Wyemancypowany człowiek XIX wieku, " zabiwszy ostatnich bogów", zastąpionych kupieckim ideałem bogacenia się, stanął oko w oko z nicością. Coraz głębszy, pod wpływem współczesnych stosunków i wydarzeń, nihilistyczny pesymizm poety łagodziła jednak - obok słodkiej melancholii sporadycznych ucieczek do utraconego raju wczesnej młodości - podwójna satysfakcja. Pierwszą, negatywną, dawało poczucie pogardy dla nieczułego, tępego, wrogiego otoczenia: " napychaczy kieszeni", cynicznych niszczycieli tej przyrody, której niegdyś rodzaj ludzki stanowił część nierozłączną, bezwzględnych wyzyskiwaczy, rozpartych w swej nicości filistrów, powierzchownych hulaków, ogłupionego motłochu. Leconte de Lisle jest poetą kontrowersyjnym, a więc takim, o którym czytuje się i słyszy najrozmaitsze, nierzadko biegunowo sprzeczne sądy... /z przedmowy Janusza Strasburgera/