Kołczan Książek
Autorzy/Stacey Kennedy/Gorące spojrzenia / Gra pozorów
Gorące spojrzenia / Gra pozorów
Profil książkipolski (Polska)
Książka · 1 wydanie

Gorące spojrzenia / Gra pozorów

SKStacey Kennedy
2026
pierwsze wydanie
320
stron
polski
język
1
wydanie

Przedstawiamy " Gorące spojrzenia" oraz " Gra pozorów", dwa nowe romanse Harlequin z cyklu HQN GORĄCY ROMANS DUO. Kariera, business, przyszłość. Pochodząca z niezamożnej rodziny Jessica chce zapracować na swój sukces sama. Uważa, że związek uniemożliwi jej realizację marzeń. Ale gdy w jej życiu pojawia się Marcus, bogaty projektant, gotowa jest zgodzić się na krótki romans. Bo Marcus obudził w niej tak silne pożądanie, jak żaden mężczyzna dotąd… Kiedy na balu mężczyzna w masce całuje ją gorąco, Molly wie, że znalazła miłość życia. Domyśla się, kim był ten mężczyzna, nie rozumie tylko, dlaczego następnego dnia zachowuje się on tak, jakby nie istniała. Pragnąc wzbudzić w nim zazdrość, Molly prosi jego brata Juliana, by udawał jej kochanka. Oboje bardzo się wczuwają w role... Fragment książki Marcus Winters wszedł do Teksaskiego Klubu Hodowców, masywnego kamiennego budynku wzniesionego w 1910 roku jako siedziba klubu dżentelmenów. Zapiął marynarkę, mijając przedszkole po lewej stronie od wejścia. Długi korytarz zdobiły trofea myśliwskie i historyczne pamiątki świadczące o świetności klubu. Zapach cedrowej boazerii mieszał się z aromatem wyprawionej skóry. Pamiętał te wnętrza sprzed przebudowy, która dzięki podniesionym sufitom i wyższym oknom rozświetliła pomieszczenia i nadała im elegancki nowoczesny wygląd. W sali balowej dostrzegł swoją przyszłą szwagierkę, Maggie Del Rio, właścicielkę MaggieInk. Omawiała z cateringiem szczegóły przyjęcia zaręczynowego. Przykuwała oczy dzięki wrodzonej elegancji i wdziękowi, których nie da się podrobić. Miała lśniące czarne włosy i duże ciemne oczy. Jego brat Jericho jest szczęściarzem. Marcus wciąż nie mógł uwierzyć, jak szybko to poszło. Jeszcze miesiąc temu by nie uwierzył, że członkowie skłóconych rodzin Wintersów i Del Rio mogą się zdecydować na małżeństwo. Waśń rozpoczęła się w 1920 roku, kiedy prababka Marcusa, Eliza Boudreaux, zostawiła przy ołtarzu Fernanda Del Rio dla Teddy’ego Wintersa. Wybuchł skandal, a jego skutki można było obserwować aż do dzisiaj, do chwili, gdy Jericho poznał przez serwis randkowy Maggie Del Rio i stracił dla niej głowę. Początkowo Marcus uważał, że brat postradał zmysły. Rolę swatki odegrał popularny w Royal serwis randkowy k! smet – cóż za pomysł! Jednak Jericho oświadczył się Maggie już po dwóch tygodniach i od tego czasu niezachwianie trwał u jej boku, a ich szczera miłość sprawiła, że przygasły zadawnione spory między rodzinami. Czasem należy zatrzasnąć za sobą drzwi do przeszłości, w imię szczęścia młodych pokoleń. Jedynym celem Marcusa było wyprawienie bratu uroczystości zaręczynowej, która przerośnie najśmielsze oczekiwania narzeczonych. A czasu było mało, pozostały tylko trzy dni do imprezy. Jericho – starszy o trzy lata i niższy o osiem centymetrów, co Marcus często mu wytykał – również stał pośrodku pomieszczenia. Oglądał zastawę na stole. Jericho wyrobił sobie nazwisko w świecie architektury dzięki projektom jego proekologicznej firmy RoyalGreen Architects. Marcus natomiast był prezesem spółki dostarczającej luksusowe produkty do projektowania wnętrz Fresh