Kołczan Książek
Autorzy/Natalie Anderson/Gdy pojawiłaś się ty (ebook)
Gdy pojawiłaś się ty (ebook)
Profil książkipolski (Polska)
Książka · 1 wydanie

Gdy pojawiłaś się ty (ebook)

NANatalie Anderson
2022
pierwsze wydanie
160
stron
polski
język
1
wydanie

Javier Torres przyjeżdża na Galapagos, by nadzorować przebudowę swojego nowego hotelu. Przyciągają go również wspomnienia. Osiemnaście miesięcy temu poznał tu rudowłosą dziewczynę, Emerald Jones, z którą spędził najpiękniejszą noc w swoim życiu i o której nie potrafi zapomnieć. Nie mieli szans się więcej spotkać – on przedstawił jej się jako surfer Ramon, a ona, turystka, wyjechała, nie wiadomo dokąd. Gdy tak rozmyśla nad niemożliwym, nagle ze sklepu wychodzi Emerald. Nie jest sama. Na rękach niesie małe dziecko… Javier Torres porzucił przeglądane dokumenty na rzecz wyglądania przez zaciemnione okno SUV-a. Jego kierowca wyskoczył do pobliskiego sklepu po coś do picia. Było późne popołudnie, pogoda wspaniała i powinien czuć się w pełni usatysfakcjonowany życiem. Wracał bowiem do raju, czyli na Santa Cruz, zaludnioną najgęściej z całego archipelagu wysp Galapagos, należących do najbardziej fascynujących miejsc na ziemi. Przybył nadzorować rozpoczęcie przebudowy hotelu, w który niedawno zainwestował. Jednak zamiast satysfakcji czuł niepokój i, choć bardzo się starał, nie potrafił uwolnić się od wspomnienia poprzedniego pobytu tutaj. A ściślej, od wspomnienia pewnej uroczej rudowłosej. Musiała go zaczarować, bo nie znajdował innego określenia na to, co się między nimi wydarzyło i przez osiemnaście miesięcy, które od tamtego czasu upłynęły, regularnie widywał ją w snach. Oczywiście już wcześniej miewał takie przygody. Ona natomiast była niewinna i wiele z tego, co się tamtej nocy wydarzyło, okazało się dla niej nowością. Przyjechała aż z Australii, a kto wie, gdzie znajdowała się teraz. Kiedy obudził się następnego ranka, już jej nie było, a on musiał wrócić na stały ląd, by zdążyć na samolot. Przez cały ten czas nie potrafił o niej zapomnieć. Śnił o niej nocami i marzył w dzień, choć wcześniej właściwie nie miewał marzeń. W dodatku zupełnie przestały go pociągać inne kobiety. Tłumaczył to nawałem pracy, ale wiedział, że prawda leży gdzie indziej. Powrót na wyspę tylko dodał wspomnieniom wyrazistości. I nagle obiekt jego marzeń zmaterializował się tuż przed nim. Dziewczyna zwyczajnie wyszła ze sklepu, niby wytwór jego udręczonej wyobraźni. Wszystko było tak jak zapamiętał: burza złocistorudych włosów i uroczo bujne kształty. Zapadł głębiej w siedzenie i sycił się upragnionym widokiem. Przy tamtym pierwszym spotkaniu zobaczył ją, zanim ona dostrzegła jego. W jasnozielonym bikini wyglądała jak ucieleśnienie erotyzmu. Teraz rozmawiała z parą młodych ludzi, którzy wyszli za nią ze sklepu. Młoda dziewczyna podała jej telefon i para ustawiła się do zdjęcia. Rudowłosa pstryknęła kilka ujęć i odwróciła się, by odejść. Opuszczający właśnie sklep kierowca uśmiechnął się z aprobatą. Javier tkwił nieruchomo, wpatrzony w kształtne biodra i uda w obcisłych dżinsach. Rozpięta luźna koszula khaki odsłaniała białą koszulkę na ramiączkach, podkreślającą wspaniałe piersi. Obrazu całości dopełniała burza złocistorudych włosów