# Z tobą przez życie / Nowojorski duet

Canonical: https://www.kolczanksiazek.pl/pippa-roscoe/z-toba-przez-zycie-nowojorski-duet

![Z tobą przez życie / Nowojorski duet](https://quivercdn.com/covers/harlequin/pippa-roscoe/z-toba-przez-zycie-nowojorski-duet_978-83-2912-341-9-dbedccbc.jpg?v=2026-09-19%2002%3A22%3A27)

- Autorzy: [Pippa Roscoe](https://www.kolczanksiazek.pl/pippa-roscoe), [Tara Pammi](https://www.kolczanksiazek.pl/tara-pammi)
- Język: pl_PL
- Data wydania: 2026-10-13

## Opis

Przedstawiamy " Z tobą przez życie" oraz " Nowojorski duet", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE DUO. Leander Liassidis miał wyświadczyć przyjacielską przysługą Helenie i ożenić się z nią, żeby mogła odziedziczyć spadek po ojcu. Jednak w dniu ślubu znika, prosząc brata, by zamiast niego stanął na ślubnym kobiercu. Leonidas i Helena poróżnili się przed laty i od dawna nie mieli ze sobą kontaktu. Teraz biorą ślub i grają swoje role przed mediami, ale są wściekli na Leandra. Nie domyślają się, że zrobił to specjalnie, bo wiedział, co naprawdę do siebie czują… Stefan Bianco od dawna próbuje znaleźć dowody na oszustwa finansowe Jacksona Smitha. Ku wielkiemu zdumieniu na jednym z przyjęć w Nowym Jorku dostrzega u boku Smitha piękną Clio Norwood, w której przed laty był zakochany. Ostrzega ją przed Jacksonem. Clio początkowo nie wierzy, lecz szybko przekonuje się, że Smith ją oszukuje i zdradza. Wówczas zgadza się pomóc Stefanowi, oczekuje jednak od niego czegoś w zamian… Fragment książki Jedenaście lat temu... Helena otarła wilgotną dłoń o jedwabistą czerń sukienki, którą jej przyjaciółka Kate wybrała specjalnie na tę chwilę. Przez całe miesiące rozmawiały o tym dniu – odkąd Helena wróciła po wakacjach do szkoły z internatem, każda rozmowa kończyła się na nim. Spędzenie Bożego Narodzenia na prywatnej wyspie Liassidisów, tuż u wybrzeży Grecji, było spełnieniem marzeń. Zobaczyć Leo i Leandra – między semestrami, między letnimi wakacjami – wydawało się prawdziwym świątecznym cudem. Stała przed lustrem w korytarzu obok sypialni Leo. Włosy upięte w fantazyjny kok, odrobina makijażu. Naprawdę się postarała. Matka uniosła brew i rzuciła jedynie krótkie, raniące słowo. Ojciec za to poklepał ją po ramieniu. – Wyglądasz pięknie, Heleno. Bardzo dorośle. To wystarczyło, by znów się uśmiechnęła. Bo właśnie tego chciała – przestać być dla Leo tą „ małą dziewczynką”. Miała piętnaście lat. Nie była już dzieckiem. Nie była też głupia, wiedziała, że on ma dziewczynę, że pewnie nigdy nie spojrzy na nią w ten sposób. A mimo to w jej sercu tlił się płomyk nadziei, którego nie potrafiła zgasić. Ścisnęła w dłoniach prezent, który przygotowywała tygodniami. Spokojnie, oddychaj – mówiła sobie, czując, jak jej serce bije coraz szybciej. Spojrzała w górę. Zielone gałązki jemioły i ostrokrzewu połyskiwały w świetle lampek. Cora udekorowała dom specjalnie dla niej. Helena wiedziała, że w Grecji nie było w zwyczaju dekorowanie domu na Boże Narodzenie gałązkami jemioły i ostrokrzewu. Helena była wzruszona tym gestem. Uwielbiała dom Liassidisów – biel ścian, zapach morza, tarasy z widokiem na błękit Morza Egejskiego. Ale najbardziej uwielbiała ich synów – Leonidasa i Leandra. Bliźniacy byli od niej co prawda starsi o sześć lat, ale zawsze dobrze się czuła w ich towarzystwie. Leander ją rozśmieszał, lecz Leo... – Heleno, bądź poważna – mówiła pogardliwie matka. – Zmądrzej w końcu. Leo jest od ciebie o sześć lat starszy. Pomimo słów matki Helena nie była na tyle naiwna, by wierzyć, że wyjdzie za niego za mąż, jak żartowali ojciec i wujek Giorgos. Choć Giorgos Liassidis nie był prawdziwym wujem – jedynie