by Winters. – Nie krzywisz się. Biorę to za dobry znak – zagadnął brata. – Po prostu mi się podoba – zaśmiał się Jericho i pogładził krótką brodę. Marcus kiwnął głową w podziękowaniu, przyjrzał się, jak dobrze wyglądają kryształowe wazony z łososiowymi i białymi różami oraz inne szczegóły dekoracji. Przez ostatni tydzień rozważał różne pomysły przedstawione mu przez współpracowników. Przedyskutowali każdy drobiazg, aż w końcu byli pewni, jaki efekt chcą osiągnąć. Teraz zaprezentowali go na jednym stole w miejscu, w którym już wkrótce odbędzie się przyjęcie. Ich celem było pogodzenie Jane Austen ze współczesnością, a przynajmniej tak zdefiniowała to jedna ze współpracownic. Literatura romantyczna nie była mocną stroną Marcusa. – Dziękuję, że się wszystkim zająłeś – powiedział Jericho. – Nie ma za co. To dla mnie przyjemność. – Marcus rozumiał, że włączenie obu rodzin do planowania uroczystości było też sposobem na załagodzenie istniejących animozji. – Zapytam, czy Maggie chciałaby wprowadzić jakieś zmiany – dodał brat. – Oczywiście. – Uroczystość powinna przebiegać bez zakłóceń. Niech nikomu z krewnych nie wpadnie do głowy zepsuć narzeczonym nastroju. Awanturników on, Marcus, osobiście wyrzuci za drzwi. Jericho podszedł do Maggie, której oczy zaświeciły się na jego widok. Marcus poczuł ukłucie zazdrości. On także zarejestrował się w aplikacji randkowej, na razie bez powodzenia. W związku ze zbliżającą się trzydziestką zaczął wprowadzać zmiany w życiu. Jedną z nich było podjęcie współpracy z rodzinną firmą, Winters Industries. Wcześniej wolał działać w pojedynkę. Szedł własną ścieżką i dopiero ostatnio poczuł się na tyle stabilnie, że przedstawił rodzinie ofertę kooperacji. Przyjęto ją ochoczo, a on zyskał środki na dopracowanie katalogu dóbr luksusowych przeznaczonych dla większej liczby klientów. Jego firma zajmowała się stylowymi meblami, pościelą, lampami i innymi eleganckimi artykułami do urządzania wnętrz, a Winters Industries zapewniało finansowanie, aby działać na masową skalę. Miał sprawdzić najnowszy raport marketingowy, gdy z drugiego końca usłyszał nieznany głos. – Tak, mam poważne zastrzeżenia. To wszystko jest do kitu. Ten nastrój kłóci się z jadłospisem, który zaplanowałam. Zdziwiło go, kto kwestionuje jakość jego pracy, w dodatku tak bezceremonialnie, ale kobieta, która rozmawiała z Maggie i jego bratem, stała za dużą rośliną. Zamierzał bronić swego projektu, więc podszedł do nich i natychmiast zapomniał, co chciał powiedzieć. Zmysłowy głos należał do niezwykle atrakcyjnej kobiety. Miała chyba metr osiemdziesiąt wzrostu, długie i zgrabne nogi w seksownych czarnych szpilkach i kasztanowe włosy opadające na ramiona. Wydatne wargi budziły nieprzyzwoite myśli, a w brązowych oczach tlił się ogień. Była intrygująca i podniecająca. – Mogę w czymś pomóc, czy podsłuchiwanie to pańska druga natura? – zwróciła się do niego. Maggie zachichotała, a Jericho nawet nie próbował ukryć rozbawienia. – Marcus Winters – przedstawił się. – Autor skrytykowanej koncepcji. Każdy inny na jej miejscu zapadłby się pod ziemię, a przynajmniej zaczerwienił się ze wstydu. Ona jednak uścisnęła mu rękę, nie spuszczając z niego wzroku. – Jessica Drummond, szefowa kuchni i kobieta, której nie podoba się ten projekt. Jest nieakceptowalny. – Cóż, miło, że się poznaliście – wtrąciła Maggie. – Oboje macie świetne