Recenzja: Nowy tomik poezji " Kto zatrzyma perseidy" autorstwa Maksymiliana Tchonia lśni gniewną dojrzałością. Dlaczego? Bo mimo młodego wieku, to poeta dojrzały, którego twórczość oparta jest na głębokich przemyśleniach egzystencjalnych. To autor, u którego słowo dryfuje początkowo wolno, niczym strumień wpływający ze źródełka, aby następnie coraz śmielej płynąć rwącym z gór potokiem. Teksty zawarte w ostatnim tomiku kontemplują żywioł ognia, wody, ziemi - natury, której nie można okiełznać jednym słowem. To „ poezja marsjańska” poszukująca korzeni we Wszechświecie pełnym niezbadanych gwiazd, rozpędzonych perseid lecących donikąd. Światów równoległych, których nie da się zatrzymać. Poezja Maksymiliana Tchonia jest jednocześnie krytyką tego, że nieustanne poszukiwanie magii w kosmosie, zamiast w codzienności, zabarwione jest solipsyzmem. Myślenie, że codzienność jest tylko i wyłącznie magią, na którą nie mamy wpływu oznacza tyle, co myślenie, że nic nie jest tym co widzimy wokół nas. Poeta ostro przeciw temu protestuje, co wspaniale wyraża jego wiersz: " Na początku, pomiędzy, na końcu" Wolę kłaść się do snu usprawiedliwieniem poezji Ubiegać się o urząd myśli czystej grać na instrumentach uczuć Prawdę prowadzić trzeźwo zamykać księgi dłońmi obmytemi surowym pięknem Otulać twe ciało jak otula się dziecko pieczęcią wzdychania monsunu ukraść jabłko, którego nie było dotyczy to mnie i ciebie Zdobądź ten szczyt zimą, a dam ci wszystkie lata na wieczność i wygony łez otarte źdźbłem jutra bo kocham Ciebie – tym, co było na początku i tym, co będzie na końcu Jego poezja, wbrew pozorom ostrości i złożoności słów, pełna oszczędnych metafor i przenośni, które na pewno nie kokietują czytelnika, tak naprawdę ukrywa poetę wrażliwego, prawie romantycznego. Śmiało można powiedzieć, to Gustaw współczesnej literatury ujawniający surowe poczucie polityki i niesprawiedliwości. Ze swoich tekstów tworzy on nowy rodzaj wiersza narracyjnego, który ma wszystkie zalety czytania dobrej lektury. Przybliżania czytelnikowi najdrobniejszych szczegółów otaczającej nas codzienności. Bycia między jawą a snem. To poezja z prawdziwą ambicją, która chce nas i skarcić i przytulić – jest i duża, jak Galaktyka, i mała, jak pędzące na koniec Wszechświata Perseidy. Z tego zaangażowania w przeszłość i kosmiczną przyszłość wyłania się rodzaj estetyki opartej na idei, że ciało zamieszkuje i istnieje poprzez przestrzeń, tak jak poeta zamieszkuje i istnieje zawieszony pomiędzy innymi światami, tkwiącymi w nim niczym bolesna zadra, którą bólem wiersza próbuje wykrzyczeć. Autor: Lech Tkaczyk, Prezes Wydawnictwa ASTRUM