„ Jeszcze nie już / ale już nie jeszcze” głosi raport o stanie człowieka zewnętrznego Marcina Barana z wiersza zamykającego jego nową książkę poetycką „ Darń”, która ukazuje się dwanaście lat po poprzedniej „ Niemal całkowitej utracie płynności” oraz jedenaście po tomie wierszy zebranych. Poeta pozostaje wierny wypracowanej przez siebie dykcji i kreowanemu bohaterowi – programowo wycofanemu, choć kąśliwemu ironiście; błyskotliwemu, choć metodycznie wątpiącemu obserwatorowi (m. in. przemian obyczajowych); obsesyjnie zanurzonemu w zwodniczej i kuszącej cielesności (nie tylko erotycznej); mistyce codzienności czy soteriologii (osobistej, a jeśli nie – z pewnością wolnej od ducha akwizycji). Coś jednak uległo zmianie: może zdradza to większa czułość, z jaką opisuje miejską faunę i florę? Może ton, który podnosi w kilku momentach, by moralizować i kpić? Może wpływ na to mają chmury, w których da się zobaczyć coraz więcej? Czas – przemijanie – rozpad – śmierć? Nimi akurat podszyty jest cały poetycki projekt autora „ Gnijącej wisienki”. Może więc: tajemnica?