pomysły. Spróbujcie poszukać kompromisu. Ja nie zamierzam się wtrącać. – Zgadzam się z Maggie i umywam ręce – oznajmił brat i oddalił się z narzeczoną. Z oddali słychać było ich śmiech. Zdrajca. Marcus nie spuszczał oczu z kobiety. Mógłby się założyć, że należy do Del Riów, choć nosi inne nazwisko. Napięcie między nimi było niemal namacalne. – Co takiego nie podoba się pani w tym projekcie? – Zacznijmy od tego, panie Winters, że całkowicie zignorował pan moje menu. – Menu nie wydało mi się istotne przy planowaniu nakrycia stołu – stwierdził. – No właśnie. I tu się pan myli. – Elementy projektu są dobrze przemyślane. – Zmarszczył brwi. – Pomysł nie powstał w jeden dzień, proszę pani. Cały zespół ludzi pracował nad nim przez tydzień. Maggie jest zadowolona, Jericho jest zadowolony. Proszę się z tym pogodzić. – Marcus Winters – powiedziała wolno, mrużąc oczy z zawziętą miną. – Szef Fresh by Winters, prawda? – Zgadza się. I nie stworzyłem wartej teraz wiele milionów firmy, oferując rozwiązania do kitu. – Gratuluję, ale to – wskazała palcem stół – jest nie do przyjęcia. Czuję się tak, jakbym weszła do Ikei i zobaczyła przypadkowo zastawioną jadalnię. Poszczególne elementy są ładne, ale całość wypada blado, bo nie tworzy odpowiedniego nastroju. A jeśli wystrój wnętrza wprowadza nas w inny nastrój niż jedzenie, to cały efekt diabli biorą. – Porównuje pani moje meble do szwedzkich klocków? – IKEA jest super producentem. Dobra jakość za niską cenę. Chodziło mi o to, że tworzymy przyjęcie zaręczynowe bez efektu WOW. Nikt nie będzie go wspominał z zachwytem czy zaskoczeniem. – Więc uważa pani moje meble i zastawę za artykuły drogie i nieciekawe w porównaniu z ofertą sklepu, w którym trzeba samemu złożyć kupione meble? Wzruszyła ramionami. – Dobrze zaplanowana uczta to podróż. Zaplanowałam najmniejsze szczegóły: od przystawek przez wino po dania główne. Wszystko jest wyjątkowe. A pan nie zwrócił uwagi na żadną z tych rzeczy. – Nie sądziłem, że muszę się zastanawiać nad zawartością talerzy. – Jest pan przyzwyczajony do stawiania na swoim, ale moje menu i pańskie pomysły po prostu do siebie nie pasują. Ma pan znane nazwisko, nie musi się martwić o opinię publiczną, ale dla mnie jest to ważne. Podchodzę do pracy serio i nie zamierzam patrzeć, jak spadamy na dno, bo nie widzi pan dalej niż czubek własnego nosa. Marcusa zatkało. Nie wiedział, czy się rozgniewać, czy podziwiać jej odwagę. Przyjrzał jej się uważniej. Na palcach jednej ręki mógł policzyć osoby, które mu się sprzeciwiały, których nie potrafił oczarować, przekonać albo zastraszyć. Wszystkie należały do jego rodziny. Kim jest Jessica Drummond? Skrzyżował ramiona, myśląc nad kolejnym krokiem. Mógłby po prostu zignorować jej protest. Z drugiej strony, dawno nie czuł takiego iskrzenia między sobą a kobietą. Chciał kontynuować tę podniecającą konfrontację. Przez lata unikał angażowania się w związki. Chodził na randki, ale nie traktował swoich dziewczyn serio. Ostatnio jednak pozazdrościł bratu. Chciałby spotkać kobietę, która wstrząśnie podstawami jego świata, jak zrobiła to Maggie w stosunku do Jericha. Nawet otworzył konto na k! smet, ale aplikacja jeszcze nie znalazła dla niego partnerki. Może nie potrzebuje internetu. Ta kobieta, która patrzy mu prosto w oczy i poczyna sobie śmiało, przykuła jego uwagę. Ma usta stworzone do pocałunków. Jej