się, wyróżnione ostatecznie przez Taranka kursywą, nie jest Się Heideggerowskim, w polskim tłumaczeniu Bycia i czasu pisanym wielką literą, „ bezosobową” siłą „ opinii publicznej”, „ dominacją” lub – jak sugerują inni tłumacze – „ dyktaturą”, bądź „ władzą” innych1. W ten sposób mógł sobie myśleć jeszcze wesoły grajek, Edward Stachura, w swoim Się. Pewien model myślenia, także poetyckiego, chyba się nieodwołalnie zeszpecił. Za pomocą się można jednak sięgnąć nieco dalej, gdzieś w rewiry Pułki, którego głos jest tu słyszalny (tak, jak i Kopyta, Góry czy Rybickiego),do samych warunków podmiotowości, na moment przed pełnym wgraniem kartridża z napisem „ polszczyzna”. Jeśli nawet się może nas, odpowiednio przyrządzone, zachęcać czasami do myślenia w kategoriach bezosobowych (jak we frazach: „ zrobi się”, „ mówi się” etc.),to mimo wszystko spróbujmy zrównoważyć te presupozycje, łącznie z czcigodnym Heideggerem, zalecałbym wręcz badanie się z różnych perspektyw. Kto nie widzi ja, jest ślepy; kto nie widzi podmiotu, pomylił książki. Powtarzam za Tarankiem: bokser jedzący posiłki w rękawicach, człowiek, który kawę robi w kubku od kawy, marzy o tym, kim będzie, gdy już dorośnie, ogląda pokemony, gdy upadają dwie wieże… – z posłowia Arkadiusza Wierzby, redaktora tomu