partnerem biznesowym ojca – traktowała go jak członka rodziny. Uwielbiała jego łagodność wobec Cory, tę swobodną czułość między nimi. I podobało jej się, jacy stawali się jej rodzice, gdy tu przyjeżdżali. W Anglii rzadko ich widywała. Otrząsnęła się z tej myśli, skupiając się na świątecznym prezencie dla Leo. Zupełnie innym niż ten dla Leandra – wiedziała, że jemu spodoba się to, co wybrała. Z prezentem dla Leo było inaczej – on miał podtekst, ukryte znaczenie. Od czasu, gdy kilka lat temu poróżnił się z bratem i dołączył do Liassidis Shipping, bardzo się zmienił. Stał się poważniejszy, bardziej niedostępny. Helena chciała zobaczyć, jak znów się uśmiecha. Może jej prezent to sprawi? Stanęła na półpiętrze przed jego pokojem. Serce biło jej zbyt szybko, dłonie znów miała wilgotne. Dlaczego była taka zdenerwowana? Uśmiechnęła się do siebie z lekkim zażenowaniem i uniosła rękę, by zapukać. Powstrzymał ją dźwięk głosu Leo. – Jest okej, nie wiem, czym się martwisz – powiedział kojącym głosem, którego nigdy u niego nie słyszała. – Chcę tylko zrobić dobre wrażenie – odpowiedział mu kobiecy głos, miękki i lekko kapryśny. Helena z trudem powstrzymała jęk zawodu, rozpoznając Minę. – Spotkałaś ich już mnóstwo razy. – Ale to co innego. Są święta. Helena zauważyła, że drzwi są uchylone. Przez szczelinę zobaczyła, jak Leo obejmuje dziewczynę. Serce jej zadrżało, a w oczach poczuła ciepło łez. A więc znowu się wygłupiła. Oczywiście, że Leo zaprosił Minę na święta… – Pewnie znów będzie tu Helena – jęknęła dziewczyna Leo. Po raz pierwszy Helena niemal pożałowała, że nauczyła się greckiego. Z jednej strony pragnęła nie rozumieć rozmowy, ale z drugiej nie potrafiła się odwrócić i odejść. Poczuła się zraniona rozgoryczonym tonem Miny. Ale naprawdę zabolało ją to, że Leo nie stanął w jej obronie. – Oczywiście, że będzie. Ojciec zaprosił jej rodziców. – Nie cierpię jej. – Mina, przecież ona jest nieszkodliwa. Włóczy się za Leandrem i mną jak szczeniak. Ona jest jeszcze dzieckiem! Gardło Heleny ścisnął nagły ból, jej policzki zapłonęły ze wstydu. – Widziałam, jak się w ciebie wgapia – syknęła Mina. – Wiem, co to znaczy. Też kiedyś byłam w tym wieku. Uwierz mi, trzeba ją nauczyć rozsądku. I to naprawdę nieładne z twojej strony, że ją zwodzisz. – Zwodzę ją?! – w głosie Leo wyraźnie słychać było zdumienie i zmieszanie. – Co ty mówisz, Mina?! Ona nic dla mnie nie znaczy. To tylko córka wspólnika mojego ojca. Nie mogąc nic dostrzec poza łzami w oczach, Helena odwróciła się od drzwi i pobiegła korytarzem. Zatrzymała się na szczycie schodów. „ To tylko dziecko. Nic dla mnie nie znaczy”. Zacisnęła szczękę tak mocno, że zęby zaczęły ją boleć, i z furią ocierała łzy. Wzięła drżący oddech, ale to nie pomogło złagodzić ucisku w piersi. Kolejna łza spłynęła jej po policzku. Spojrzała na prezent w swoich dłoniach, na lekko zgniecione pudełko, i wiedziała, że nie może go dać Leo. Nie teraz. Czuła się głęboko upokorzona. Pomyślała o schowku, w którym ona, Leander i Leo czasami zostawiali sobie zabawne liściki lub smakołyki. Był ukryty za małym obrazem na końcu korytarza. Z ogarniającym ją odrętwieniem podeszła do obrazu i wepchnęła prezent do schowka, mając nadzieję, że nikt go nie znajdzie przez bardzo długi czas. O, nie pozwoli się tak upokarzać. Nikt nie będzie się nad nią użalał. Otarła łzy i podniosła podbródek wysoko. Mina nie miała się o co martwić. Helena nigdy więcej nie spojrzy ani nie pomyśli o Leonidasie Liassidisie. Ruszyła po schodach w dół z godnością, nie zauważając stojącego w cieniu Leandra. Przyglądał jej się z troską i smutkiem. Pokręcił głową, po czym powoli poszedł za Heleną tam, gdzie