uroda powala na kolana. Zdecydowanie jest w jego typie. Nie interesowały go dziewczyny, które potulnie się z nim zgadzały. Szukał takich, które rzucały mu wyzwania. – Skoro nie podoba się pani mój projekt, to proszę jutro rano przedstawić mi swoje pomysły. – To mu pozwoli lepiej poznać kobietę, która tak bezczelnie rzuca mu wyzwanie. – Zmieni pan projekt? – Nie. Ale chętnie wprowadzę ulepszenia. – Dobrze – odparła z wyraźnym zaskoczeniem. – Jeśli będzie pan otwarty na moje propozycje, nie widzę problemu. – I z tym samym żarem co wcześniej oznajmiła: – Zostałam zatrudniona przez Del Riów i mam zamiar sprawić, że o przyjęciu zaręczynowym Maggie i Jericha będzie się mówiło przez wiele lat. – W takim razie cel jest wspólny. – Marcus postąpił krok bliżej, ciekaw jej reakcji na skrócenie dystansu. Zaczerwieniła się, lecz milczała. Nie tylko jemu zabrakło dziś słów. – Proszę wpaść do salonu Fresh by Winters jutro o jedenastej piętnaście. Omówimy pani propozycje. Wie pani, gdzie to jest? – Posłał jej bezczelny uśmieszek. – W centrum na rogu, prawda? – Nie cofnęła się. – Tak. – Wyciągnął do niej rękę, uścisnęła ją. – Nie mogę się doczekać spotkania. – Proszę się postarać mieć otwarty umysł, Marcusie – odparła, nie puszczając jego dłoni. Powinno go to zirytować, ale poczuł falę gorąca, gdy wypowiedziała jego imię. O tak, w tej kobiecie płonie ogień. Uśmiechał się, gdy odchodziła, i śledził wzrokiem zgrabną pupę opiętą ciasną spódnicą. Najwyraźniej miała ochotę bawić się w tę samą grę co on. Znajdzie w niej godną przeciwniczkę? A może kogoś innego? Molly Devaney na gwałt potrzebowała supermena. Sama nie dawała sobie rady. Przez ostatnie dwa tygodnie całymi nocami przewracała się w łóżku z boku na bok, obsesyjnie myśląc o tym, co się stało. Modliła się, wzdychała. Musi coś z tym zrobić. I to jak najszybciej. Piętnaście nocy piekielnych mąk. A wszystko po to, by dojść do wniosku, że ktoś musi jej pomóc. Wiedziała kto. Bohater jej marzeń z czasów, gdy ona miała trzy, a on sześć lat. Gdy osierocona Molly i jej siostra Kate zamieszkały w okazałej posiadłości jego rodziców w San Antonio. Julian John Gage. Okej, facet nie jest święty. Kobieciarz do kwadratu. Może mieć każdą, kiedy tylko zechce. I korzysta z tego pełnymi – jeśli tak można powiedzieć – garściami. A ją to czasem boli. W kwestii podrywów jest niereformowalny. Jako szef PR w „ San Antonio Daily”, trudny dla współpracowników. Czupurny brat, krnąbrny syn. Ale dla Molly Julian John Gage był kimś nadzwyczajnym. Najlepszym przyjacielem, niedoścignionym wzorem mężczyzny. Jedyną osobą na świecie, z którą można szczerze porozmawiać i która potrafi jej wytłumaczyć, co powinna zrobić, by zdobyć jego irytująco rzeczowego i przyziemnego starszego brata. Problem w tym, że moment był chyba nie najlepszy. Wtargnięcie w niedzielny poranek do czyjegoś mieszkania to kiepski pomysł. Czuła jednak, że straciła już za dużo czasu. Chciała się natychmiast przekonać, że Garrett, starszy brat Juliana, ją kocha. Inaczej umrze z rozpaczy. Niech tylko Julian przestanie się na nią gapić jak na jakieś dziwadło. Robi to od kilku minut. Ściślej od momentu, gdy zwierzyła mu się z problemu i wyjawiła plan. Facet stał skamieniały, jak starożytny posąg w nowoczesnym mieszkaniu. – Czy ja dobrze rozumiem? – odezwał się w końcu zachrypniętym głosem. – Prosisz mnie o pomoc w uwiedzeniu