Zachwycał mnie od zawsze świeżością i oryginalnością głoszonego słowa, bogatego w anegdoty, ubarwionego trafnymi bon motami, które rozśmieszały nieraz do łez. Jakże to było inne od tak zwanych „ księżowskich kazań”. Spowiedź u niego była spotkaniem z miłosiernym obliczem Boga, czego doświadczyłem i ja, i wielu jego duchowych synów. Opowiadając zaś o swojej bogatej historii zawsze zachęcał do długiego życia. Nasza przyjaźń trwa już ponad dwadzieścia lat. Piotr Trzos, Kraków Gdy po raz pierwszy wszedłem do jego klasztornej celi rzucił mi się w oczy, oprócz wszechobecnych książek i otwartej na biurku Biblii, ... sufit, na którym wisiały wielkie kolorowe mapy gwiazdozbiorów oraz ... małe zdjęcie geparda umocowane na wewnętrznej stronie drzwi. Oryginał w każdym calu, pomyślałem. Do tego jego fizys o lichej posturze ze zdziwionym wyrazem twarzy, który nadawały mu nieodłączne okulary o grubych soczewkach, złączona z umysłem o błyskotliwej inteligencji i wiedzy wszechstronnej, swobodnie wplatającym w dyskusji łacińskie sentencje. Dowcipny, ale nie złośliwy. Jeżeli złośliwy, to w sposób bezbolesny, dający szansę dostrzeżenia błędów w mym rozumowaniu. A do tego ten jego cichy, zaraźliwy śmiech na wdechu... Dariusz Kwiecień, Warszawa