Wydawnictwo Sumus978-83-6602-075-797883660207572026-05-01polski (Polska)358Softcover
Idzie człowiek. Zapiski pod wspólnym niebem
RZRoman Zięba- 2026
- pierwsze wydanie
- 358
- stron
- polski
- język
- 1
- wydanie
" Idzie człowiek. Zapiski pod wspólnym niebem” to poruszająca opowieść o drodze, która zaczyna się od życiowego upadku, a prowadzi ku nadziei, wierze i odkrywaniu prawdy o sobie. Roman Zięba zabiera czytelnika w świat pieszych pielgrzymek przez różne kraje i kontynenty, gdzie spotkania z ludźmi, codzienna niepewność i zaufanie Opatrzności stają się szkołą życia. To nie tylko zapis wędrówek, ale także głęboka refleksja o wolności, wierze, kryzysie i odnajdywaniu sensu. Autor pokazuje, że prawdziwa droga zaczyna się wtedy, gdy człowiek odważy się zostawić za sobą to, co pozorne, i zrobić krok w nieznane. Książka pełna jest autentycznych doświadczeń, duchowych odkryć i spotkań, które zmieniają serce. To inspirująca lektura dla wszystkich poszukujących nadziei, ciszy i głębszego spojrzenia na życie. Czytelniku, poniżej znajdziesz wstęp do książki i kilka słów wprowadzenia od o. Krzysztofa Pałysa OP: /Wyjdź z twojej ziemi, z domu twego ojca, do kraju, który ci ukażę./ /(Rdz. 12,1)/ Te zapiski są owocem długiej drogi — drogi, która nadal trwa. Przez dwadzieścia lat pieszych wędrówek przez kolejne kraje uczyłem się, że katolicki pielgrzym może pozostać wierny swojemu chrześcijańskiemu dziedzictwu, a jednocześnie pozostać otwarty na doświadczenia i wiedzę ludzi spotykanych po drodze — często niechrześcijan — we wspólnym poszukiwaniu sensu istnienia i odpowiedzi na najważniejsze pytania. W głębokim doświadczeniu wędrowca, który przekracza granice państw, języków i religii, takie spotkania nie muszą prowadzi do konfliktu ani do taniego kompromisu. Przeciwnie — otwartość wobec Innego i wierność apostolskiemu kerygmatowi wyrastają z tego samego źródła: z uczciwej wierności samemu sobie w odkrywaniu Prawdy. Daleka droga w zdaniu się na Opatrzność, uczy, że prosty podział na „ wierzących” i „ niewierzących” jest mało użyteczny, a deklaracje i poglądy — zaskakująco kruche. W drodze szybko okazuje się, że ważniejsze od słów i doktryn są konkretne gesty. Żywy Bóg pozostaje blisko tych, którzy potrafią zaufać — zrobić krok w niepewność i „ pójść za Nim”. Otwartość i wierność nie muszą stać daleko siebie jak dwa przeciwne bieguny. Po dwudziestu latach pieszych wędrówek przez kraje na czterech kontynentach coraz wyraźniej widzę, że mogą tworzyć twórcze napięcie — podobne do tego między ziemią a niebem, albo między śladem stopy odciśniętym w pyle drogi a dalekim horyzontem. W swoją drogę wyruszyłem po życiowej katastrofie, która w jednej chwili zniszczyła fundamenty mojego świata. Ja, do niedawna ekspert od ryzyk i specjalista od sukcesu, straciłem nagle rodzinę, dom, firmę, a wraz z nimi — kierunek i sens. Pogrążony w depresji, nie mając pojęcia, co mnie czeka, poczułem, że fizyczne wejście w niepewność jest jedyną możliwością, jaka mi pozostała. Przeczuwałem, że mój upadek był skutkiem kłamstw i manipulacji: tych, którym ulegałem, które nosiłem w sobie i które stosowałem wobec innych. Samotna wędrówka do Rzymu — bez środków i zabezpieczeń — miała stać się drogą ekspiacji i oczyszczenia. Chciałem odrzeć się z iluzji i przyjmując upokorzenie, dotrzeć do własnego, czystego centrum, które kojarzyłem z prawdziwą wolnością i w którego istnienie szczerze wierzyłem. Pierwszą lekcję pielgrzymowania dał mi plecak. Przeładowany, wypchany zabezpieczeniami, ledwo pozwalał iść. Żeby ruszyć dalej, musiałem go odchudzić — ale ceną była niepewność. Co będę jadł? Gdzie będę spał? Tego samego dnia, gdy pozbyłem się zapasów konserw, dodatkowych butów i zbędnego ekwipunku, spotkało mnie coś, czego się nie spodziewałem. Pierwsza osoba na mojej drodze nie tylko przyjęła mnie na nocleg, ale podała kolację i powierzyła mi swoją intencję modlitewną, którą miałem złożyć w Watykanie na grobie św. Piotra. Zaufanie, że jestem w stanie dotrzeć do Rzymu, przyszło do mnie z zewnątrz. Tak nauczyłem się zasady ufności — najważniejszej prawdy pielgrzyma. Gdy oddaję nadmiar, robi się miejsce na to, co naprawdę niezbędne. A ciężarów do oddania było znacznie więcej: lęki, uprzedzenia, fałszywe projekcje, na których zbudowany był mój dawny świat. Słowa Jezusa, by „ nie brać ze sobą w drogę płaszcza ani dwóch sukien”, pozwoliły mi zrozumieć, że roztropność to jedno, a zaufanie — coś o wiele głębszego. Na drodze, na którą posyła Bóg, zabezpieczeniem nie jest ludzka zapobiegliwość, lecz On sam. Wierność i ufność okazały się najlepszym kapitałem i jedyną polisą bezpieczeństwa. Jednocześnie ta wierność nie jest czymś, co można raz zdobyć i zakonserwować. Wymaga ciągłego odnawiania — wystawiania się na próby, kryzysy i pytania, które pojawiają się po drodze. Najważniejsza pozostaje jednak otwartość na drugiego człowieka. Często na takiego, który jest całkowicie inny niż ja. To on, ten „ inny”, jest lustrem, którego potrzebuję żeby prawdziwie przejrzeć. Wierność bez otwartości twardnieje w ideologię. Otwartość bez wierności rozpływa się w bezkształtnej mgle. Pielgrzym idący bez zabezpieczeń, zdany na drogę, ciało i spotkania, musi dbać o swoją tożsamość — inaczej zgubi kierunek. Ale potrzebuje obu tych postaw tak samo, jak każdy oddech potrzebuje dwóch płuc. Nie chodzi tu o tworzenie nowego systemu ani błyskotliwą syntezę. Nie o jakąś tezę do obrony. Idzie człowiek. Po prostu idzie. Nagi wobec świata. Jak Adam w raju, zanim zaczął nazywać stworzenia. Jak Abraham, który wyruszył, „ nie wiedząc, dokąd zmierza”. Droga ma kierunek, choć nie nadaje go sam wędrowiec. Nie jest ucieczką od jednej doktryny ku drugiej, lecz próbą życia Bogiem tu i teraz — w świętym kroczeniu naprzód.
Wydania
1 wydanie · sortuj: najnowsze
Wydawnictwo Sumus978-83-6602-075-797883660207572026-05-01polski (Polska)358Softcover