spiętych w węzeł na czubku głowy, wysokie kości policzkowe i pokryta piegami skóra. Do Javiera napłynęło cudowne wspomnienie jej miękkiego, ciepłego wnętrza. Rudowłosa uśmiechnęła się promiennie. Natychmiast zaczął się rozglądać, ciekaw, do kogo, i zobaczył starszą kobietę idącą wolno ścieżką. Miała na rękach dziecko, ciemnowłosego chłopczyka, który roześmiał się radośnie i wyciągnął rączki do rudowłosej. Javier błyskawicznie zebrał fakty, dokonał kalkulacji i wyciągnął porażający wniosek. Z całą pewnością to tę dziewczynę uwiódł przed niespełna rokiem – słodka syrena z plaży miała na imię Emerald, a chłopiec musiał być owocem tego krótkiego romansu. Falą napłynęło poczucie winy. Urodziła jego dziecko, a on o niczym nie wiedział. Nie mogła się z nim skontaktować, bo tamtej nocy beztrosko zataił przed nią swoją tożsamość. Przyjrzał jej się raz jeszcze i tym razem poza kuszącymi krągłościami i burzą wspaniałych włosów dostrzegł wyblakły i wystrzępiony brzeg koszulowej bluzki, łaty na dżinsach i cienie pod oczami. Świadectwo ubóstwa i wyczerpania jeszcze pogłębiło jego poczucie winy. Nigdy nie planował dzieci ani małżeństwa. Żył pracą, budując małe imperium biznesowe, a wewnętrzny niepokój łagodził, podróżując. Nie pragnął głębszych relacji ani odpowiedzialności za drugą osobę. W obliczu własnych nieciekawych doświadczeń, perspektywa ojcostwa nie wydawała się pociągająca. Nie życzył żadnemu innemu dziecku tego, czego sam doświadczył. Tymczasem taki właśnie los zgotował własnemu synowi. Gwałtownie zapragnął to naprawić, zapewnić dziecku opiekę i bezpieczeństwo. Nie miał tylko pojęcia, jak się do tego zabrać… Emerald Jones spojrzała na zegarek. Jeszcze kwadrans i będzie miała Luke’a z powrotem. Choć minęła zaledwie godzina, już bardzo za nim tęskniła. Nie było jej łatwo, ale i tak była bardzo wdzięczna swojej szefowej za pracę w małym sklepie. Przez większość zmiany mogła mieć synka blisko, w małym kojcu ukrytym za ladą. Jednak chłopczyk rósł i stawał się coraz bardziej ruchliwy i przedsiębiorczy, niedługo więc trudno będzie go tam utrzymać. Na razie była zbyt zmęczona, by wymyślić inne rozwiązanie. Szczerze mówiąc, żyła z dnia na dzień. W progu sklepu stanął ktoś wysoki, a kiedy przesunął się w miejsce lepiej oświetlone, omal nie krzyknęła. Osiemnaście miesięcy temu jej świat się zawalił i nigdy nie wrócił do normalności, a teraz dla odmiany stanął na głowie. – Ramon? Czekoladowo-kawowe oczy zajrzały w głąb jej duszy. Po kolei rejestrowała szczegóły. Grafitowe spodnie, biała koszula z podwiniętymi do łokci rękawami, odsłaniającymi mocne, opalone przedramiona, fascynujące oczy. Nikt inny nigdy nie wywarł na niej takiego wrażenia. Nagle coś w tym obrazie zgrzytnęło. Przypomniała sobie, że ją oszukał, bo wcale nie był „ Ramonem”. Nie zdradził jej swojej prawdziwej tożsamości ani powodu przyjazdu na wyspę. Za to ją wykorzystał. Pokazała mu piękne miejsce, a on je bezczelnie ukradł. W tej samej chwili napłynęły inne wspomnienia, sekretne, które próbowała głęboko pogrzebać. Ciało i niewinność oddała mu bardziej niż chętnie. Spędzili razem magiczne chwile, których nie żałowała, nawet kiedy odkryła jego nieuczciwość. Tym bardziej że owocem ich romansu był mały chłopczyk, o