Amok Okrążeni przez fale śpiewali o lecie, chwiejąc się na deskach. Tańczyli bez wdzięku i nie mieli żalu. Spodziewali się nocy, która nie nadejdzie. Wyznawali miłość pierwszym lepszym krajom. Im puls Trwa monolog kołyszącej się mowy i nie wiem, gdzie jest koniec miłości, która bierze się z niczego, mimo języka, mimo słów. Starzeje się krew i miasto, rosną ulice i gałęzie i nie wiem, gdzie jest koniec czasu, który bierze się ze wszystkiego, tak jak smak i brak smaku, i też się starzeje, gdzie jest ten protest, jego kąt i owal, który się w tobie zachował. Oj Twój sen o ojczyźnie nie może się zacząć bez uprzedniego upadku słów i widoków, którymi straszono dzieci. Więc kiedy znowu wszystko się skończy aktem oddolnej rezolucji zwanej czasem miłością, będą w niej latać ptaki, po to, by znów się odbijać w jeziorze o niepokonanych kształtach. Zmieniam czas na ten, który lubisz, więc karze się śnieg. W grudniu liście są czarne jak małe madonny, nad ranem leży na nich srebro, które niechętnie topnieje. Twój sen o ojczyźnie nie wie, gdzie się podziać. Ma wielkiego pecha, bo jest tylko snem, dodając na koniec: moje oczy nie wiedzą, gdzie się mają podziać, gdy znikasz za drzwiami, one skrzypią za tobą: oj, czy zna to skrzypienie? (fragmenty książki)