popielniczka teraz to nie budynek teraz to nie dom dla mamy dla taty dla mnie i warzyw w lodówce nie teraz to nie chata nie dom – nie forteca i już nie cztery ściany (nawet nie zasługuje na to żeby nazwać go walizką lub plecakiem) to tylko wielka czarna okopcona popielniczka do której pali Bóg łapiąc dym a wypuszczając z ust muszki 15 sierpnia 2013, Kijów Morele w kaskach Przekwitły morele Donbasu Wszystkimi odcieniami nieba Założyły morele kaski Wiosna minęła Było ich dwudziestu Same chłopy na schwał Przed trzydziestką Według praw równań Zostało ich dwudziestu Tylko nie ma do czego równać: Trzymali się Na włosku Stalowego drutu Stali w klatce Jak w arce Noego Po potopie Spadła betonu tona Na klatkę Oni wypadli Rozgniotło ich w spadku swobodnym Stali się swobodni Tak – wolni Jak drzewa morelowe Wyrwane z korzeniami Było ich dwudziestu I zostało dwudziestu Do nich równano Według praw równań Kiedy ciągnięto dalej rząd Na cmentarzu A mój tato nie zdążył się z nimi Zrównać Mój tato wtedy zastygł jak węgiel A oni wznosili się coraz wyżej i wyżej W gumowcach I z manierkami bez wody I z ciałami jak manierka Wznosili się do aniołów Aż tam I teraz babcie wnukom Snują opowiastkę O morelach W kaskach (fragmenty książki)