którym on nie wiedział. Luke. Teraz nagle uświadomiła sobie, że mógłby go jej odebrać równie łatwo, jak wziął jej niewinność, co przeraziło ją nie na żarty. Radosną ekscytację wywołaną jego widokiem zastąpił lęk i poczucie winy. Powinna mu była powiedzieć o synu. I będzie musiała to zrobić. Ale nie tutaj i nie w tej chwili, kiedy Luke mógł lada chwila wrócić ze spaceru z Connie. Przede wszystkim musi go skłonić do wyjścia, a później zastanowi się, jak to przeprowadzić. – Emmy… – Był trochę spięty, ale uśmiech miał wciąż olśniewający. Starała się nie poddać jego urokowi. Bo, jak zdołała się dowiedzieć, mężczyzną znanym jej jako luzacki surfer „ Ramon” był Javier Torres, miliarder, inwestor, playboy i łajdak. Kiedy w kilka miesięcy po urodzeniu Luke’a poznała jego prawdziwą tożsamość, nie chciała go już nigdy widzieć. Był w stosunku do niej nieuczciwy, kłamstwo przychodziło mu bez trudu, a do tego dysponował ogromną władzą. Początkowo była zbyt zła, by się z nim skontaktować, potem zbyt przestraszona jego możliwościami. I choć wiedziała, że to złe, nie miała wyboru. W dzieciństwie nieraz została oszukana, a i sama też nieraz skłamała. Jednak choć go rozumowo odrzucała, nie umiała sobie poradzić z istniejącą pomiędzy nimi chemią. Fizycznie tęskniła za nim bardzo i nieustannie prześladował ją w snach. Teraz czas naglił. Luke z Connie mogli lada chwila wrócić ze spaceru. – Dzień dobry… – Rozciągnęła zdrętwiałe wargi w promiennym uśmiechu. – Mogę w czymś pomóc? – Nie – odparł, nie odrywając od niej intensywnego spojrzenia. Wyglądał nawet atrakcyjniej, niż zapamiętała, ale dostrzegła też cień zarostu, ciemne kręgi pod oczami i pewną nerwowość w zachowaniu, której nie zauważyła wcześniej. Patrzył na nią tak samo jak tamtej nocy, kiedy ją uwiódł. Nie mogła pozwolić, by stało się to ponownie. Dla dobra Luke’a i jej samej. – Minęło zbyt dużo czasu, Emerald – powiedział miękko. – Co ty na to, żeby dziś zamknąć wcześniej? – Uśmiechnął się, ale oczy pozostały poważne. – Wybralibyśmy się na przejażdżkę i porządnie przywitali? – Słucham? – Za gardło ścisnął ją lęk. – Nie mogę wyjść wcześniej. – Nie? A podobno jesteś z natury wolna i spontaniczna. – Jestem w pracy. I ma dziecko, o którym mu nie powiedziała. Źle się stało. Powinna go była poinformować, jak tylko poznała jego prawdziwą tożsamość. Przecież obiecała sobie więcej nie kłamać. Miała tego dosyć w domu rodzinnym. Niestety za bardzo się bała jego reakcji. Kto wie, jak by się zachował, gdyby się dowiedział, co matka jego syna ma na sumieniu? – Nie sądziłem, że cię tu jeszcze spotkam – powiedział lekko. – Wyobrażałem sobie, że podróżujesz po świecie, a ty przez cały ten czas byłaś na Galapagos? – Tak. – Przełknęła nerwowo i spojrzała na zegar. – Nie wiedziałem, że pracujesz. – Nie rozmawialiśmy o tym. – Zerkała na drzwi. W każdej chwili mogła się spodziewać Connie. – Pracuję i nie mogę dłużej rozmawiać… Jego uśmiech przygasł, ale spojrzenie stało się intensywniejsze. – A tak naprawdę, to dlaczego nie chcesz ze mną wyjść? – zapytał bardzo spokojnie. – O co ci chodzi? – Strach zaczynał ją osaczać. – Mam pracę, a jak widzisz, jestem tu sama. W tym momencie usłyszała radosne gaworzenie i w drzwiach stanęła Connie z