Wznowienie „ Reszty krwi” z 1999 roku – nazywanej „ piątym tomem” Rafała Wojaczka – należy uznać za gest absolutnie konieczny i niebudzący żadnych wątpliwości. Ten ważny dla recepcji autora „ Innej bajki” zbiór ostatecznie utrwalił pozycję mikołowskiego autora jako jednej z najwybitniejszych postaci polskiej literatury. Bez tych wierszy trudno wyobrazić sobie nie tylko debatę nad kształtem dzieła Wojaczka, lecz także rozpoznanie dominujących tendencji we współczesnej liryce. Dykcja „ śląskiego Rimbauda” działa bowiem jak zaraźliwy wirus. Odporna na wszelkie szczepionki swobodnie od dekad wnika w tkanki rodzimej poezji, konsekwentnie anektując jej kolejne obszary. Dominuje nad symbolicznym krwioobiegiem tekstu poetyckiego – nad jego bioskrypturalnym, czy lepiej: tanatoskrypturalnym układem (co trafnie suponował onegdaj Zbigniew Mikołejko). „ Reszta krwi” utrwaliła świadomość, że Wojaczek funkcjonuje w polu literatury jako figura uporczywie wymykająca się jednoznacznej identyfikacji; jako „ ktoś inny” i zawsze „ gdzieś indziej”. Jego głos – wciąż zaskakujący i ważny – pozostaje fenomenem opornym wobec prób stabilizacji interpretacyjnych, jak gdyby sam język, którym operuje, sabotował możliwość wpisania go w sztywny, krytycznoliteracki gorset. Zawsze znajdzie lukę, zawsze ominie haftkę. Permanentna dyfuzja znaczeń oraz świadoma strategia oporu wobec ostatecznych konkluzji sprawiają, że twórczość ta nie ulega redukcji intensywności wraz z upływem czasu, lecz przeciwnie – zyskuje na atrakcyjności, ujawniając potencjał wciąż niewyeksploatowanych tropów lekturowych. Dowodzą tego zarówno kolejne przedsięwzięcia translatorskie i rosnące zainteresowanie tą poezją na arenie międzynarodowej, jak też nurt rodzimych analiz, komentarzy i studiów krytycznoliterackich. Najnowsze opracowania – jak celnie odnotowywał Piotr Śliwiński – „ przynoszą wyraźnie odnowiony i pożyteczny konterfekt poety”, odnaleźć w nich można zarówno „ zapisy pytań obecnie dominujących w humanistyce”, jak i „ znaki autorskie, idiomy pojedynczych wrażliwości”. (…) „ Język śniący na jawie wiersza – pisał w 1999 roku Maciej Melecki – nie szczędzi nam lekturowych niespodzianek, zdumiewa bodaj tak samo jak kiedyś, ukazuje w jakże cudowny sposób nowe (dziś powiedzielibyśmy: kolejne już) kombinacje odbioru tej poezji”. Inedita włączone do „ Reszty krwi” obejmowały utwory, które nie zostały uwzględnione w czterech tomach Wojaczka – częściowo z powodów cenzuralnych, częściowo dlatego, że wykraczały poza autorskie rozwiązania kompozycyjne. Niekiedy o ich losie decydował przypadek lub nieformalny układ zależności między młodym poetą a recenzentami wewnętrznymi i redaktorami wydawnictw. Liryka Wojaczka – operująca na styku prowokacji i rewelatorstwa – wielokrotnie sytuowała się w kontrze wobec „ oczekiwań” politycznych decydentów, które miały charakter silnie normatywizujący, i co do zasady regulatywny względem swobodnego gestu twórczego. Somatyczne imaginarium tej poezji – radykalnie cielesne, nasycone erotyką, a zarazem drastycznie konfrontujące sacrum z doświadczeniem biologizmu – budziło podejrzliwość i uruchamiało mechanizmy kontroli, generując wymierne konsekwencje lekturowe. Nie wszyscy byli w stanie właściwie odczytać strategię Wojaczka, a tym bardziej dostrzec w niej formę krytycznego namysłu nad językiem, ciałem i religijnymi rejestrami znaczeń. Gest „ przywrócenia” tekstów pominiętych w edycjach kanonicznych trzeba interpretować jako gest spóźniony, lecz znaczący – zbliżenia się do autorskiej wizji kompozycyjnej. Niniejsze