mojego własnego brata? – Ja chyba nie użyłam takiego słowa – zwróciła mu uwagę, przerywając na moment nerwowy marsz wokół stolika. – Mówiłam coś o uwiedzeniu? – A nie mówiłaś? – Julian starał się przypomnieć sobie jej słowa wypowiedziane pięć minut temu. Westchnęła. Też miała trudności z pamięcią. Gdy ujrzała w otwartych drzwiach żywe uosobienie klasycznego piękna, z nagim torsem, na chwilę zapomniała języka w gębie. Jego spodnie od piżamy były na tyle cienkie, że nie dało się nie zauważyć ciemnego trójkąta biegnącego od pępka w dół i… Czyżby nigdy dotąd nie widziała półnagiego mężczyzny? Z tym, że Julian nie jest ot takim sobie mężczyzną. Wyglądał jak młodsza kopia Davida Beckhama. Młodsza i bardziej smakowita. Na szczęście ich wzajemna przyjaźń teoretycznie uodporniła ją na jego wdzięki. – Może i powiedziałam, nie pamiętam – przyznała pojednawczo i wznowiła wędrówkę po pokoju. – Po prostu zdałam sobie sprawę, że jak nie zrobię czegoś spektakularnego, jakaś dziumdzia gotowa sprzątnąć mi go sprzed nosa. Julian, ja go muszę mieć, a ty jesteś specem od podrywu. Powiedz, co mam robić? Jego zielone oczy rozbłysły. – Posłuchaj, Molls. Nie wiem, jak ci to wytłumaczyć – zaczął mówić, dołączając do niej w nerwowej wędrówce po pokoju. – Dorastaliśmy razem. Ja i moi bracia pamiętamy, jak chodziłaś z pieluchą w majtkach. Garrett już nigdy nie spojrzy na ciebie inaczej. Dla niego zawsze będziesz maleńką młodszą siostrzyczką. – Okej, rozumiem, już nigdy nie wyzwolę się z pampersów. Ale mam pewne podstawy, aby sądzić, że Garrett zmienił nastawienie do mnie. Czy naprawdę mówił ci, że wciąż widzi we mnie tylko tamtego bobasa? Julian, ja skończyłam dwadzieścia trzy lata! Miał czas zauważyć, że wyrosłam na bywałą w świecie, seksowną młodą damę. Z niezłym biustem, który całkiem przyjemnie pieściło się na balu przebierańców, dodała w myślach nie bez dumy. Julian patrzył na nią z miną, którą z pewnością trudno byłoby określić jako rozemocjonowaną. – Twoja siostra Kate jest, owszem, młodą damą. Ale ty? – mówił, bezlitośnie taksując wzrokiem hipisowską spódnicę w bohomazy i spraną koszulkę na ramiączkach. Zanurzył palce w jej włosach, których pasemka w słońcu wypłowiały. – Na Boga, Molly, czy ty nie masz lustra? Wyglądasz, jakby cię ktoś przepuścił przez maszynkę. – Julian! – wykrzyknęła urażona, z trudem łapiąc oddech. – Przyjmij do wiadomości, że za cztery tygodnie otwieram w Nowym Jorku indywidualną wystawę moich prac. Nie mam czasu dbać o wygląd! A poza tym nie masz prawa wytykać mi, jak jestem ubrana, kiedy sam stoisz obok prawie goły i… Urwała, gdy z głębi mieszkania dobiegł odgłos zamykanych drzwi. Zobaczyła, że ktoś się do nich zbliża i odebrało jej głos. Tym kimś była oczywiście kobieta. Z sypialni Juliana wyszła najbardziej długonoga i najjaśniejsza chyba na świecie blondynka w szkarłatnych szpilkach, odziana w koszulę Juliana, pod którą nie dało się nie zauważyć imponujących piersi. Dzierżyła pod pachą miniaturową złotą kopertówkę. No tak, tej to nikt nie przepuścił przez maszynkę… – Będę już szła – oświadczyła Julianowi zduszonym szeptem. – Zostawiłam ci na poduszce numer telefonu. Miło było cię poznać. Mam nadzieję, że pożyczysz mi tę koszulę. Moja sukienka straciła nieco fason… – Zaśmiała się cichutko. Julian stał jak zamurowany, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Ona zaś opuściła