W najnowszej książce szczecińskiego badacza nie zabrakło zwierząt, natomiast znikają bezpośrednie odwołania do Zagłady. Piotr Krupiński oddala się od ekstremalnych obrazów przemocy i masowego mordu, lecz nadal zajmuje go ludzko-zwierzęca wspólnota losu, zwierzęco-ludzkie dzielenie bólu i cierpienia. (…) Krupiński nie oprowadza nas tym razem po literackim zwierzyńcu ani nie tropi w piśmie animalnych śladów, lecz zatrzymuje uwagę na pojedynczych obrazach, motywach, symbolach czy frazach dotyczących zwierząt, ale skondensowanych niby magiczne zaklęcie i równocześnie stanowiących „ klucz” interpretacyjny (temat wyobraźni) do czytanego dzieła. Zwierzęce motywy czy figury traktuje jak psychoanalityk, krytyk tematyczny (psychokrytyk) i archaiczny wróżbita zarazem. Szczeciński filolog stosuje tu metodę augura pochylonego nad wyrysowanym obszarem badawczym (templum) i zarazem mikrologa (do czego się przyznaje) permanentnie skupionego na tym, co małe i błahe (z pozoru). Dlatego preferuje niewielkie formy literackie, głównie opowiadania (Flukowskiego, Pankowskiego, Nowakowskiego),zaś u Głowińskiego wypatruje „ mały szkic oniryczny”. Szczególnie pociągają go teksty pisane „ na boku” (Flukowski był znany jako poeta, Głowiński – jako literaturoznawca),a jeśli przywoła pisarkę tak renomowaną jak Nałkowska, to postawi ją w cieniu giganta – Witolda Gombrowicza. z recenzji prof. Aleksandra Nawareckiego