plecy wyginały się niczym dno łodzi. Powinna była nimi właśnie dotknąć powierzchni wody, zanim sznury, na których będzie opuszczana, zostaną zluzowane. Jakoż wkrótce dostrzeżono, jak kaci unieśli ją w górę, zawiesili na sznurach na zewnątrz bariery i popuszczając je ostrożnie i wolno coraz bardziej zbliżali do powierzchni wody. Kiedy zaś dotknęła jej plecami, zluzowali sznury. Spódnice pławionej rozpostarły się szeroko po wodzie, a ona sama wygięta w pałąk kołysała się na powierzchni. - Nie tonie! Patrzcie, ludzie, nie tonie! - rozległy się krzyki zdumienia, a zaraz potem i wrzaski gniewu: To czarownica! Baba przeklęta! W ogień z nią! Ani chybi nieczysty ją wspiera!