mieszkanie. Gdy zatrzasnęły się drzwi windy, Molly spojrzała na Juliana. – Julian! Czy ty naprawdę nie potrafisz odpuścić żadnej babie? Musisz się przespać z każdą? Wściekła, pchnęła go lekko. On jednak pozostał nieporuszony. Prawdziwy beton. – Nie rozmawiamy o moim życiu uczuciowym, ale o twoim – zauważył po chwili, chwytając jej dłoń i śmiejąc się. – A mojego brata nie wzrusza twój wizerunek głodującej artystki. Odepchnęła go i ruszyła korytarzem. – Daj mi tylko koszulę, a mój pożałowania godny, pozbawiony polotu i seksu wizerunek z pewnością natychmiast cudownie się odmieni! – zawołała. – Do licha, Molly, daj spokój! Molls, kochanie. Wracaj. Postaram się lepiej cię zrozumieć, dobrze? Daj mi szansę! Oboje wiemy, że jesteś piękna i możesz mieć gdzieś swój wygląd! Dogonił ją i zaciągnął z powrotem do salonu. Molly patrzyła na niego i jej gniew stopniowo mijał. Biedak, sam nie wie, co ma z nią zrobić. Na Juliana Johna nie sposób się długo złościć. Wiedziała, że zrobiłby dla niej wszystko, dlatego do niego przyszła. Wiedziała, że nie potraktuje jej jak wrzód na swoim kształtnym tyłku. Tylko przy nim czuła się pewnie i bezpiecznie. No, może jeszcze przy starszej siostrze, która od śmierci rodziców prawie zastępowała jej matkę. Rozpieszczała ją, pomagała w nauce, wychowywała, kochała jak mama i tata razem wzięci. Fakt, że Julian odegrał w jej życiu podobną jak Kate rolę, wiele mówi o człowieku, który chce na zewnątrz uchodzić tylko za playboya. Którym zresztą – nie da się ukryć – był. Ale dla niej to przede wszystkim przyjaciel. – Posłuchaj – powiedziała, uwalniając dłoń z uścisku i rumieniąc się na wspomnienie pocałunku, jaki skradł jej Garrett. – Wiem, że trudno ci to zrozumieć, ale bardzo kocham twojego brata i… – Od kiedy to, do cholery? Oboje wiemy, Molls, że to wkurzający sztywniak. – Może przedtem taki był, ale teraz jest inny – rzuciła w obronie ukochanego. – Przedtem? Przed czym? – Przed tym… zanim… zdałam sobie sprawę… Że mnie chce. Jak mnie pocałował, dokończyła w myślach. Poczuła ucisk w żołądku. Odsunęła włosy opadające jej na twarz i spróbowała ponownie: – Nie umiem tego wyjaśnić, ale zaszła w nim przemiana. Czuję, że on mnie też kocha. Julian, nie śmiej się, ja to czuję. Jakoś nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, więc opadła na pobliską skórzaną kanapę. Panującą przez chwilę ciszę przerwał jego śmiech: – Nigdy w to nie uwierzę! Molly wstrzymała oddech, gdy zauważyła, że na jego twarzy obok rozbawienia maluje się także szorstkość. Nigdy nie widziała, by Julian się złościł, ale tym razem był naprawdę zły. Okej, mniejsza z tym. Ona musi zdobyć Garretta. I to już. – Posłuchaj, Julian, jeśli mamy poważnie rozmawiać, prosiłabym cię, żebyś narzucił jakiś T-shirt. Chyba nie rozdałeś wszystkich? Widok męskiego ciała powoduje… no, po prostu wzmaga moją chętkę na Garretta – dodała. – Dobrze wiesz, że bratu daleko do mnie – odparł, prężąc muskuły. – Nie tak znowu. – Rozłożyłbym go na cztery łopatki w pięć sekund. – Proooszę cię… Jedyna rzecz, w jakiej jesteś od niego lepszy, to techniki podrywu i obrażania ludzi. Nie zapomnę ci tego, co powiedziałeś o moim wyglądzie. – A więc nie dotarło do ciebie, że jesteś piękna? To też powiedziałem. Julian opadł na fotel i przez chwilę oboje milczeli, patrząc w dal. – Masz rację – odezwał się po chwili, odzyskując energię. – Jestem