Jeden z największych bestsellerów wśród niezależnych komiksów amerykańskich z końca lat 90. Ponad milion sprzedanych egzemplarzy! I ostatni narysowany w takim stylu przez Whilce’a Portacio. „ Stone” to komiks niezwykły z wielu powodów. O jego twórcy mógłby powstać piękny film. Zacznijmy od tego, że Whilce Portacio stał się w latach 90. ikoną amerykańskiego komiksu. Rysowane przez niego serie takie jak „ Punisher” i „ X-Men” sprzedawały się jak świeże bułeczki. Kiedy rozpoczął się bunt autorów przeciw Marvelowi i DC, Portacio także do niego dołączył. Założył w ramach Image studio Avalon. Tam postanowił zrealizować w pełni autorski pomysł. Właśnie odkrył swoje filipińskie korzenie i zaczął poznawać rodzimą kulturę i jej baśnie. „ Stone” miał być hołdem dla jego przodków. Poprosił o pomoc przy scenariuszu inną ikonę branży – Briana Haberlina („ Darkness”, „ Spawn” i tony kolejnych tytułów). Tak wspólnie ruszyli w tę podróż, odnosząc spektakularny sukces komercyjny. Jednak los bywa przewrotny. Portacio nie wiedział, że jest chory na cukrzycę. Wiele stron „ Stone’a” powstało na tzw. cukrzycowym haju. Wkrótce po ukończeniu prac nad tym komiksem autor rysunków zapadł w śpiączkę, po wybudzeniu z której nie umiał już rysować, musiał się nauczyć od nowa i obecnie ma zupełnie inny styl. Odzyskał jednak status gwiazdy komiksu, a jego historia stała się dla wielu inspiracją. Kiedy ogłoszono projekt wydania zbiorczego „ Stone’a” na Kickstarterze, jego ufundowanie nastąpiło dosłownie w 48 godzin. Dziś