zebrała się reszta ich rodzin. – Powiedz mi jeszcze raz, że postępuję słusznie. – Robisz to, co musisz. – Naprawdę? – Heleno, jeśli chcesz, żebym cię od tego odwiodła, tylko powiedz… Nie obchodzą mnie goście, kościół, zamieszanie w prasie ani te cholerne pieniądze. – Zamieszanie? – Twój ślub to jedno wielkie zamieszanie – powiedziała Kate z taką powagą, że Helena nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać. Jęknęła i odwróciła się od lustra. – Masz rację. To jedno wielkie zamieszanie. Pomyśl tylko, co by się stało, gdyby wszyscy poznali prawdę – wyszeptała, czując, jak serce ściska jej się z poczucia winy. To małżeństwo było farsą, fikcją, oszustwem. Ale też jedynym sposobem, by ocalić jej fundację charytatywną – Incendię. – Gdyby tylko Leander Uwodziciel nie wpędził ich w szaleństwo – zażartowała Kate. Helena uśmiechnęła się. Leander Liassidis – według prasy wieczny playboy, który sunął przez życie z nonszalancją – dla niej był opoką i wybawcą. Kochała go jak brata i jedyne, co ją martwiło, to że pewnego dnia on znajdzie jednak kogoś, kogo pokocha. Tymczasem to z nim miała za chwilę stanąć przed ołtarzem. Za dwadzieścia minut, wśród stu pięćdziesięciu gości, ksiądz ogłosi ich mężem i żoną. – Gdyby tylko mój spadek nie miał tych absurdalnych warunków – westchnęła. – Co, u licha, myślał twój ojciec? – zapytała Kate. – Żeby uzależnić twój spadek od mężczyzny! Serce Heleny znów się ścisnęło. Ojciec zmarł tuż po jej szesnastych urodzinach, a ona każdego dnia za nim tęskniła. – Gdybym mogła poczekać dwa lata, aż skończę dwadzieścia osiem, nie musiałabym wychodzić za mąż – powiedziała cicho. – Oczywiście. Kobieta dojrzewa dopiero, gdy wychodzi za mąż albo zbliża się do trzydziestki! – parsknęła Kate. Helena nie mogła się nie uśmiechnąć. Przyjaciółka była jej bliższa niż jakikolwiek członek rodziny. Od lat wiernie trwały w tej przyjaźni i lojalności. – Matka na pewno pomogłaby mi z tym walczyć, gdyby był czas – stwierdziła Helena, nie zauważając sceptycznego spojrzenia Kate. – Ale zakwestionowanie testamentu zajęłoby miesiące i przyciągnęłoby zbyt wiele uwagi. Audyt Incendii odbędzie się w grudniu, a policja twierdzi, że do tego czasu Gregory’ego nie złapią. Nawet jeśli, pieniądze wrócą dopiero po zakończeniu śledztwa i procesu – dodała, kręcąc głową. Helena nigdy nie przypuszczała, że będzie pracować dla organizacji, która niegdyś ją uratowała. Po śmierci ojca i powrocie do internatu cierpiała na bezsenność – bała się zasnąć i już się nie obudzić, jak on. Wtedy jej tutor polecił jej Incendię. Tam zaproponowano jej psychoterapię i wsparcie psychologiczne w czasie, gdy testowała geny pod kątem zespołu Brugadów, który zabił jej ojca. Fundacja zapewniła jej poczucie, że nie jest sama na świecie. Test dał wynik negatywny, lecz to doświadczenie odmieniło jej życie. Zrozumiała, jak wielką moc mają organizacje charytatywne, jak wiele wsparcia mogą udzielić ludziom potrzebującym pomocy. Zainspirowana, porzuciła dotychczasowe studia i zdobyła dyplom z zarządzania w Cambridge, a potem magisterium z zarządzania organizacjami non-profit. Matka uważała, że rezygnowanie z finansowej stabilności dla idealistycznych mrzonek to głupota, ale Helena odnalazła pasję – i była w tym doskonała. Pierwsza praca w małej fundacji dała jej satysfakcję i rozgłos. Szybko stała się znana z nowoczesnego podejścia i zdolności łączenia ludzi, którzy naprawdę chcieli pomagać. Jej determinacja czyniła ją wyjątkową. A potem, pół roku temu, przyszła propozycja: stanowisko prezesa Incendii. To był najpiękniejszy moment jej życia. Świętowała z Kate, a Leander specjalnie przyjechał do Londynu, by