chłopcem w ramionach. Stało się. Będzie musiała w końcu powiedzieć prawdę. Naprawdę żałowała, że nie przygotowała się do tego wcześniej, zbyt zajęta opieką nad dzieckiem i staraniem o związanie końca z końcem. – Dzięki, Connie – powiedziała. – Zabierzesz go na górę? Przyjdę do was, jak tylko będę mogła. Starsza kobieta zerknęła ciekawie na Javiera. Chyba i ona domyśliła się prawdy. Na szczęście nie odezwała się ani słowem, tylko odwróciła się na pięcie i wyszła, zabierając ze sobą chłopca. – Kto to? – zapytał Javier, jak tylko zniknęła na schodach. – Moja szefowa. – Starała się unikać jego wzroku. Javier przyglądał jej się posępnie. – Miałem na myśli chłopca. Emmy wpatrywała się w niego pustym wzrokiem. – Jak mu na imię? – zapytał aż zbyt spokojnie. Nie była w stanie wymyślić żadnego sensownego kłamstwa. – Jak mu na imię? – powtórzył, tym razem ostrzej. Nie potrafiła skłamać. – Luke. – A na drugie? Najwyraźniej już wiedział, że to jego syn. Co zamierzał? Bo coś na pewno, czytała to z jego wzroku i była przekonana, że nie może mu ufać. – Lucero Ramon Jones, czy tak? – Trafnie potwierdził jej obawy. – Widziałeś jego akt urodzenia? – spytała bez tchu. – Zostawiłaś rubrykę „ ojciec” pustą. Jakim cudem zdołał dotrzeć do aktu urodzenia? Od jak dawna tu był? – Dlaczego? – Miałam powód – odparła, napędzana gniewem i adrenaliną. – Nie jestem pewna, kto jest ojcem. – Na pewno? – Pytająco przechylił głowę. – Oboje wiemy, że daty pasują. Byłem twoim pierwszym kochankiem i nawet dałaś mu imię po mnie. – Dałam mu imię po mężczyźnie, który mnie okłamał. Nawet mi nie powiedziałeś, jak się naprawdę nazywasz. Wpatrywał się w nią milcząco i tylko mocno rozszerzone źrenice świadczyły o przeżywanych emocjach. – A jak się naprawdę nazywam? Wpadła w pułapkę. Teraz wiedział, że ona wie, że ją oszukał. Nie pozostało jej nic innego, jak odpowiedzieć szczerze. – Javier Torres. – Javier Ramon Torres. Przymknęła oczy. To imię było jedynym, co mogła dać synkowi przy urodzeniu. Kiedy się dowiedziała, że Ramon to w rzeczywistości Javier, czuła się zdradzona i upokorzona. – Od jak dawna wiesz? – Od niedawna – odparła. – Odkąd media podały wiadomość o posiadłości Flores. O posiadłości, którą mu pokazała. Jej ulubionym miejscu na ziemi. Jej sanktuarium. Była naiwna, dzieląc się czymś tak bliskim jej sercu z nieznajomym. Pożądanie wydrenowało jej mózg. A on kupił to miejsce i teraz zmieniał je z urokliwego ustronia w elegancki hotel. Okazał się brutalnym, bezwzględnym i zachłannym biznesmenem, zupełnie niepodobnym do bóstwa, które ją tak urzekło na dzikiej plaży. – Minęło kilka miesięcy, a jednak się do mnie nie odezwałaś. – Okłamałeś mnie – bąknęła w odpowiedzi. – Oboje kłamaliśmy. – Dlaczego chciałaś mi wmówić, że nie wiesz, kto jest ojcem? – Bo długo nie wiedziałam. – Trzeba się było odezwać od razu. Miał rację i jej nie miał, bo przecież jednocześnie dowiedziała się o jego nieuczciwości. – Nie wiedziałam o tobie nic ponadto, że mnie okłamałeś – broniła się desperacko. – Nie byłam nawet pewna, czy ten łajdak opisany w gazecie to naprawdę ty. Słabe

Wydania

1 wydanie · sortuj: najnowsze
Gdy pojawiłaś się ty (ebook)harlequin978-83-2767-891-197883276789112022-03-03polski (Polska)160Softcover