W Już żywym, jeszcze umarłym Łukasz Jarosz w właściwy dla siebie sposób odkrywa paradoksalną materialność wiary oraz wszystkich związanych z nią nadziei i rozczarowań. Nie jest to już tylko ciało Chrystusa kładzione na język. Podmiot deklaruje „ Wierzę, / bo mogę sobie jeszcze wyobrażać”, ale równocześnie „ Za oknem świat – zimne jajo złożone / przez Boga”. Wiersze Jarosza prześladuje doświadczenie nieobecności, która nie równa się pustce, a wielokrotnie wydaje się nawet bardziej namacalna niż wszystko to, co jest. Podobnie jak poprzednich tomach, poeta wygrywa konkret i szczerość wyznania. Poezja Jarosza żyje w szczegółach, w boleśnie precyzyjnych wspomnieniach i w odwadze do refleksji nad sprawami najważniejszymi. Podmiot zna śmierć, dlatego jeśli o coś pyta, to pyta o życie, które w odpowiedzi ujawnia się w codziennej rutynie, innym razem okazuje się jawą, przeciwieństwem snu, a czasem przypomina kolkę córki: „ czy biorę ją na ręce i przytulam, czy odkładam / do łóżeczka – tak samo płacze”.