" W oazie strzykawek" Gdyby istniał zastrzyk na życie, antidotum na klęskę, sposób na chaos, już dawno Przemysław Mańka, osobnik chrystusowego wieku i aparycji, stałby w aptecznej kolejce po specyfik i strzykawkę. Bez recepty mógłby poprosić o kamień filozoficzny; tak na wszelki wypadek. Zamiast tego rozpoczął grę. Rozpoczął lepienie mikstury ze słów, wyobrażeń, lęków, sytuacji, zabawę w pacjenta i znachora, lekarza, pielęgniarkę, w kotka i myszkę. W dorosłość i bezradny świat, świat według Mańki głupi, niegodny jego curriculum vitae, złowrogi, bo przyjąć nie chce lub nie umie propozycji artysty na byt. W niewielu spośród dwudziestki utworów w tym zbiorku brak bezpośredniego narzędzia ZŁA – strzykawki, jej atrybutów (igła, szprycująca). Jest po równo, mnie więcej; naliczyłem dziesiątkę zabiegów. Strachu przed zabiegiem, czekania na zabieg, wyzwolenia przez zabieg, jak u siostry Ratched w „ Locie nad kukułczym gniazdem”. Więc ZŁO czy DOBRO? Psychodeliczny seans dzieci-kwiatów czy „ Skowyt” Ginsberga w obozie beatników? Strumień świadomości lub nieświadomości? Poeci przeklęci – Baudelaire, Rimbaud? Bunt? Pewnie, w tym wieku, mańkowo-chrystusowym (kolejność ważności person jest ostateczna i nie podlegająca dyskusji),bez protestu poddawały się rzezi tylko niewiniątka. Bursa? Wojaczek? Stachura? Przemysław Mańka jednak nie wie, że nie jest prekursorem, ani rewolucjonistą. To mu trzeba wybaczyć - kto czyta teraz „ Boską komedię”, kto Bukowskiego, a kto Kerouaca? Wystarczy blog Wojewódzkiego, tygodniki opinii „ Party”, „ Show”. Kto cierpienie zna a kto blichtr? Dwa bieguny – Mańka i świat a raczej Mańka w centrum i świat satelicki. Ozdobników w tym świecie za grosz, wiedzy tyle, ile ogarnąć w wieku autora można. Mańka nie szuka recepty. Zagnieździł się w szpitalnej sali, w blokowym mieszkaniu, wewnątrz siebie, w zgrzewce piwa, odrzucony – we własnym mniemaniu – przez świat złowrogi, obojętny, wygrzebał sobie w tym świecie norkę, jak przytulisko w śniegowej zaspie. Bezpieczne do wiosny, do pierwszych roztopów, kiedy trzeba będzie pospiesznie wyrzucać z siebie cały ból istnienia, frunąć ku słońcu, choćby miało się to zakończyć katastrofą skrzydeł. Przemysław Mańka w debiucie literackim nieporadnie trzepocze całym sobą z trudem porządkując złożoną istotę bytu. Ciekawy to eksperyment młodego pokolenia, choć optymizmu w wierszach tyle, ile zbawienia w strzykawce. Artur Jarosz