zabrać ją na kolację. Jak zwykle świetnie się razem bawili, po czym bezpiecznie odwiózł ją do domu, a sam kontynuował zabawę z jakąś kobietą, która akurat spodobała mu się tamtego wieczoru. Miesiąc po objęciu przez Helenę stanowiska dyrektor finansowy zniknął razem ze stu milionami funtów. Wstrząśnięta Helena zgłosiła sprawę policji i Komisji Nadzoru Finansowego. Wraz z członkami rady nadzorczej całymi dniami przeglądali dokumenty fundacji i odkryli między innymi, że poprzedni prezes nie odnowił ubezpieczenia. Incendia potrzebowała dużego zastrzyku gotówki, by pokryć manko. W przeciwnym wypadku fundacji nie udałoby się przetrwać wystarczająco długo, by policja zdążyła odzyskać cokolwiek z ukradzionych środków. Audyt przeprowadzany pod koniec roku wymusi na fundacji ogłoszenie upadłości i nie zdoła ona już pomóc nikomu. Helena czuła, że nie może do tego dopuścić. Ta organizacja była przy niej, gdy świat się zawalił. Musiała ją ocalić, by pomóc ludziom takim, jak ona. I tylko jedno mogło to umożliwić – udziały, które ojciec zostawił jej w Liassidis Shipping. Patrząc w lustro, poczuła znajomy ból. Udziały były ostatnim śladem po ojcu, jego wkładem w firmę, którą stworzył z Giorgosem Liassidisem, w tej chwili zarządzaną przez Leonidasa Liassiadisa. Chciała je zatrzymać, mieć pewność, że jego dziedzictwo wciąż żyje, że jakaś część wciąż do niej należy. Ale teraz musiała je oddać, pożegnać się z nimi. Z nim. Poczuła, jak Kate delikatnie ją obejmuje, w lustrzanym odbiciu spotkała się wzrokiem z przyjaciółką. – Podjęłam właściwą decyzję – powiedziała Helena, niepewna, kogo bardziej próbuje przekonać: siebie czy Kate. Helena była pewna, że jej ojciec postąpiłby tak samo. – Sprzedam udziały, jak tylko małżeństwo zostanie zarejestrowane w Wielkiej Brytanii. To wystarczy, żeby pokryć deficyt na rachunkach Incendii. – Myślisz, że uda ci się odkupić później udziały? – zapytała Kate. – Nie. – Helena nie zamierzała oszukiwać się w tej sprawie. – Tylko głupiec sprzedałby w tej chwili udziały w Liassidis Shipping – wyjaśniła. Tylko głupiec albo ktoś skrajnie zdesperowany, dodała w myślach. A ona była skrajnie zdesperowana. – No cóż – powiedziała Kate rzeczowo. – Mamy więc plan i będziemy się go trzymać do końca! Helena uśmiechnęła się do swojej najlepszej przyjaciółki. – Bardzo ci dobrze w tym kolorze – powiedziała, ciesząc się, że wybrała złoto dla swojej jedynej druhny; Kate wyglądała absolutnie promiennie. Kate uśmiechnęła się, wzruszając ramionami do lustra. – Merci! Rozległo się pukanie do drzwi. Helena odwróciła się, mając nadzieję, że to jej matka, lecz to był ksiądz, który informował, że wszystko jest gotowe. Odwróciła się z powrotem, ukrywając rozczarowanie, zanim Kate zdążyła je zauważyć. Wiedziała, że nie ma na co liczyć, ale jednak czuła się dziwnie samotna, szykując się do ślubu bez żadnego z rodziców przy sobie. Odsunęła tę myśl i spojrzała w lustro sięgające podłogi. Prosta suknia ślubna idealnie podkreślała jej smukłą sylwetkę. Jako nastolatka słyszała kpiny, że jest „ płaska jak deska” i zawsze żałowała, że jej figura jest pozbawiona krągłości. A jednak sama widziała, że w kreacji nowej hiszpańskiej projektantki, Gabrielli Casas, wygląda olśniewająco. Prychnęła, rozbawiona. Co za strata – Leander Liassidis i tak nigdy nie zobaczy w niej kobiety. Zawsze traktował ją jak młodszą siostrę. Helena musnęła palcami srebrną bransoletkę, którą dostała od ojca w prezencie na szesnaste urodziny. Smutek mieszał się w niej z ulgą. Dziecko w jej sercu pragnęło, by ojciec był dziś z nią, nawet jeśli to małżeństwo było fikcją. A jednak dobrze, że nie widzi, co zamierza zrobić, bo trochę