lepszy w te klocki niż obaj moi bracia razem wzięci. Z tym, że Landon jest żonaty, więc nie ogląda się za kobietami. Założył ręce za głowę i wyciągnął się wygodnie. – Okej, więc zabawmy się trochę kosztem starego Garretta. On zawsze był tak śmiesznie opiekuńczy wobec ciebie i Kate. Miotałby się wściekle jak postać z kreskówek, gdyby się dowiedział, że się z kimś spotykasz. Zwłaszcza z kimś o marnej reputacji. To nie musi być na serio. Wystarczy, jak pozwolisz Garrettowi uwierzyć, że jakiś łajdus świata poza tobą nie widzi. Podrażnij się z nim trochę. Molly była zachwycona, że Julian podchwycił jej pomysł. Podskoczyła i klasnęła w ręce. – Świetnie! Tylko… czy ja znam kogoś takiego? – Właśnie na niego patrzysz. – Julian uśmiechnął się, mrużąc groźnie oczy. Po tych słowach Molly wyglądała na wstrząśniętą, a Julian zaczął się zastanawiać, czy w ogóle powinien był je wypowiedzieć. Co z jego nowym planem? – Przepraszam, chyba się przesłyszałam. – Drgnęła, ściskając z całych sił skórzaną poduszkę. – Proponujesz, że zostaniesz moim chłopakiem czy jak? – Coś w tym rodzaju – przyznał z uśmiechem. Był opanowany i spokojny, ale w mózgu kłębiły mu się myśli, których pewnie kiedyś pożałuje. Na razie sprawiały mu przyjemność. – Co przez to rozumiesz? – zapytała. Nie mógł nie zauważyć, jak wspaniale wyglądała. Była zszokowana i zaskoczona, jakby właśnie zdobyła główną wygraną w Lotto. Dla tych cholernie niebieskich, rozszerzonych zdumieniem oczu mógłby zrobić wszystko. Zdobyć każdy szczyt w najwyższych górach. W życiu nie widział tak pełnego wyrazu, a jednocześnie niewinnego spojrzenia. Czuł się jak supermen. Nikt, nawet matka, nie obdarzyła go nigdy tak pełnym podziwu i uczucia spojrzeniem jak teraz Molly. – Chciałem przez to powiedzieć, że ja z nikim nie „ chodzę”, Molly. Ja po prostu miewam kochanki. Z przyjemnością więc poudaję trochę twojego chłopaka. – Zgrywasz się, Jules – stwierdziła i spochmurniała. Siedząc nieruchomo na kanapie, patrzyła na niego badawczo. Faktycznie, mógłby się z tego śmiać, ale w głębi duszy był śmiertelnie poważny. – Rzeczywiście, lubię sobie czasem pożartować, ale ciebie traktuję wyjątkowo serio – zapewnił. – Czyli jesteś gotów udawać zakochanego? Skinął głową. Z trudem powstrzymywał się, by nie pogłaskać jej po twarzy. – Źle się stało, Moo, że spotkałaś u mnie tę dziewczynę. To dla mnie bez znaczenia… Poderwała się na równe nogi, chaotycznie potrząsnęła burzą włosów i turkusowymi koralami. Była jak w transie. Oczy jej błyszczały. Jego propozycja chyba dopiero teraz dotarła do niej w całej rozciągłości. – A więc Garrett zobaczy nas razem i będzie piekielnie zazdrosny! O tak, Julian, to genialny pomysł! Jak myślisz, po jakim czasie zrozumie, że mnie kocha? Po dwóch dniach? Po tygodniu? Julian patrzył na nią w milczeniu. Wyglądała na śmiertelnie zakochaną. Czy naprawdę tak jest? Gdy o tym myślał, czuł się coraz bardziej zakłopotany. Bardzo chciał, by ktoś mądry powiedział mu, co tu jest grane. Czy to jakiś głupi dowcip? Molly marzy o jego starszym bracie? Naprawdę? On jest od niej dziesięć lat starszy! A poza tym bracia Gage’owie zostali wychowani w poczuciu, że siostry Devaney są poza ich zasięgiem. Garrett zawsze trzymał się wyznaczonych reguł. Czyżby tym razem je złamał, dając Molly do zrozumienia, że mu się podoba? Julian, kompletnie zbity z tropu, zaczął sobie powoli wszystko