„ przetrwają tylko (jak zawsze) mity” – pisze w wierszu „ pangea proxima” Marzena Orczyk-Wiczkowska i sama ocala skrawki opowieści, z której wywodzi się nasza kultura, a więc i poezja. Cywilizacje rodzą się i upadają, ale ta książka dowodzi, że nie giną bez śladu, dopóki żyją poeci. Oni zbierają te ranne pieśni i śpiewają aż do chwili, kiedy rodzi się kolejny świat. „ Gdybyż poeta umiał potraktować swój śpiew jako manię, lub jako obrządek, gdybyż oni śpiewali jako ci, którzy muszą śpiewać, choć wiedzą, że śpiewają w próżni” – słowa Gombrowicza mogłyby być mottem całej książki, nie tylko jednego z wierszy, ponieważ jest ona pieśnią, która wyśpiewana zostać musiała. Pieśnią będącą pytaniem o człowieka, o jego początek i koniec, ale też o drogę od jednego do drugiego. Pieśnią, która pytania stawia, ale odpowiedzi musimy poszukać sami. Joanna Chachuła