się tego wstydziła. Chciała, żeby mógł być z niej dumny. I tak będzie się czuła, jeśli tylko ocali Incendię. – Jesteś gotowa? – zapytała Kate zza jej pleców. – Tak – odparła Helena z ledwo słyszalnym westchnieniem. Z kościelnej kancelarii, w której stały, do głównego wejścia kościoła w Atenach było zaledwie kilka kroków. Marzyła o skromnej ceremonii, lecz Leander jak zwykle postawił na swoim. – To będzie mój jedyny ślub – powiedział z błyskiem w oku. – Zrobimy więc z niego wielkie halo! Nie zdawała sobie sprawy, że jego „ wielkie halo” będzie aż takie wielkie. Zszokowało ją, jaką uwagę poświęcili im dziennikarze. Była świadoma, że nazwisko Hadden jest znane w Wielkiej Brytanii, ale w Grecji nazwisko Liassidis niosło inny ciężar – bogactwa, władzy i skandalu. Prasa oszalała. Śledzili ich od momentu, gdy rozniosła się wieść o ich ślubie. Każdy kolejny nagłówek był bardziej histeryczny od poprzedniego, a cała Grecja, i nie tylko Grecja, śledziła tę historię, jakby naprawdę była bajką o przyjaciołach, którzy się w sobie zakochali. Na ślubie byli wszyscy, którzy chcieli być kimś – rozpaczliwie pragnący, by ich widziano. Helenę interesowało tylko kilka osób: ona, Kate, Leander oraz jego rodzice, Giorgos i Cora. Nie łudziła się, że przyjedzie Leo. Leander nie zamienił z bratem ani słowa od pięciu lat. Jej serce zabiło mocniej. Ostatni raz widziała Leo dziesięć lat temu, kiedy ostro starł się z jej matką, która naiwnie sądziła, że przejmie po mężu schedę w Liassidis Shipping. Matka powinna być w kościele ze swoim drugim mężem, Johnem, który z niechęcią przerwał wakacje golfowe. Helena wmawiała sobie, że ich obecność na jej ślubie musi jej wystarczyć. Zatrzymała się z Kate przed ciężkimi drzwiami prowadzącymi na nawę. Przez chwilę słuchały szmeru rozmów i miękkich dźwięków smyczków. Helena nigdy nie była religijna, ale myśl, że za chwilę zawrze małżeństwo nie z miłości, lecz z konieczności, wydawała się niemal bluźnierstwem. – Mogłybyśmy uciec, wiesz. Mam kluczyki do samochodu – wyszeptała Kate, jakby czytając jej myśli. Helena roześmiała się, a uspokajający uśmiech przyjaciółki zadziałał jak balsam. – Nie. Nic mi nie jest. Ale dziękuję. – Kocham cię – powiedziała Kate. – Kocham cię – odpowiedziała Helena z uśmiechem. – No to do dzieła. Rozbrzmiał marsz weselny, a drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Kate ruszyła do ołtarza, a serce Heleny zaczęło walić jak szalone. Wiedziała, że to tylko farsa, a mimo to czuła drżenie w dłoniach. Skupiła wzrok na bukiecie, by ukryć tremę – dlatego nie od razu dostrzegła, jak Kate zesztywniała i niemal potknęła się o własne nogi. Dopiero gdy Kate dotarła przed ołtarz, stanęła z boku i spojrzała na nią, Helena się przeraziła. Przyjaciółka była wyraźnie przestraszona. Helena była w połowie nawy, gdy spojrzała na pana młodego i zrozumiała, że coś jest nie tak. Bardzo nie tak. Bo mężczyzna stojący przed ołtarzem – wysoki, ciemnowłosy, opalony Adonis – nie był tym, który obiecał jej pomoc. O, nie. Czekał tam na nią ostatni człowiek, którego spodziewała się zobaczyć. Leonidas Liassidis. Leo wpatrywał się w zamknięte drzwi kościoła, w duchu przeklinając swego aroganckiego brata. Był wściekły. Jak Leander mógł zrobić coś takiego? Gdyby nie wiadomość, którą zostawił mu trzy godziny wcześniej, Leo w ogóle by się tu nie pojawił. I tak ledwie zdążył. Zaklął w myślach po raz kolejny. Nie rozmawiali ze sobą od pięciu lat. I o co brat poprosił go po latach ciszy? „ Bądź mną”.

## Wydania

### Z tobą przez życie / Nowojorski duet

- Wydawnictwo: harlequin
- ISBN: 978-83-2912-341-9
- Liczba stron: 320
- Data wydania: 2026-10-13
- Język: pl_PL