porządkować. A więc Garrett był zawsze nadopiekuńczy w stosunku do sióstr Devaney. Dziewczynki zostały sierotami, gdy ich ojciec, zatrudniany przez Gage’ów ochroniarz, zginął na posterunku. Bronił ojca Juliana przed atakiem uzbrojonych bandytów wynajętych przez meksykańską mafię. Ojciec Juliana ujawnił w wydawanej przez siebie gazecie nazwiska i ciemne sprawki jej przywódców. Jedynym, który wyszedł żywy z tej krwawej łaźni, był towarzyszący ojcu Garrett. Mordercy dostali dożywocie, a on od dwudziestu lat żył w piekle wspomnień, żalu i poczucia winy. Gdy owdowiała matka przygarnęła osierocone dziewczynki, Garrett czuł się w obowiązku chronić je – szczególnie Molly – nawet przed żartami i docinkami Juliana. Oboje, Molly i Julian, mieli mu to za złe. Uznali Garretta za nieuleczalnego sztywniaka. Teraz więc trudno było uwierzyć, że Molly mogła nagle zbzikować na jego punkcie. O co tu chodzi, do cholery? Julian i Molly byli przyjaciółmi na śmierć i życie. Numery jego telefonów – do pracy, na komórkę i do domu – widniały na pierwszych miejscach w jej notesie. Molly często powtarzała, że od romantycznych uniesień woli przyjaźń, która jest trwalsza niż niejedno współczesne małżeństwo. Usłyszawszy dziś jej kilkakrotne zapewnienie, że kocha Garretta, Julian uznał, że musi ratować Molly, bo sytuacja wygląda na poważną. Musi pomóc jej zrozumieć, że w istocie wcale nie jest zakochana w Garretcie. Koniec. Kropka. – Ja myślę, że to nam zajmie jakiś… miesiąc – odrzekł w końcu, patrząc Molly głęboko w oczy. Jakby starał się wysondować głębię jej rzekomej miłości. Znając jej romantyczny charakter… Boże, w jej głowie rozbrzmiewa teraz dźwięk weselnych dzwonów. Wygląda na zakochaną po uszy. Kurczę, to mu się nie podoba. – Myślisz, że on na to pójdzie? – zapytała Molly niepewnym głosem. – Tak trudno go czasem rozszyfrować… – Molly, żaden normalny facet nie będzie spokojnie patrzył, jak brat ostrzy sobie apetyt na jego ukochaną. – Naprawdę? Zrobisz to dla mnie? – Przywarła do niego i pocałowała go w nieogolony policzek. – Jules, dziękuję ci, jesteś cudowny! Zesztywniał zszokowany. Był nagi od pasa w górę i jej uściski spowodowały, że zaczął się dziwnie czuć tu i ówdzie. Ona jest taka ciepła, pachnąca, słodka… A na domiar złego nie przestaje trajkotać z ustami wtulonymi w jego szyję: – Mam szczęście, że pojawiłeś się w moim życiu, Jules. Nie wiem, jak ci dziękować za wszystko, co dla mnie robisz. Czy ona mówi to poważnie? Bo jej słowa budziły w nim zgoła potępieńcze myśli. Usiłował sobie nagle przypomnieć imiona wszystkich dotychczasowych kochanek, w porządku alfabetycznym, ale to nie pomagało. Wziął głęboki oddech i, próbując uciec przed jej wzrokiem, mruknął: – Jeszcze mi nie dziękuj, Molly. Zobaczymy, jak to się uda, dobrze? – Musi się udać. Jestem pewna, że jeszcze w tym miesiącu będę nosić na palcu pierścionek zaręczynowy. Przewrócił oczami, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. – Jeszcze nie planuj wesela. Pamiętaj, w tym miesiącu chodzisz ze mną. Odwagi, dziewczyno, bo moja rodzina na pewno nie będzie tym zachwycona. – A to niby dlaczego? – spytała, biorąc się pod boki. – Nie jestem ciebie warta? – Nie, Molly. To ja nie jestem warty ciebie…

Wydania

1 wydanie · sortuj: najnowsze
Gorące spojrzenia / Gra pozorówharlequin978-83-2912-797-497883291279742026-09-01polski (Polska)320Softcover